- Kategorie:
- 1-50.992
- 101-150.107
- 151-200.9
- 201-250.5
- 301-350.2
- 351-400.1
- 51-100.604
- deszcz.36
- leżący śnieg.14
- mgła.16
- mokro.31
- mżawka.12
- po zmroku.127
- pochmurno.268
- słonecznie.352
- śnieg.18
- trenażer.5
#52 | Drugi wyjazd tego dnia - Marzelewo i Nekla
Po obiedzie i krótkim odpoczynku postanowiliśmy wyjechać drugi raz tego dnia, tym razem do Marzelewa i tamtejszych lasów. Tak więc o 18.30 skierowałem się najpierw w stronę Lidla, sprawdzić, czy zrobili coś z tandetnym miejsce na stojaki rowerowe. Niestety nic się tam nie zmieniło. Zadzwonił Bobiko i poinformował, że w trasę pojedziemy dziś z Kerampem. Dojechałem w umówione miejsce na tamie nad zalewem, poczekałem chwilę i ruszyliśmy w trójkę na Marzelewo. Pierwszy odcinek był już grząski - luźny piach - więc Keramp zaproponował alternatywny odcinek, równoległy do głównego duktu. Niestety, po kilkuset metrach leśna ścieżka skończyła się gęstym lasem. Wróciliśmy więc do punktu wyjścia. Kawałek dalej spotkaliśmy leśnego mieszkańca.

Staraliśmy się być cicho i zachowaliśmy odpowiedni dystans, żeby nie spłoszyć zwierza. Zoom był tylko 3x, ale co nieco udało się uwiecznić.
Dojechaliśmy do Marzelewa, kilka fotek i jedziemy dalej.



Dwa dni temu w lesie na drodze było sucho. Dziś stało tam tyle kałuż, że ledwo można było przejechać, a ja przed wyjazdem zdjąłem przedni błotnik, bo byłem przekonany, że będzie dziś tak samo sucho jak ostatnio. No nic, będzie dłuższe czyszczenie...
Na drugim skrzyżowaniu, na którym zastanawialiśmy się czy brnąć dalej w to błotko, zobaczyliśmy idących w oddali dwoje ludzi. Keramp przypomniał sobie, że ma lornetkę. Wyglądało przez nią, że to jakieś małżeństwo (byli kilkaset metrów od nas). A szli akurat drogą, którą w końcu wybraliśmy. Zbliżamy się do nich i po chwili okazuje się, że to dwie kobiety z pieskiem. Dojeżdżamy (ja jadę pierwszy), wyprzedzam je i nagle piesek - Beagle - pędzi w moją stronę i doskakuje mi do nogawki, mimo że przestałem pedałować, bo psy lubią gonić nogi obracające się po okręgu. Zastawiłem się butem, a ten chwyta mojego buta ;) No nie - myślę sobie - i zatrzymuję się i wołam skubańca. Panie krzyczą do mnie, żebym się nie bał. A ja rzecz jasna się nie boję, tylko chcę się przywitać z psem udającym odważnego i bojowego ;) Pies podchodzi i po chwili już jest mój - następuje seria pieszczot psiaka ;) Chwila rozmowy z paniami, które mówią, że idą do leśniczówki i jedziemy dalej.
Zmęczone drzewo:



Wyjechaliśmy na drogę Czerniejewo-Nekla, patrzę w lewo, w kierunku Nekli i widzę jakieś 200-300 metrów od nas, że jedzie dziewczyna na rolkach, zapewne ta sama co zwykle na tym odcinku. Ruszyliśmy w jej stronę, czyli w stronę Nekli. Jedziemy, jedziemy i nagle dziewczyny nie ma. Gdzie się podziała? Nagle znów ją widać, ale jest dużo dalej niż przedtem. Co jest grane? Jedziemy jakieś 25 km/h a ona się od nas oddala i to dość konkretnie. Przyspieszamy więc, jedziemy już prawie 30 km/h i widać, że powolutku, powolutku się do niej zbliżamy. W końcu ją dogoniliśmy, wyprzedziliśmy, ale że ja przy tym pościgu wyprzedziłem moich dwóch towarzyszy, to zatrzymałem się na chwilę. Bobiko i Keramp dojechali do mnie, a w tym czasie dojechała też i minęła nas rolkarka. Pytam Bobika czy ją zagadał. Mówi, że nie. No nic, to ja będę musiał ją zagadać, bo już tyle razy się tam widzieliśmy, że głupio tak bez słowa. Ruszyłem więc w kolejny pościg. Dojechałem do niej i pytam czy trenuje na jakieś zawody, bo przecież tak zasuwa, że ledwo ją dogoniliśmy. A ona na to, że nie, że tylko tak sobie jeździ i że zaraz zawraca i jedzie z powrotem tym odcinkiem. Życzyliśmy sobie przyjemności i pojechaliśmy w swoje strony. Dojechaliśmy do Nekli...

...i udaliśmy się na cmentarz, który był celem podróży Kerampa. Następnie przejechaliśmy obok fajnego stawu z domkiem po drugiej stronie...

... następnie koło drugiego stawu...

...i serwisówką wzdłuż K92 udaliśmy się do Wrześni. Keramp odłączył się w okolicach zalewu, a ja z Bobikiem pojechaliśmy jeszcze pod Tonsil, sprawdzić jak wygląda sytuacja hali. Okazało się, że wewnątrz nadal się paliło - przez dziurę było widać pomarańczową poświatę...

...a obok hali nie było strażaków, którzy przecież obiecali, że będą pracować tak długo, aż nie zgaszą. Po 10 minutach pojechaliśmy w stronę centrum, ale podczas przejazdu koło remizy strażackiej zauważyliśmy, że właśnie wyjeżdża jeden wóz strażacki i kieruje się na Tonsil.
Przejechaliśmy jeszcze przez rynek i udaliśmy się do domów.
Temperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1101 (kcal)

Staraliśmy się być cicho i zachowaliśmy odpowiedni dystans, żeby nie spłoszyć zwierza. Zoom był tylko 3x, ale co nieco udało się uwiecznić.
Dojechaliśmy do Marzelewa, kilka fotek i jedziemy dalej.



Dwa dni temu w lesie na drodze było sucho. Dziś stało tam tyle kałuż, że ledwo można było przejechać, a ja przed wyjazdem zdjąłem przedni błotnik, bo byłem przekonany, że będzie dziś tak samo sucho jak ostatnio. No nic, będzie dłuższe czyszczenie...
Na drugim skrzyżowaniu, na którym zastanawialiśmy się czy brnąć dalej w to błotko, zobaczyliśmy idących w oddali dwoje ludzi. Keramp przypomniał sobie, że ma lornetkę. Wyglądało przez nią, że to jakieś małżeństwo (byli kilkaset metrów od nas). A szli akurat drogą, którą w końcu wybraliśmy. Zbliżamy się do nich i po chwili okazuje się, że to dwie kobiety z pieskiem. Dojeżdżamy (ja jadę pierwszy), wyprzedzam je i nagle piesek - Beagle - pędzi w moją stronę i doskakuje mi do nogawki, mimo że przestałem pedałować, bo psy lubią gonić nogi obracające się po okręgu. Zastawiłem się butem, a ten chwyta mojego buta ;) No nie - myślę sobie - i zatrzymuję się i wołam skubańca. Panie krzyczą do mnie, żebym się nie bał. A ja rzecz jasna się nie boję, tylko chcę się przywitać z psem udającym odważnego i bojowego ;) Pies podchodzi i po chwili już jest mój - następuje seria pieszczot psiaka ;) Chwila rozmowy z paniami, które mówią, że idą do leśniczówki i jedziemy dalej.
Zmęczone drzewo:



Wyjechaliśmy na drogę Czerniejewo-Nekla, patrzę w lewo, w kierunku Nekli i widzę jakieś 200-300 metrów od nas, że jedzie dziewczyna na rolkach, zapewne ta sama co zwykle na tym odcinku. Ruszyliśmy w jej stronę, czyli w stronę Nekli. Jedziemy, jedziemy i nagle dziewczyny nie ma. Gdzie się podziała? Nagle znów ją widać, ale jest dużo dalej niż przedtem. Co jest grane? Jedziemy jakieś 25 km/h a ona się od nas oddala i to dość konkretnie. Przyspieszamy więc, jedziemy już prawie 30 km/h i widać, że powolutku, powolutku się do niej zbliżamy. W końcu ją dogoniliśmy, wyprzedziliśmy, ale że ja przy tym pościgu wyprzedziłem moich dwóch towarzyszy, to zatrzymałem się na chwilę. Bobiko i Keramp dojechali do mnie, a w tym czasie dojechała też i minęła nas rolkarka. Pytam Bobika czy ją zagadał. Mówi, że nie. No nic, to ja będę musiał ją zagadać, bo już tyle razy się tam widzieliśmy, że głupio tak bez słowa. Ruszyłem więc w kolejny pościg. Dojechałem do niej i pytam czy trenuje na jakieś zawody, bo przecież tak zasuwa, że ledwo ją dogoniliśmy. A ona na to, że nie, że tylko tak sobie jeździ i że zaraz zawraca i jedzie z powrotem tym odcinkiem. Życzyliśmy sobie przyjemności i pojechaliśmy w swoje strony. Dojechaliśmy do Nekli...

...i udaliśmy się na cmentarz, który był celem podróży Kerampa. Następnie przejechaliśmy obok fajnego stawu z domkiem po drugiej stronie...

... następnie koło drugiego stawu...

...i serwisówką wzdłuż K92 udaliśmy się do Wrześni. Keramp odłączył się w okolicach zalewu, a ja z Bobikiem pojechaliśmy jeszcze pod Tonsil, sprawdzić jak wygląda sytuacja hali. Okazało się, że wewnątrz nadal się paliło - przez dziurę było widać pomarańczową poświatę...

...a obok hali nie było strażaków, którzy przecież obiecali, że będą pracować tak długo, aż nie zgaszą. Po 10 minutach pojechaliśmy w stronę centrum, ale podczas przejazdu koło remizy strażackiej zauważyliśmy, że właśnie wyjeżdża jeden wóz strażacki i kieruje się na Tonsil.
Przejechaliśmy jeszcze przez rynek i udaliśmy się do domów.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
41.34 km (11.00 km teren), czas: 03:19 h, avg:12.46 km/h,
prędkość maks: 40.60 km/hTemperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1101 (kcal)
#51 | Pyzderskie zwiedzanie
Wyjechałem po 10 i spotkałem się z Bobikiem w parku. Niebo było ciemne, chmury ciężkie i niskie - tak jak wczoraj - i podobnie wiało. Najpierw skierowaliśmy się do Tonsilu, gdzie wczoraj był pożar. Paliła się komora bezechowa. Zastaliśmy budynek z wykutą wielką dziurą, z której ciągle wydobywał się dym.

Jako że wiało dziś z południa, mieliśmy do wyboru dwie trasy: Miłosław albo Pyzdry. Wybraliśmy Pyzdry i rozpoczęliśmy walkę z wiatrem. O dziwo, udawało się na większości trasy jechać ponad 20 km/h. Zatrzymaliśmy się na chwilę w Borzykowie przy symbolicznej granicy i ruszyliśmy dalej zarośniętą (zimą była nieodśnieżona) ścieżką rowerową, a właściwie ciągiem pieszo-rowerowym do Pyzdr.
Tam zaczęła się sesja zdjęciowa.



Zjechaliśmy na przystań Perkoza, stamtąd jeszcze jedno zdjęcie kościoła...

...a to sama przystań:

I drugie ujęcie z Bobikiem z prawej

Potem mieliśmy w planie udać się na most, ale postanowiliśmy dojechać tam boczną, cichą i bardzo malowniczą uliczką, na której chciałem coś pokazać, ale nie do końca wyszło ;)

Na tej ulicy były takie rzeczy:


W murek przy tym garażu-schronie wmurowane były jakieś fragmenty z żydowskimi napisami:




Dojechaliśmy do mostu, na którym standardowo zrobiłem zdjęcie...

...które wyglądało równie standardowo, jak zwykle, czyli nudno:

Trzeba wypatrzeć sobie inny punkt widokowy na Wartę i te budowle.
Po chwili ruszyliśmy w drogę powrotną z pięknym wiaterkiem w plecy.
W Kołaczkowie skręciliśmy do parku Reymonta.

W Nowej Wsi Królewskiej skręciliśmy w lewo, bo Bobiko chciał już kierować się do domu - był umówiony na spotkanie rodzinne. Ja odbiłem po paru km w prawo, przejechałem obok wiatraków (przy jednym z nich leży sobie, ogrodzony siatką, zapasowy płat do śmigła). Wyjechałem w Kaczanowie i udałem się do Wrześni.
Temperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1365 (kcal)
Jako że wiało dziś z południa, mieliśmy do wyboru dwie trasy: Miłosław albo Pyzdry. Wybraliśmy Pyzdry i rozpoczęliśmy walkę z wiatrem. O dziwo, udawało się na większości trasy jechać ponad 20 km/h. Zatrzymaliśmy się na chwilę w Borzykowie przy symbolicznej granicy i ruszyliśmy dalej zarośniętą (zimą była nieodśnieżona) ścieżką rowerową, a właściwie ciągiem pieszo-rowerowym do Pyzdr.
Tam zaczęła się sesja zdjęciowa.
Zjechaliśmy na przystań Perkoza, stamtąd jeszcze jedno zdjęcie kościoła...
...a to sama przystań:
I drugie ujęcie z Bobikiem z prawej
Potem mieliśmy w planie udać się na most, ale postanowiliśmy dojechać tam boczną, cichą i bardzo malowniczą uliczką, na której chciałem coś pokazać, ale nie do końca wyszło ;)
Na tej ulicy były takie rzeczy:
W murek przy tym garażu-schronie wmurowane były jakieś fragmenty z żydowskimi napisami:
Dojechaliśmy do mostu, na którym standardowo zrobiłem zdjęcie...
...które wyglądało równie standardowo, jak zwykle, czyli nudno:
Trzeba wypatrzeć sobie inny punkt widokowy na Wartę i te budowle.
Po chwili ruszyliśmy w drogę powrotną z pięknym wiaterkiem w plecy.
W Kołaczkowie skręciliśmy do parku Reymonta.
W Nowej Wsi Królewskiej skręciliśmy w lewo, bo Bobiko chciał już kierować się do domu - był umówiony na spotkanie rodzinne. Ja odbiłem po paru km w prawo, przejechałem obok wiatraków (przy jednym z nich leży sobie, ogrodzony siatką, zapasowy płat do śmigła). Wyjechałem w Kaczanowie i udałem się do Wrześni.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
49.79 km (0.00 km teren), czas: 03:54 h, avg:12.77 km/h,
prędkość maks: 38.50 km/hTemperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1365 (kcal)
#50 | Zaklinanie deszczu
Sobota, 25 maja 2013 | dodano: 25.05.2013
Dzisiejszy dzień generalnie był spisany na straty. Już od wczoraj wieczorem padało, dziś od rana padało, z małymi przerwami, mocno wiało. Jednak rzut oka przez okno ok. 15:00 i rzut oka na prognozę pogody, z której wynikało, że cały czas było duże prawdopodobieństwo opadów, jednak z godziny na godziny miało maleć i już miałem plan - zaraz jadę! Rower i tak jest brudny od ostatniej wietrznej wycieczki do Kalisza i wczorajszej po lesie, więc w razie jakiegoś deszczu jakoś specjalnie nie będę rozpaczał. Zjadłem obiad i zacząłem się ubierać. Kolejny rzut oka przez okno - pada! Na szczęście tylko przez chwilę. A chmury były naprawdę ciężkie i niskie. Na horyzoncie jeszcze ciemniejsze. No nic, ryzykuję. Temp. 11 stopni. Wziąłem kurtkę przeciwdeszczową, rękawiczki wiosenne z długimi palcami i jadę. Kieruję się na Poznań, bo wieje akurat od Poznania (6 m/s), więc z powrotem będzie fajnie. Po drodze, na Daszyńskiego, jakiś korek i dwa radiowozy z migającymi kogutami stoją na środku skrzyżowania. Wypadek? Nie, żadnych rozbitych samochodów nie ma. Dziwne. Jadę dalej. Na trasie zderzyłem się z czołowym wiatrem, bo był otwarty teren, więc prędkość w niektórych miejscach spadała do 16 km/h. A ruch samochodowy na trasie masakryczny. Samochód za samochodem, kawalkady TIRów. A na niebie coraz cięższe chmury...

Dojechałem do Brzeźna, zawróciłem na skrzyżowaniu z sygnalizacją i ruszyłem z wiatrem na Wrześnię. Po chwili wyprzedził mnie samochód straży pożarnej na sygnale, ale nie wóz bojowy, tylko taki terenowy.
Myślałem, że pojedzie się lepiej z powrotem, ale akurat wiatr zaczął się zmieniać na trochę boczny. Mimo wszystko jechało się bardzo fajnie. Temperatura idealna na rower...

...i świetny klimat - ponury i groźny. Standardowo przejechałem przez centrum Nekli i po chwili znów wyjechałem na trasę. A samochodów było coraz więcej. Na każdym skrzyżowaniu, gdy zapaliło się czerwone światło, od razu ustawiała się kolejka kilkunastu samochodów na każdym z pasów ruchu.
We Wrześni, na skrzyżowaniu Daszyńskiego i Kolejowej radiowóz z włączonymi sygnałami świetlnymi nadal stał na środku skrzyżowania i policjanci zatrzymywali przejeżdżające samochody. Jakaś łapanka? Dojechałem do domu, włączyłem komputer i wyczytałem, że palił się dziś Tonsil, więc ten radiowóz stał tam po to, żeby nikt nie wjeżdżał na ul. Kolejową, bo trwała tam akcja gaśnicza.
Temperatura:11.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1048 (kcal)
Dojechałem do Brzeźna, zawróciłem na skrzyżowaniu z sygnalizacją i ruszyłem z wiatrem na Wrześnię. Po chwili wyprzedził mnie samochód straży pożarnej na sygnale, ale nie wóz bojowy, tylko taki terenowy.
Myślałem, że pojedzie się lepiej z powrotem, ale akurat wiatr zaczął się zmieniać na trochę boczny. Mimo wszystko jechało się bardzo fajnie. Temperatura idealna na rower...
...i świetny klimat - ponury i groźny. Standardowo przejechałem przez centrum Nekli i po chwili znów wyjechałem na trasę. A samochodów było coraz więcej. Na każdym skrzyżowaniu, gdy zapaliło się czerwone światło, od razu ustawiała się kolejka kilkunastu samochodów na każdym z pasów ruchu.
We Wrześni, na skrzyżowaniu Daszyńskiego i Kolejowej radiowóz z włączonymi sygnałami świetlnymi nadal stał na środku skrzyżowania i policjanci zatrzymywali przejeżdżające samochody. Jakaś łapanka? Dojechałem do domu, włączyłem komputer i wyczytałem, że palił się dziś Tonsil, więc ten radiowóz stał tam po to, żeby nikt nie wjeżdżał na ul. Kolejową, bo trwała tam akcja gaśnicza.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
38.23 km (0.00 km teren), czas: 01:53 h, avg:20.30 km/h,
prędkość maks: 40.60 km/hTemperatura:11.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1048 (kcal)
#49 | Leśna przejażdżka
Piątek, 24 maja 2013 | dodano: 24.05.2013
Pogoda trochę się poprawiła, choć nadal niebo było całkowicie zachmurzone, ale trzeba było gdzieś się przejechać. Bobiko namawiał mnie dziś na Marzelewo i tamtejsze lasy, jednak ja postanowiłem wyjechać w trasę wcześniej, Planowałem zobaczyć tylko jakie warunki panują w lesie, na drodze dojazdowej do Marzelewa. Mocno wiało dzisiaj, jednak w lesie już tego wiatru tak się nie czuło. A warunki w lesie były świetne. Rozproszone światło stwarzało idealne warunki do fotografowania, chociaż każdy postój na zdjęcia to walka z komarami. Jednak temp. była bardzo przyjemna na przejażdżkę.
Kawałek za Marzelewem, na skrzyżowaniu, trafiłem na tabliczkę:

Nie byłem pewien którego odcinka dotyczyła, bo od skrzyżowania odchodziły 4 dukty, a tabliczka stała na połączeniu dwóch z nich i była ustawiona do nich pod kątem 45 stopni. Podobno znaki zwykle stoją po prawej stronie drogi, której dotyczą, więc uznałem, że wycinka nie jest prowadzona na terenie, w który chciałem wjechać, czyli ten na wprost na zdjęciu. Zresztą, była ok. 16:30, nie było słychać odgłosów żadnych pił łańcuchowych ani innego sprzętu. Chciałem przejechać tylko kawałek, ale jechało się tak fajnie i były tak fajne widoki...


...że dojechałem aż do Czerniejewa (znaczy do trasy Nekla-Czerniejewo, za leśniczówką). Chwilę wcześniej skręciłem jednak na chwilę w prawo na skrzyżowaniu, bo zainteresowała mnie asfaltowa droga prowadząca w moją stronę, do lasu. Okazało się, że w tym miejscu jest ferma norek i właściciel wykombinował sobie nowiutki asfalcik, położony wzdłuż zakładu. Zawróciłem i spodobał mi się kolejny widok.

A to obok leśniczówki:

Z powrotem, tą samą drogą, jechało się bardzo fajnie. Prędkość ok. 30 km/h, bo z wiatrem. Przeszkadzała trochę dziurawa nawierzchnia duktu, więc trzeba było uważać i jechać slalomem. Minąłem po raz drugi Marzelewo...

...i udałem się do domu.
Temperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 753 (kcal)
Kawałek za Marzelewem, na skrzyżowaniu, trafiłem na tabliczkę:
Nie byłem pewien którego odcinka dotyczyła, bo od skrzyżowania odchodziły 4 dukty, a tabliczka stała na połączeniu dwóch z nich i była ustawiona do nich pod kątem 45 stopni. Podobno znaki zwykle stoją po prawej stronie drogi, której dotyczą, więc uznałem, że wycinka nie jest prowadzona na terenie, w który chciałem wjechać, czyli ten na wprost na zdjęciu. Zresztą, była ok. 16:30, nie było słychać odgłosów żadnych pił łańcuchowych ani innego sprzętu. Chciałem przejechać tylko kawałek, ale jechało się tak fajnie i były tak fajne widoki...
...że dojechałem aż do Czerniejewa (znaczy do trasy Nekla-Czerniejewo, za leśniczówką). Chwilę wcześniej skręciłem jednak na chwilę w prawo na skrzyżowaniu, bo zainteresowała mnie asfaltowa droga prowadząca w moją stronę, do lasu. Okazało się, że w tym miejscu jest ferma norek i właściciel wykombinował sobie nowiutki asfalcik, położony wzdłuż zakładu. Zawróciłem i spodobał mi się kolejny widok.
A to obok leśniczówki:
Z powrotem, tą samą drogą, jechało się bardzo fajnie. Prędkość ok. 30 km/h, bo z wiatrem. Przeszkadzała trochę dziurawa nawierzchnia duktu, więc trzeba było uważać i jechać slalomem. Minąłem po raz drugi Marzelewo...
...i udałem się do domu.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
27.46 km (21.00 km teren), czas: 01:41 h, avg:16.31 km/h,
prędkość maks: 35.80 km/hTemperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 753 (kcal)
#48 | Kalisz
Decyzja o celu jazdy podczas dzisiejszej wycieczki zapadła dopiero po przebudzeniu o 8 rano, choć już wczoraj o tym rozmawialiśmy. SMS do Bobika, po czym wstałem i zacząłem się szykować. Bobiko nie odpisuje, no to puszczam głuchacza. Nic. No nic, szykuję się dalej. O 8.50 dostaję odpowiedź, że Kuba wstał i zaczyna się szykować do wyjazdu. O 10 Kuba dzwoni, że... zaczyna się szykować i przygotował JUŻ wodę. Hmmm, niezłe tempo, tym bardziej, że przed nami tyle kilometrów... A ja myślałem, że on dzwoni, żeby mnie poinformować, że już czeka na mnie pod domem. Pogoniłem go trochę i powiedziałem, że jak najszybciej ma jechać do Wrześni i spotykamy się koło Tesco. Po chyba 15 minutach dzwoni i mówi, że mam startować sam w kierunku Pyzdr, a on mnie dogoni, bo właśnie zjawiła się u niego ciotka z zepsutym rowerem i prośbą. No cóż, to jadę sam. Już we Wrześni czuję na twarzy ścianę wiatru, która próbuje odwieść mnie od podjętej decyzji. Ale jadę dalej. Przed Nową Wsią Królewską dostaję SMSa od Bobika, z którego wynika, że wyprzedził mnie, jadąc od siebie bocznymi drogami w kierunku Pyzdr. Ale umówiliśmy się na moście w Pyzdrach, więc nikt na nikogo na razie nie czeka. Za Borzykowem wjeżdżam na ścieżkę rowerową i nagle ktoś mnie woła. Patrzę, a tam Bobiko stoi przy drewnianej granicy. Nie zatrzymując się, bo nie chciałem tracić tempa, zawołałem go, że jedziemy dalej. Dotarliśmy więc po paru minutach do mostu w Pyzdrach. Tam pierwszy postój na kilka zdjęć i śmigamy dalej.

Tereny za Pyzdrami są zalesione, więc jechało się całkiem sprawnie, ok. 27 km/h. Gdy lasy się skończyły, zaczęła się orka... Wiało coraz mocniej. Im dalej, tym gorzej się jechało. Tym bardziej, że nawierzchnia robiła się coraz bardziej dziurawa i trzeba było mieć ciągle skupioną uwagę na drodze, żeby nie wpaść w jakś rozpadlinę.
Jedna z ciekawych nazw miejscowości na naszej trasie, a przejeżdżaliśmy też przez Obory:

W Choczu - zakręconym mieście - zrobiliśmy pierwszy dłuższy przystanek na jedzenie.

Dalej był Janków - Pierwszy, Drugi albo Trzeci, nie pamiętam - w którym ciągnęły się setki metrów szklarni.

Zdaje się, że nie jechaliśmy dziś nad morze...

W końcu, po 4 godzinach walki z wiatrem, osiągnęliśmy cel.

A do domu we Wrześni tyle kilometrów:

Wjechaliśmy do centrum Kalisza, który okazał się bardzo ciekawym i malowniczym miastem.
Opuszczony budynek przy głównej ulicy:

Po chwili mieliśmy dylemat - gdzie teraz jechać?

Ale po kilkuset metrach wszystko się wyjaśniło ;)

No i zaczęliśmy fotografować na dobre.



Dojechaliśmy do Rynku Głównego, przypominającego Stary Rynek w Poznaniu.


Kuba zrobił się głodny, więc wpadł do jakiegoś lokalu na rynku na spaghetti, a ja pozostałem na słoneczku, podziwiając piękne kobiety na rynku ;) Temp. w słońcu doszła do 41 st. C.
Po posiłku Kuba wstąpił jeszcze do sklepu po wodę, po czym ruszyliśmy w poszukiwaniu innych ciekawych miejsc w Kaliszu.

Dojechaliśmy do parku, na którego końcu był teatr.

Chcieliśmy znaleźć jeszcze budynek, który było widać na jakimś wzgórzu za Kaliszem, gdy do niego wjeżdżaliśmy, ale przy tej temp. postanowiliśmy jednak skierować się w stronę Wrześni. Wyjazd z Kalisza był trudny, bo całe centrum leży w jakiejś dolinie i trzeba było sporo deptać, żeby się z niej wydostać.
Po jakimś czasie zjechaliśmy z drogi do malowniczego parku.

Jechało się lepiej, bo z wiatrem, jednak ten zaczął w miarę upływu czasu słabnąć, powodując, że już nic nas nie pchało i trzeba było próbować wykrzesać z siebie resztki sił. W drodze do Kalisza minęliśmy bunkier ulokowany z prawej strony od drogi i teraz postanowiliśmy się tam zatrzymać na odpoczynek i posiłek, a przy okazji kilka zdjęć.


Siedzieliśmy tam sobie pół godziny, rozmawiając, pijąc i jedząc, ale trzeba było się w końcu ruszyć, bo do Wrześni było jeszcze z 60 km i wychodziło nam z obliczeń, że dojedziemy na miejsce już po zachodzie słońca.
Droga była malownicza.

W jednak z wiosek trafiliśmy na nieruchomość na sprzedaż ;)

Zaczęliśmy robić zdjęcia i zainteresowali się nami okoliczni mieszkańcy, który powiedzieli nam, że za ten domek właściciele chcą 40 tysięcy zł. No bez jaj...
Im bliżej domu, tym miałem mniej sił. Po prostu nie byłem dziś w formie, bo przecież trasa nie była jakaś szczególnie długa. Zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę, na jedzenie, po czym stwierdziłem: pier...ę, nie jadę! ;)

Do domu jednak udało się dojechać. Trasa do Kalisza zajęła 4 godziny, powrotna, mimo dużo szybszego tempa, jednak z długim odpoczynkiem, też 4 godziny.
Temperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 4365 (kcal)
Tereny za Pyzdrami są zalesione, więc jechało się całkiem sprawnie, ok. 27 km/h. Gdy lasy się skończyły, zaczęła się orka... Wiało coraz mocniej. Im dalej, tym gorzej się jechało. Tym bardziej, że nawierzchnia robiła się coraz bardziej dziurawa i trzeba było mieć ciągle skupioną uwagę na drodze, żeby nie wpaść w jakś rozpadlinę.
Jedna z ciekawych nazw miejscowości na naszej trasie, a przejeżdżaliśmy też przez Obory:
W Choczu - zakręconym mieście - zrobiliśmy pierwszy dłuższy przystanek na jedzenie.
Dalej był Janków - Pierwszy, Drugi albo Trzeci, nie pamiętam - w którym ciągnęły się setki metrów szklarni.
Zdaje się, że nie jechaliśmy dziś nad morze...
W końcu, po 4 godzinach walki z wiatrem, osiągnęliśmy cel.
A do domu we Wrześni tyle kilometrów:
Wjechaliśmy do centrum Kalisza, który okazał się bardzo ciekawym i malowniczym miastem.
Opuszczony budynek przy głównej ulicy:
Po chwili mieliśmy dylemat - gdzie teraz jechać?
Ale po kilkuset metrach wszystko się wyjaśniło ;)
No i zaczęliśmy fotografować na dobre.
Dojechaliśmy do Rynku Głównego, przypominającego Stary Rynek w Poznaniu.
Kuba zrobił się głodny, więc wpadł do jakiegoś lokalu na rynku na spaghetti, a ja pozostałem na słoneczku, podziwiając piękne kobiety na rynku ;) Temp. w słońcu doszła do 41 st. C.
Po posiłku Kuba wstąpił jeszcze do sklepu po wodę, po czym ruszyliśmy w poszukiwaniu innych ciekawych miejsc w Kaliszu.
Dojechaliśmy do parku, na którego końcu był teatr.
Chcieliśmy znaleźć jeszcze budynek, który było widać na jakimś wzgórzu za Kaliszem, gdy do niego wjeżdżaliśmy, ale przy tej temp. postanowiliśmy jednak skierować się w stronę Wrześni. Wyjazd z Kalisza był trudny, bo całe centrum leży w jakiejś dolinie i trzeba było sporo deptać, żeby się z niej wydostać.
Po jakimś czasie zjechaliśmy z drogi do malowniczego parku.
Jechało się lepiej, bo z wiatrem, jednak ten zaczął w miarę upływu czasu słabnąć, powodując, że już nic nas nie pchało i trzeba było próbować wykrzesać z siebie resztki sił. W drodze do Kalisza minęliśmy bunkier ulokowany z prawej strony od drogi i teraz postanowiliśmy się tam zatrzymać na odpoczynek i posiłek, a przy okazji kilka zdjęć.
Siedzieliśmy tam sobie pół godziny, rozmawiając, pijąc i jedząc, ale trzeba było się w końcu ruszyć, bo do Wrześni było jeszcze z 60 km i wychodziło nam z obliczeń, że dojedziemy na miejsce już po zachodzie słońca.
Droga była malownicza.
W jednak z wiosek trafiliśmy na nieruchomość na sprzedaż ;)
Zaczęliśmy robić zdjęcia i zainteresowali się nami okoliczni mieszkańcy, który powiedzieli nam, że za ten domek właściciele chcą 40 tysięcy zł. No bez jaj...
Im bliżej domu, tym miałem mniej sił. Po prostu nie byłem dziś w formie, bo przecież trasa nie była jakaś szczególnie długa. Zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę, na jedzenie, po czym stwierdziłem: pier...ę, nie jadę! ;)
Do domu jednak udało się dojechać. Trasa do Kalisza zajęła 4 godziny, powrotna, mimo dużo szybszego tempa, jednak z długim odpoczynkiem, też 4 godziny.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
159.15 km (0.00 km teren), czas: 10:11 h, avg:15.63 km/h,
prędkość maks: 48.70 km/hTemperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 4365 (kcal)
#47 | Popołudniowa przejażdżka
Pierwsze pół dnia miałem zajęte, więc rower czekał, tym bardziej, że prognoza przewidywała deszcz na drugą część dnia. Jednak deszczu nie przygnało, a wiało konkretnie! Skontaktowałem się więc z Bobiko i przed 18 wyjechałem z domu w jego kierunku. Pogadaliśmy u niego chwilę i pojechaliśmy na objazd pobliskich miejscowości - Osowo, Nowa Wieś Królewska, Zieliniec, Gozdowo i powrót.




Droga dojazdowa do wiatraka w Nadarzycach. Na jej końcu - Bobiko

Słońce, chyląc się ku zachodowi, tworzyło z chmurami fajne widoki. Nie omieszkaliśmy zrobić parę zdjęć.




Temperatura:17.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 880 (kcal)
Droga dojazdowa do wiatraka w Nadarzycach. Na jej końcu - Bobiko
Słońce, chyląc się ku zachodowi, tworzyło z chmurami fajne widoki. Nie omieszkaliśmy zrobić parę zdjęć.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
32.11 km (2.00 km teren), czas: 02:49 h, avg:11.40 km/h,
prędkość maks: 43.00 km/hTemperatura:17.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 880 (kcal)
#46 | Okołowrzesińsko
Środa, 15 maja 2013 | dodano: 18.05.2013
Na dzisiejszą wycieczkę wybrał się ze mną kolega Krzysztof. Jako że bardzo mocno wiało, postanowiliśmy zrobić tylko małą rundkę za Wrześnię. Skierowaliśmy się na Gozdowo, przystanęliśmy na chwilę w Nadarzycach przy zasuwającym z niezłą prędkością wiatraku i pojechaliśmy do Sołeczna.


Jechaliśmy pod wiatr. Było ciężko. Za to z powrotem - bajka :) Było słychać tylko piękny szum opon na asfalcie. W Dębinie zjechaliśmy do lasu. Spotkaliśmy dwie biegaczki i rodzinkę z kijkami. Dukt leśny stawał się coraz bardziej zarośnięty - od dołu, z boków, jak i z góry, więc trzeba było w niektórych miejscach praktycznie leżeć na kierownicy, żeby przejechać. Wyjechaliśmy z powrotem na drogę i udaliśmy się do Wrześni. Kolega pojechał do domu, a ja postanowiłem skoczyć jeszcze nad zalew wrzesiński, gdzie działa już fontanna.
Po powrocie do domu zacząłem się oglądać w poszukiwaniu kleszczy, bo las był dość gęsty i dość mocno ocieraliśmy się o roślinność. No i był - na kostce, pod skarpetką, ale jeszcze się nie wczepił, tylko szukał miejsca, skubany! Został unieszkodliwiony.
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 664 (kcal)
Jechaliśmy pod wiatr. Było ciężko. Za to z powrotem - bajka :) Było słychać tylko piękny szum opon na asfalcie. W Dębinie zjechaliśmy do lasu. Spotkaliśmy dwie biegaczki i rodzinkę z kijkami. Dukt leśny stawał się coraz bardziej zarośnięty - od dołu, z boków, jak i z góry, więc trzeba było w niektórych miejscach praktycznie leżeć na kierownicy, żeby przejechać. Wyjechaliśmy z powrotem na drogę i udaliśmy się do Wrześni. Kolega pojechał do domu, a ja postanowiłem skoczyć jeszcze nad zalew wrzesiński, gdzie działa już fontanna.
Po powrocie do domu zacząłem się oglądać w poszukiwaniu kleszczy, bo las był dość gęsty i dość mocno ocieraliśmy się o roślinność. No i był - na kostce, pod skarpetką, ale jeszcze się nie wczepił, tylko szukał miejsca, skubany! Został unieszkodliwiony.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
24.21 km (2.50 km teren), czas: 01:41 h, avg:14.38 km/h,
prędkość maks: 37.50 km/hTemperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 664 (kcal)
#45 | Skorzęcin
Wtorek, 14 maja 2013 | dodano: 14.05.2013
Dzisiaj Bobiko odpadł, bo miał inne zajęcia, więc pojechałem sam - kierunek Skorzęcin. Było cieplej niż wczoraj. Do Skorzęcina miałem z lekkim wiatrem, więc jechało się nieźle, a ruch samochodowy był znikomy.
Za Witkowem zatrzymałem się na chwilę i wypiłem sobie shota energetycznego firmy Olimp - Extreme Speed. Po kilkuset metrach wyprzedziłem biegaczkę, która biegła sobie od Witkowa w stronę Skorzęcina. Kolejne kilkaset metrów dalej wyprzedziłem rowerzystę. Standardowe pozdrowienia i śmigam dalej. Po 2 km, w okolicach wiatraka, minąłem dwie rowerzystki wracające ze Skoja. Dojechałem do ośrodka, w którym było kilka osób, wjechałem na molo, zrobiłem kilka zdjęć i nagrałem film z kolesiem śmigającym na nartach wodnych na wyciągu linowym usytuowanym z prawej strony plaży niestrzeżonej.


Czekałem aż dojedzie wspomniany wcześniej rowerzysta, ale chyba miał inny cel niż ośrodek. Za to po chwili zjawił się kolejny rowerzysta. Podjechał, przywitaliśmy się i pogadaliśmy na tematy rowerowe. Był z Powidza. Pooglądaliśmy wyczyny narciarza i ruszyliśmy razem w drogę powrotną, tyle że on wybrał drogę powrotną przez las, a ja asfaltem. Myślałem, że to ja jechałem szybko, ale on, jadąc terenem, wyprzedził mnie i gdy podjeżdżałem pod wzniesienie we wsi Skorzęcin, on już był na jego szczycie i wjeżdżał w kolejną polną drogę.
Wiatr całkowicie ustał, a ja zaczynałem odczuwać działanie energetyka Olimpa. Cisnąłem na pedały jak szalony, nie odczuwając w ogóle zmęczenia.
Do Wrześni dojechałem o zachodzie słońca.
Temperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1701 (kcal)
Za Witkowem zatrzymałem się na chwilę i wypiłem sobie shota energetycznego firmy Olimp - Extreme Speed. Po kilkuset metrach wyprzedziłem biegaczkę, która biegła sobie od Witkowa w stronę Skorzęcina. Kolejne kilkaset metrów dalej wyprzedziłem rowerzystę. Standardowe pozdrowienia i śmigam dalej. Po 2 km, w okolicach wiatraka, minąłem dwie rowerzystki wracające ze Skoja. Dojechałem do ośrodka, w którym było kilka osób, wjechałem na molo, zrobiłem kilka zdjęć i nagrałem film z kolesiem śmigającym na nartach wodnych na wyciągu linowym usytuowanym z prawej strony plaży niestrzeżonej.

Czekałem aż dojedzie wspomniany wcześniej rowerzysta, ale chyba miał inny cel niż ośrodek. Za to po chwili zjawił się kolejny rowerzysta. Podjechał, przywitaliśmy się i pogadaliśmy na tematy rowerowe. Był z Powidza. Pooglądaliśmy wyczyny narciarza i ruszyliśmy razem w drogę powrotną, tyle że on wybrał drogę powrotną przez las, a ja asfaltem. Myślałem, że to ja jechałem szybko, ale on, jadąc terenem, wyprzedził mnie i gdy podjeżdżałem pod wzniesienie we wsi Skorzęcin, on już był na jego szczycie i wjeżdżał w kolejną polną drogę.
Wiatr całkowicie ustał, a ja zaczynałem odczuwać działanie energetyka Olimpa. Cisnąłem na pedały jak szalony, nie odczuwając w ogóle zmęczenia.
Do Wrześni dojechałem o zachodzie słońca.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
62.03 km (0.00 km teren), czas: 03:03 h, avg:20.34 km/h,
prędkość maks: 38.10 km/hTemperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1701 (kcal)
#44 | Pierwszy wyjazd od dwóch tygodni
Od wczoraj była nadzieja na dzisiejszą przejażdżkę, bo w końcu miało wyjść słońce po 3 dniach deszczu bez przerwy. No i miała to być pierwsza przejażdżka po 2 tygodniach bez jeżdżenia z powodu choroby. Ale od rana do południa pogoda nie nastrajała optymistycznie, w dodatku prognoza też się zmieniła i zamiast o 12, słońce miało wyjść dopiero o 15. Na szczęście w końcu wyszło i z pracy wracałem w ciepłych promieniach, planując już w głowie dzisiejszy wyjazd. Najpierw jednak musiałem zmienić łańcuch, bo minęło już 600 km na tym egzemplarzu. Potem szybkie czyszczenie rowera, kontakt z Bobiko i przed 18 wyruszyłem. Wydawało się dość ciepło - jakieś 18 stopni na termometrze, więc spodenki 3/4 i bluza z długim rękawem. Gdy wyjechałem, to pożałowałem, że nie założyłem jeszcze czegoś długiego pod bluzę, szczególnie, że planowałem jeździć do wieczora. Skoczyłem po Bobika i on dziś nawigował. Bocznymi drogami (na niektórych byłem po raz pierwszy w życiu) przez Bardo, Mieczysławowo, Mystki, Chwałszyce, Stępocin i Kokoszki dojechaliśmy do Stroszek, skąd skoczyliśmy do Nekli. Tam chwilowy postój przy Biedronce, w której próbowaliśmy znaleźć tabletki energetyczne BePower - bezskutecznie. Podziwialiśmy też BMW na niemieckich numerach stojące na miejscu dla inwalidów (nie miał żadnej tabliczki, że jest inwalidą, do tego pół parkingu było wolne). Ruszając w dalszą drogę zobaczyliśmy dwóch rowerzystów, których pozdrowiliśmy w standardowy sposób, nawet dwukrotnie, ale byli chyba z innej bajki, bo nie zareagowali. Skręcili na Wrześnię, a my skierowaliśmy się na Czerniejewo. Po kilkuset metrach postanowiliśmy odbić w prawo na Barczyznę, bo dawno tam nie byliśmy, a słońce jeszcze świeciło, więc można było zobaczyć fajne widoki i wykorzystać dobrą nawierzchnię. Spod hotelu przejechaliśmy przez bardzo zielony lasek na drogę prowadzącą do wioski pod lasem, gdzie zrobiliśmy mały objazd...

... i w drodze powrotnej na trasę Nekla-Czerniejewo zatrzymaliśmy się na chwilę na cmentarzu ewangelickim. Temp. zaczęła mocno spadać - było już tylko 10 stopni, więc musieliśmy mocniej nacisnąć na pedały. Do Czerniejewa jechaliśmy z pr. blisko 30 km/h, więc trochę się rozgrzaliśmy, a zanim dojechaliśmy do Wrześni, zaszło słońce i temp. spadła do 8,8 stopnia.
Ciekawe dlaczego Bobiko nie lubi jeździć za mną po zmroku...
Temperatura:12.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1756 (kcal)
... i w drodze powrotnej na trasę Nekla-Czerniejewo zatrzymaliśmy się na chwilę na cmentarzu ewangelickim. Temp. zaczęła mocno spadać - było już tylko 10 stopni, więc musieliśmy mocniej nacisnąć na pedały. Do Czerniejewa jechaliśmy z pr. blisko 30 km/h, więc trochę się rozgrzaliśmy, a zanim dojechaliśmy do Wrześni, zaszło słońce i temp. spadła do 8,8 stopnia.
Ciekawe dlaczego Bobiko nie lubi jeździć za mną po zmroku...
Rower:Kross
Dane wycieczki:
64.05 km (7.00 km teren), czas: 03:44 h, avg:17.16 km/h,
prędkość maks: 39.90 km/hTemperatura:12.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1756 (kcal)
#43 | Jezioro Wierzbiczańskie
Środa, 1 maja 2013 | dodano: 02.05.2013
Około godziny 13, gdy ulice wyschły po opadach deszczu, postanowiłem udać się do Witkowa na rowerowe spotkanie z koleżanką. Miała mi pokazać tereny wokół jeziora Wierzbiczańskiego. Dojazd do Witkowa odbył się pod wiatr i przy zachmurzonym niebie.
Gdy dojechałem do Witkowa pogoda już się poprawiła, wyszło słońce. Z Witkowa udaliśmy się na Kołaczkowo, gdzie po kilkuset metrach wjechaliśmy na drogę polną. W Wierzchowiskach skręciliśmy w lewo i znów piaszczystą drogą, w promieniach ciepłego słońca, dojechaliśmy do Piasków, leżących na drodze Witkowo-Trzemeszno. Koło wieży obserwacyjnej i parkingu leśnego skręciliśmy w las. Obawiałem się, że może być tam mokro, tak jak w lasach koło Wrześni, na szczęście nic nie wskazywało na to, że spadł tam jakikolwiek deszcz podczas ostatniej doby.
Po drodze minęliśmy las brzozowy

Dotarliśmy nad jezioro Wierzbiczańskie


Jako że pogoda dopisywała - słońce nie zamierzało przestać grzać i temp. osiągnęła 20 stopni - udaliśmy się dalej...

... w kierunku kolejnego jeziora w Jankowie Dolnym.


Cheliśmy je objechać, ale po 20 metrach zobaczyliśmy przed sobą błoto na drodze, więc nie było sensu się tam pakować. Zawróciliśmy i jadąc częściowo tą samą trasą, a częściowo inną...

...dotarliśmy do Witkowa. Słońce zaszło, temp. spadła. Niebo od strony Wrześni zrobiło się granatowe i była obawa, że nie dojadę suchy do domu. Przycisnąłem jednak mocniej na pedały i - ZNÓW POD WIATR - dojechałem w warunkach bezdeszczowych, jednak już przy temp. 14 stopni, do domu.
Temperatura:17.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2271 (kcal)
Gdy dojechałem do Witkowa pogoda już się poprawiła, wyszło słońce. Z Witkowa udaliśmy się na Kołaczkowo, gdzie po kilkuset metrach wjechaliśmy na drogę polną. W Wierzchowiskach skręciliśmy w lewo i znów piaszczystą drogą, w promieniach ciepłego słońca, dojechaliśmy do Piasków, leżących na drodze Witkowo-Trzemeszno. Koło wieży obserwacyjnej i parkingu leśnego skręciliśmy w las. Obawiałem się, że może być tam mokro, tak jak w lasach koło Wrześni, na szczęście nic nie wskazywało na to, że spadł tam jakikolwiek deszcz podczas ostatniej doby.
Po drodze minęliśmy las brzozowy

Dotarliśmy nad jezioro Wierzbiczańskie


Jako że pogoda dopisywała - słońce nie zamierzało przestać grzać i temp. osiągnęła 20 stopni - udaliśmy się dalej...

... w kierunku kolejnego jeziora w Jankowie Dolnym.


Cheliśmy je objechać, ale po 20 metrach zobaczyliśmy przed sobą błoto na drodze, więc nie było sensu się tam pakować. Zawróciliśmy i jadąc częściowo tą samą trasą, a częściowo inną...

...dotarliśmy do Witkowa. Słońce zaszło, temp. spadła. Niebo od strony Wrześni zrobiło się granatowe i była obawa, że nie dojadę suchy do domu. Przycisnąłem jednak mocniej na pedały i - ZNÓW POD WIATR - dojechałem w warunkach bezdeszczowych, jednak już przy temp. 14 stopni, do domu.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
82.82 km (22.00 km teren), czas: 05:17 h, avg:15.68 km/h,
prędkość maks: 37.80 km/hTemperatura:17.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2271 (kcal)

