- Kategorie:
- 1-50.992
- 101-150.107
- 151-200.9
- 201-250.5
- 301-350.2
- 351-400.1
- 51-100.604
- deszcz.36
- leżący śnieg.14
- mgła.16
- mokro.31
- mżawka.12
- po zmroku.127
- pochmurno.268
- słonecznie.352
- śnieg.18
- trenażer.5
#62 | Nekla - Czerniejewo - Września
Niedziela, 9 czerwca 2013 | dodano: 09.06.2013
Prognoza znów nie bardzo się sprawdziła. Pokazywała, że od 10 rano będą burze. Minęła 10, 11, a niebo zamiast być coraz bardziej zachmurzone, jak mówi prognoza, staje się coraz bardziej czyste. Cholera, trzeba by więc gdzieś jechać. Szybkie przygotowanie - picie, pompowanie opon i po chwili jadę w kierunku Nekli. W Nekli spotykam znajomą, z którą spacerowym tempem jedziemy do Czerniejewa. Tam się rozstajemy, ona wraca, a ja zasuwam na Wrześnię. Niestety na niebie pojawia się coraz więcej chmur, również ciemnych, więc chyba jednak coś niedobrego się z nich wykluje. Dojeżdżam do Wrześni, klucząc między lejami po bombach na drogach i czekając kilka minut na przejeździe kolejowym. Może wieczorem jeszcze jednak runda? Wszak trzeba nadrabiać straty - w dalszym ciągu jestem prawie 1000 km poniżej normy...
Temperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 976 (kcal)
Rower:Kross
Dane wycieczki:
36.63 km (0.00 km teren), czas: 01:50 h, avg:19.98 km/h,
prędkość maks: 38.80 km/hTemperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 976 (kcal)
#61 | Skorzęcin
Sobota, 8 czerwca 2013 | dodano: 08.06.2013
O 10 wystartowałem w kierunku Skorzęcina. Miałem ok. 3 godziny czasu do zapowiadanych burz. Wiatr był średni, jechało się też średnio - bez rewelacji.
Przed Gorzykowem, kawałek za skrętem na Mileżyn, od pewnego czasu stoi pomnik. Z głównej drogi nie widać czego dotyczy, ale tym razem postanowiłem tam wykręcić i zbadać.

Za Witkowem minąłem się z jakąś blondyneczką na rowerze. Pozdrowiliśmy się łapkami i śmigamy dalej. Przed samym ośrodkiem minąłem się z szosowcem, który wyglądał jak na czasówce - lemondka, jednolity kask. W Ośrodku dość dużo ludzi, bo i pogoda ładna. Dojeżdżam do mola, patrzę, a tam ludzie już się kąpią - dwóch kolesi w wodzie, dwóch kolejnych pływa sobie na materacu, po chwili wchodzi i zanurza się jakaś parka. W oddali pływają rowery wodne, jakaś tratwa, a z niej puszczana muza.


Z prawej śmigają na nartach wodnych. Prawie sezon. Posiedziałem chwilę, zrobiłem kilka zdjęć i dostaję SMSa od Bobika, że nad Wrześnią zbierają się czarne chmury i zaraz będzie padać. Szlag! No to zbieram się i pędzę na Wrześnię. Po wyjeździe z lasu skorzęcińskiego widzę na horyzoncie nad Wrześnią granatową poświatę. No pięknie... Chyba nie dojadę suchy, a nie wziąłem błotników dzisiaj. Pędzę ile sił w nogach. W Witkowie spotyka Bobika, który leci w stronę Powidza. Minuta rozmowy i śmigam dalej na Wrześnię, żeby zdążyć. Chmury nad Wrześnią robią się coraz ciemniejsze. A może się uda? Jestem w Grzybowie i przez chwilę wydaje się, że są z prawej strony Wrześni, ale po chwili okazuje się, że nie, że wiszą centralnie nad Wrześnią. Jednak cudem udaje mi się dojechać. Gdy dojeżdżam do domu, to zaczyna padać. Jednak po chwili przestaje. Myślałem, że tylko postraszyło, ale nie. Pół godziny później ulewa i burza.
Temperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1647 (kcal)
Przed Gorzykowem, kawałek za skrętem na Mileżyn, od pewnego czasu stoi pomnik. Z głównej drogi nie widać czego dotyczy, ale tym razem postanowiłem tam wykręcić i zbadać.
Za Witkowem minąłem się z jakąś blondyneczką na rowerze. Pozdrowiliśmy się łapkami i śmigamy dalej. Przed samym ośrodkiem minąłem się z szosowcem, który wyglądał jak na czasówce - lemondka, jednolity kask. W Ośrodku dość dużo ludzi, bo i pogoda ładna. Dojeżdżam do mola, patrzę, a tam ludzie już się kąpią - dwóch kolesi w wodzie, dwóch kolejnych pływa sobie na materacu, po chwili wchodzi i zanurza się jakaś parka. W oddali pływają rowery wodne, jakaś tratwa, a z niej puszczana muza.
Z prawej śmigają na nartach wodnych. Prawie sezon. Posiedziałem chwilę, zrobiłem kilka zdjęć i dostaję SMSa od Bobika, że nad Wrześnią zbierają się czarne chmury i zaraz będzie padać. Szlag! No to zbieram się i pędzę na Wrześnię. Po wyjeździe z lasu skorzęcińskiego widzę na horyzoncie nad Wrześnią granatową poświatę. No pięknie... Chyba nie dojadę suchy, a nie wziąłem błotników dzisiaj. Pędzę ile sił w nogach. W Witkowie spotyka Bobika, który leci w stronę Powidza. Minuta rozmowy i śmigam dalej na Wrześnię, żeby zdążyć. Chmury nad Wrześnią robią się coraz ciemniejsze. A może się uda? Jestem w Grzybowie i przez chwilę wydaje się, że są z prawej strony Wrześni, ale po chwili okazuje się, że nie, że wiszą centralnie nad Wrześnią. Jednak cudem udaje mi się dojechać. Gdy dojeżdżam do domu, to zaczyna padać. Jednak po chwili przestaje. Myślałem, że tylko postraszyło, ale nie. Pół godziny później ulewa i burza.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
61.85 km (0.00 km teren), czas: 02:44 h, avg:22.63 km/h,
prędkość maks: 39.90 km/hTemperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1647 (kcal)
#60 | Drugi wyjazd tego dnia - test slicków
Piątek, 7 czerwca 2013 | dodano: 07.06.2013
Dzisiaj przyjechały nowe oponki - slicki firmy CST. Kupiłem je dla testu, żeby zobaczyć jak będzie się zachowywał rower na tego typu ogumieniu. Poza tym akurat ten model świetnie wygląda. A i cena niska, więc w sam raz na testy. Gdyby mi nie podeszły, to nie będzie wielkiej straty. Jedyne niebezpieczeństwo takie, że prędzej mogę laczka na nich złapać, niż na standardowych terenówkach. No ale oby nie.

Tak więc po południu trzeba było zmienić ogumienie, a że pogoda zmieniła się diametralnie - 30 stopni w słońcu i dość czyste niebo - to od razu je przetestować. Dziwne, że się udało, bo zawsze jak coś kupuję i chcę przetestować w terenie, to pada. Tak samo było, gdy kupiłem nowy rower. Ale do rzeczy - na wiatr już specjalnie nie patrzyłem, bo i tak był słaby, w dodatku wiał z północy, a przecież nie pojadę drugi raz do Skorzęcina dzisiaj, więc wybrałem standard - Czerniejewo-Nekla-Września. Oczywiście na początek miałem do pokonania dziurawą ulicę Czerniejewską, dziurawe jak po bombardowaniu Psary, potem dziurawy i popękany Nowy Folwark i asfaltową drogę w lesie po testach broni rakietowej. O dziwo - nie było jakoś specjalnie bardziej twardo na slickach. Dość dobrze opony zniosły te badziewne drogi. Jadę sobie tym lasem i w oddali widzę jakąś różową bluzeczkę. Ciekawe kto to jedzie w stronę Czerniejewa. Zbliżam się, zbliżam, patrzę - panienka na rowerze. Podjechałem, zagadałem no i tak pojeździliśmy razem po okolicach i wróciliśmy do Wrześni. A że miałem zaplanowaną trasę, to jeszcze raz pokonałem dziurawe wyżej wymienione drogi i zaliczyłem po kolei Czerniejewo i Neklę. Serwisówką dojechałem do Podstolic, potem trasą do Wrześni i do domu.
Jechało się całkiem dobrze. Nie jestem pewien czy opory toczenia są jakoś specjalnie mniejsze, bo byłem już trochę zmęczony po porannym śmignięciu do Skorzeęcina, ale na pewno jest ciszej, a już na pewno rower dużo lepiej się zbiera przy przyspieszaniu. Obawiałem się trochę drobnych kamyczków na poboczu dziewięćdziesiątki dwójki, ale nic się z oponami nie stało. Tak więc na razie wrażenia pozytywne.
Temperatura:24.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1546 (kcal)

Tak więc po południu trzeba było zmienić ogumienie, a że pogoda zmieniła się diametralnie - 30 stopni w słońcu i dość czyste niebo - to od razu je przetestować. Dziwne, że się udało, bo zawsze jak coś kupuję i chcę przetestować w terenie, to pada. Tak samo było, gdy kupiłem nowy rower. Ale do rzeczy - na wiatr już specjalnie nie patrzyłem, bo i tak był słaby, w dodatku wiał z północy, a przecież nie pojadę drugi raz do Skorzęcina dzisiaj, więc wybrałem standard - Czerniejewo-Nekla-Września. Oczywiście na początek miałem do pokonania dziurawą ulicę Czerniejewską, dziurawe jak po bombardowaniu Psary, potem dziurawy i popękany Nowy Folwark i asfaltową drogę w lesie po testach broni rakietowej. O dziwo - nie było jakoś specjalnie bardziej twardo na slickach. Dość dobrze opony zniosły te badziewne drogi. Jadę sobie tym lasem i w oddali widzę jakąś różową bluzeczkę. Ciekawe kto to jedzie w stronę Czerniejewa. Zbliżam się, zbliżam, patrzę - panienka na rowerze. Podjechałem, zagadałem no i tak pojeździliśmy razem po okolicach i wróciliśmy do Wrześni. A że miałem zaplanowaną trasę, to jeszcze raz pokonałem dziurawe wyżej wymienione drogi i zaliczyłem po kolei Czerniejewo i Neklę. Serwisówką dojechałem do Podstolic, potem trasą do Wrześni i do domu.
Jechało się całkiem dobrze. Nie jestem pewien czy opory toczenia są jakoś specjalnie mniejsze, bo byłem już trochę zmęczony po porannym śmignięciu do Skorzeęcina, ale na pewno jest ciszej, a już na pewno rower dużo lepiej się zbiera przy przyspieszaniu. Obawiałem się trochę drobnych kamyczków na poboczu dziewięćdziesiątki dwójki, ale nic się z oponami nie stało. Tak więc na razie wrażenia pozytywne.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
58.04 km (0.00 km teren), czas: 02:33 h, avg:22.76 km/h,
prędkość maks: 43.40 km/hTemperatura:24.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1546 (kcal)
#59 | Wyjazd 4:10 - Skorzęcin we mgle
Piątek, 7 czerwca 2013 | dodano: 07.06.2013
Poszedłem spać po północy. Wstałem o 3:30, zjadłem śniadanie, ubrałem się i parę minut po 4 wyjechałem do Skorzęcina. Mgła, która podniosła się wczoraj wieczorem, wisiała do teraz. Niebo było zachmurzone. 6 km od Wrześni przejaśniło się i zobaczyłem kolory wschodzącego słońca.

Niezbyt długo jednak je oglądałem, po po kilkunastu minutach niebo znów całkowicie pokryło się chmurami, a mgła była coraz bardziej gęsta. W niektórych miejscach widoczność na drodze sięgała co najwyżej 50 metrów. Wiatr był słaby, jechało się znacznie lepiej niż dwa dni temu. Raz po raz mijał mnie jakiś samochód. Za Witkowem wiatr zaczął wiać mocniej i dało się go odczuć, bo wiał w paszczę. Do ośrodka wjechałem o 5:25.

Automatyczne szlabany, kolczatki...
Ktoś rozumie o co tu chodzi?

Pojechałem na molo, na którym zobaczyłem człowieczka, siedzącego sobie na ławce. Była 5:30. Ciekawe kto to był... Dozorca? Siedział sobie i patrzył przed siebie, na mgłę... Po chwili i ja sobie na nią patrzyłem i robiłem zdjęcia.



Spakowałem się i pojechałem z powrotem. Czułem, że mam już mokrą bluzę od tej mgły i zrobiło mi się dość chłodno. Na szczęście po kilku kilometrach się rozgrzałem. Jednak do samej Wrześni, do której dotarłem o 6:45, była dość gęsta mgła i cały czas miałem włączone oświetlenie.
Temperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1646 (kcal)

Niezbyt długo jednak je oglądałem, po po kilkunastu minutach niebo znów całkowicie pokryło się chmurami, a mgła była coraz bardziej gęsta. W niektórych miejscach widoczność na drodze sięgała co najwyżej 50 metrów. Wiatr był słaby, jechało się znacznie lepiej niż dwa dni temu. Raz po raz mijał mnie jakiś samochód. Za Witkowem wiatr zaczął wiać mocniej i dało się go odczuć, bo wiał w paszczę. Do ośrodka wjechałem o 5:25.

Automatyczne szlabany, kolczatki...
Ktoś rozumie o co tu chodzi?

Pojechałem na molo, na którym zobaczyłem człowieczka, siedzącego sobie na ławce. Była 5:30. Ciekawe kto to był... Dozorca? Siedział sobie i patrzył przed siebie, na mgłę... Po chwili i ja sobie na nią patrzyłem i robiłem zdjęcia.



Spakowałem się i pojechałem z powrotem. Czułem, że mam już mokrą bluzę od tej mgły i zrobiło mi się dość chłodno. Na szczęście po kilku kilometrach się rozgrzałem. Jednak do samej Wrześni, do której dotarłem o 6:45, była dość gęsta mgła i cały czas miałem włączone oświetlenie.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
61.78 km (0.00 km teren), czas: 02:35 h, avg:23.91 km/h,
prędkość maks: 38.00 km/hTemperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1646 (kcal)
#58 | Wieczorny objazd okolic we mgle
Po popołudniowej drzemce dostałem SMSa od Bobika, czy jedziemy rowerami. Oczywiście, że jedzimy. Wyjechaliśmy o 20:30, zaczepiliśmy o Lidla i potem przez parki i wzdłuż zalewu pojechaliśmy do Marzelewa, żeby sprawdzić, czy w lesie jest sucho. Sam dojazd był bardzo piaszczysty, prawie jak latem. Na polach w Marzelewie rozścielała się właśnie piękna mgła.

Zrobiliśmy parę zdjęć i pojechaliśmy w las do drugiego skrzyżowania, na którym można ocenić ilość wody na duktach leśnych. Jeden rzut oka i wracamy. Znów przez Marzelewo do Nowego Folwarku, skąd skierowaliśmy się na Czerniejewo. Temp. powietrza była coraz niższa, a mgła coraz bardziej gęsta. Słońce już zaszło, więc tworzyła piękne, groźne widoki na polach i na horyzoncie. Za Czerniejewem, w kierunku na Neklę, znów ją podziwialiśmy na polach. Gdy przejeżdżaliśmy przez las trasą na Neklę, było już prawie całkiem ciemno, więc wspomagaliśmy się mocniejszymi niż pozycyjne lampami. Potem centrum Nekli i serwisową drogą wzdłuż trasy 92 dojechaliśmy do Podstolic. Tam zwiększyliśmy tempo i po paru chwilach byliśmy w Psarach. Rozstaliśmy się na skrzyżowaniu przed Małpim Gajem. Do domu dotarłem o 23. Godzinka przy komputerze na zrzucenie danych wycieczki ze sprzętu i poszedłem spać, bo o 3:30 pobudka i kierunek Skorzęcin.
Temperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1180 (kcal)
Zrobiliśmy parę zdjęć i pojechaliśmy w las do drugiego skrzyżowania, na którym można ocenić ilość wody na duktach leśnych. Jeden rzut oka i wracamy. Znów przez Marzelewo do Nowego Folwarku, skąd skierowaliśmy się na Czerniejewo. Temp. powietrza była coraz niższa, a mgła coraz bardziej gęsta. Słońce już zaszło, więc tworzyła piękne, groźne widoki na polach i na horyzoncie. Za Czerniejewem, w kierunku na Neklę, znów ją podziwialiśmy na polach. Gdy przejeżdżaliśmy przez las trasą na Neklę, było już prawie całkiem ciemno, więc wspomagaliśmy się mocniejszymi niż pozycyjne lampami. Potem centrum Nekli i serwisową drogą wzdłuż trasy 92 dojechaliśmy do Podstolic. Tam zwiększyliśmy tempo i po paru chwilach byliśmy w Psarach. Rozstaliśmy się na skrzyżowaniu przed Małpim Gajem. Do domu dotarłem o 23. Godzinka przy komputerze na zrzucenie danych wycieczki ze sprzętu i poszedłem spać, bo o 3:30 pobudka i kierunek Skorzęcin.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
44.31 km (8.00 km teren), czas: 02:25 h, avg:18.34 km/h,
prędkość maks: 37.80 km/hTemperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1180 (kcal)
#57 | Wyjazd o 4.20, Skorzęcin, a potem do pracy
Środa, 5 czerwca 2013 | dodano: 05.06.2013
Budzik zadzwonił o 3:45. Wstałem, spojrzałem przez okno - chmury, ale chyba niezbyt grube. Wahałem się chwilę czy iść dalej spać, czy jechać. Wybrałem to drugie. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i o 4:20 wyjechałem w kierunku Skorzęcina. Było zimno, 9 stopni. Dobrze, że wziąłem rękawiczki z długimi palcami. Wiał dość mocny wiatr z północy, więc część trasy miałem pod wiatr, część z bocznym. Na horyzoncie, nad Skorzęcinem, widziałem atramentowe chmury. Gdy minąłem Witkowo, zaczęło padać. Ale tylko chwilę. Przez tę chwilę zastanawiałem się, czy nie zawrócić, ale byłem twardy - pojechałem dalej. Gdy wjechałem w las przed ośrodkiem, to zaczęło padać. W ośrodku nie widziałem ani jednego żywego człowieka (nieżywych też nie było). Wjechałem na molo, zrobiłem kilka zdjęć, wysłałem foto na Insta, dwa MMS-y, zrobiłem kilka dodatkowych zdjęć i zmarzłem.

Deszcz osłabł w lekką mżawkę. Załadowałem się więc na rower i o 5:45 zjechałem z mola. Gdy wyjeżdżałem z ośrodka o 5:50, to znów zaczęło mocniej padać i padało aż do wyjazdu na otwarty teren przy wsi Skorzęcin.
Dojechałem do Witkowa i gdy wyjeżdżałem z niego, to znów zaczęło padać i padało aż do Grzybowa, 6 km przed Wrześnią. Na szczęście niezbyt mocno, bo nawet ulica nie zdążyła zrobić się mokra. Do domu dojechałem o 6:55. Przebrałem się i na 8 do pracy :)
Temperatura:9.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1651 (kcal)
Deszcz osłabł w lekką mżawkę. Załadowałem się więc na rower i o 5:45 zjechałem z mola. Gdy wyjeżdżałem z ośrodka o 5:50, to znów zaczęło mocniej padać i padało aż do wyjazdu na otwarty teren przy wsi Skorzęcin.
Dojechałem do Witkowa i gdy wyjeżdżałem z niego, to znów zaczęło padać i padało aż do Grzybowa, 6 km przed Wrześnią. Na szczęście niezbyt mocno, bo nawet ulica nie zdążyła zrobić się mokra. Do domu dojechałem o 6:55. Przebrałem się i na 8 do pracy :)
Rower:Kross
Dane wycieczki:
61.97 km (0.00 km teren), czas: 02:37 h, avg:23.68 km/h,
prędkość maks: 37.80 km/hTemperatura:9.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1651 (kcal)
#56 | Niedzielne odrabianie strat kiepskopogodowych
Niedziela, 2 czerwca 2013 | dodano: 02.06.2013
Standardowo zacznę od prognozy pogody - przewidywała na dziś największą szansę na deszcz ok. godziny 11:00, więc od rana wziąłem się za zmianę łańcucha, smarowanie i czyszczenie rowera. Bobiko dziś się ociągał - od rana miał spotkanie rodzinne i z dużym opóźnieniem wziął się za rower, więc pojechałem bez niego. Skierowałem się na Miłosław, skąd chciałem przez Mikuszewo jechać do Borzykowa i Pyzdr. Gdy byłem w Osowie, dostałem SMS-a od Bobika, że ma problem ze szprychami i dopiero później wyjedzie.
Do Miłosławia jechało się pięknie - prędkość cały czas w okolicach 30 km/h. W Mikuszewie i kilka km dalej atakowały mnie robale, a i wiatr już był trochę odczuwalny, więc komfort podróży się obniżył. W Borzykowie skręciłem w prawo, na Pyzdry i dojechałem do nich zarośniętą ścieżką rowerową. Tam oczywiście most nad Wartą, ale przejechałem na drugą stronę i zdjęcie strzeliłem z dołu, spod mostu.

Wjechałem z powrotem na most i skierowałem się w stronę Wrześni. Jechało się nieźle. Bobiko przysłał SMSa, że ogarnął swój rower i mam po niego wlecieć, to mnie odprowadzi do Wrześni i zrobi testową jazdę. Nie pojechałem jednak po niego, bo miałem w planie na dziś jazdę prawie bez przystanków i nie miałem zamiaru czekać na niego, a było prawie pewne, że czekać będę. Po niedługim czasie dotarłem do Wrześni, przeleciałem przez nią i skierowałem się trasą 92 na Neklę. Gdy przez nią przejeżdżałem, napisał Bobiko, że właśnie skończył z rowerem. Jak dobrze, że nie pojechałem po niego, bo godzina byłaby zmarnowana. Z Nekli chciałem jechać od razu na Czerniejewo, ale spojrzałem na licznik, szybko przeliczyłem ile już przejechałem i ile zostało do Wrześni i okazało się, że jestem już blisko setki, ale tą trasą nie dobiję do niej. Tak więc w Nekli pojechałem prosto, w kierunku Poznania i dojechałem do Brzeźna. Tam oczywiście stałem na skrzyżowaniu z "intelYgentną sygnalizacją", która nie widzi rowerzystów i musiałem czekać, aż nadjedzie jakiś samochód z naprzeciwka. W końcu ruszyłem z powrotem, dojechałem do Nekli i skręciłem na Czerniejewo. Myślałem, że spotkam naszą roller-girl, ale dziś akurat nie jeździła. Przeleciałem przez Czerniejewo i dość szybko dojechałem do Wrześni. Tam przejechałem sobie wzdłuż zalewu, przeciskając się między niedzielnymi spacerowiczami, potem przez centrum i do domu.
Przez całą 103-kilometrową trasę zatrzymałem się na chwilę tylko 6 razy, a i tak były to postoje wymuszone przez siłę wyższą, oprócz drugiego: w Osowie na 10 sekund, żeby odpisać na SMS-a, potem drugi raz dopiero na moście w Pyzdrach, we Wrześni na czerwonym świetle na skrzyżowaniu, na zamkniętym przejeździe kolejowym, następnie dopiero w Brzeźnie na skrzyżowaniu i ostatni raz w parku we Wrześni, gdy przepuszczałem spacerowiczów i rowerzystów w tunelu kolejowym.
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2752 (kcal)
Do Miłosławia jechało się pięknie - prędkość cały czas w okolicach 30 km/h. W Mikuszewie i kilka km dalej atakowały mnie robale, a i wiatr już był trochę odczuwalny, więc komfort podróży się obniżył. W Borzykowie skręciłem w prawo, na Pyzdry i dojechałem do nich zarośniętą ścieżką rowerową. Tam oczywiście most nad Wartą, ale przejechałem na drugą stronę i zdjęcie strzeliłem z dołu, spod mostu.
Wjechałem z powrotem na most i skierowałem się w stronę Wrześni. Jechało się nieźle. Bobiko przysłał SMSa, że ogarnął swój rower i mam po niego wlecieć, to mnie odprowadzi do Wrześni i zrobi testową jazdę. Nie pojechałem jednak po niego, bo miałem w planie na dziś jazdę prawie bez przystanków i nie miałem zamiaru czekać na niego, a było prawie pewne, że czekać będę. Po niedługim czasie dotarłem do Wrześni, przeleciałem przez nią i skierowałem się trasą 92 na Neklę. Gdy przez nią przejeżdżałem, napisał Bobiko, że właśnie skończył z rowerem. Jak dobrze, że nie pojechałem po niego, bo godzina byłaby zmarnowana. Z Nekli chciałem jechać od razu na Czerniejewo, ale spojrzałem na licznik, szybko przeliczyłem ile już przejechałem i ile zostało do Wrześni i okazało się, że jestem już blisko setki, ale tą trasą nie dobiję do niej. Tak więc w Nekli pojechałem prosto, w kierunku Poznania i dojechałem do Brzeźna. Tam oczywiście stałem na skrzyżowaniu z "intelYgentną sygnalizacją", która nie widzi rowerzystów i musiałem czekać, aż nadjedzie jakiś samochód z naprzeciwka. W końcu ruszyłem z powrotem, dojechałem do Nekli i skręciłem na Czerniejewo. Myślałem, że spotkam naszą roller-girl, ale dziś akurat nie jeździła. Przeleciałem przez Czerniejewo i dość szybko dojechałem do Wrześni. Tam przejechałem sobie wzdłuż zalewu, przeciskając się między niedzielnymi spacerowiczami, potem przez centrum i do domu.
Przez całą 103-kilometrową trasę zatrzymałem się na chwilę tylko 6 razy, a i tak były to postoje wymuszone przez siłę wyższą, oprócz drugiego: w Osowie na 10 sekund, żeby odpisać na SMS-a, potem drugi raz dopiero na moście w Pyzdrach, we Wrześni na czerwonym świetle na skrzyżowaniu, na zamkniętym przejeździe kolejowym, następnie dopiero w Brzeźnie na skrzyżowaniu i ostatni raz w parku we Wrześni, gdy przepuszczałem spacerowiczów i rowerzystów w tunelu kolejowym.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
103.29 km (0.00 km teren), czas: 04:16 h, avg:24.21 km/h,
prędkość maks: 45.30 km/hTemperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2752 (kcal)
#54 | Przeddeszczowy objazd okolic
Obudziem sie rano, spojrzałem przez okno i zobaczyłem całkiem dobrą pogodę. Jeszcze rzut oka na prognozę - deszcz zapowiadają dopiero na 14. Napisałem do Bobiko, czy gdzieś jedziemy i zaproponowałem w miarę krótką trasę, żeby zdążyć przez deszczem - Pyzdry, bo wiało znów od południa. Ok, trasa ustalona, zaczynamy się szykować. Ok. 10, gdy miałem wyjeżdżać zobaczyłem, że niebo zrobiło się granatowe, przyszły ciężkie chmury. Po chwili Bobiko pisze do mnie, że kilka km od Wrześni, było oberwanie chmury. No pięknie. Czekam trochę jak rozwinie się sytuacja z chmurami, ale powoli porzucam w myślach trasę do Pyzdr. Bobiko napisał, że on jednak teraz rezygnuje z rowera i pojeździ po południu. Ok, jadę w takim razie sam, ale gdzieś blisko, wokół Wrześni. Ubrałem się, wyglądam przez okno - deszcz pada :/ No szlag... Na szczęście było to tylko kilkadziesiąt sekund deszczu.
Pojechałem do centrum, potem na Małpi Gaj, a po chwili dostaję SMSa od Bobiko, że miał popracować przy komputerze, ale nie ma prądu. No to odpisuję, że w takim razie pozostaje rower. Zgodził się, więc pojechałem w jego kierunku. Spotkaliśmy się i ruszyliśmy bocznymi drogami na Biechowo, żeby potem wyjechać na główną Miłosław-Września i wrócić z wiatrem do Wrześni. W Biechowie jednak postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda polna droga dojazdowa do jednego z keszy Bobika. Na początku było znośnie, po czym dojechaliśmy do czegoś takiego:

Tak więc koniec rumakowania. Wróciliśmy, zrobiliśmy parę zdjęć kościoła i parku obok niego...



...i wybraliśmy jednak drogę powrotną wiodącą do Wrześni od strony Pyzdr, bo wiatr wiał bardziej z płd.-wsch niż z południa. Skręciliśmy w prawo i jedziemy sobie lajtowo obok siebie, bo prawie zero ruchu samochodowego. Nagle Bobiko zwolnił. Spojrzałem za siebie i kątem oka zobaczyłem, że jest za mną, ale bardzo blisko i zjeżdża na prawo. Po chwili usłyszałem otarcie jego przedniej opony o moją tylną. Już widziałem w wyobraźni, jak wykłada się na asfalcie. Ale na szczęście na asfalcie utrzymał równowagę, jednak zniosło go w prawo i wylądował w rowie. Trawiastym. Tam się wyłożył, ale tak konkretnie - na plecy. Leży i jęczy. Zawracam, patrzę i już myślałem, że złamał sobie rękę, bo trzymał się z nią. Okazało się, że miał skurcz w ręce i nie mógł zahamować ani skręcić. No, szczęście, że tylko tak to się skończyło. Otrzepał się i pojechaliśmy dalej. Dojechaliśmy do trasy Pyzdry-Września i skręciliśmy na Wrześnię. Jechałem jako pierwszy. W Bierzglinku widzę na moim pasie kilka szkieł, omijam je i na skrzyżowaniu skręcam w prawo. Po chwili woła mnie Bobiko. Zawracam, dojeżdżam, patrzę, a on ma przebitą tylną oponę. Chyba na tych szkłach, które ominąłem. No nic - serwis. Zdjął oponę, założył nową dętkę, pompuje, ale powietrza nie przybywa. Czyżby powtórka mojej niedawnej sytuacji, kiedy mój zapas był przecięty? Wyjął dętkę, pompuje ją - no niby twarda. Wyjmuje pompkę - i już brak powietrza. No co jest? Czyżby pompka? Próbujemy moją pompkę - działa, pompuje. Bobiko założył dętkę na koło ponownie i napompował moją pompką. Udało się. Jedziemy do Tesco. Tam drobne zakupy Kuby, a ja czekam na parkingu i widzę, jak jeden kołek parkuje sobie swój biały samochód w świetnym miejscu i idzie sobie na zakupy. Zablokował cały jeden pas ruchu.

Z Tesco pojechaliśmy na Gnieźnieńską po dętkę i pompkę. Stamtąd skoczyliśmy do pomnika w Sokołowie, na który Kuba postanowił sobie wejść.

Ok. 14.00 zaczęło się chmurzyć, więc udaliśmy się do domów.
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 994 (kcal)
Pojechałem do centrum, potem na Małpi Gaj, a po chwili dostaję SMSa od Bobiko, że miał popracować przy komputerze, ale nie ma prądu. No to odpisuję, że w takim razie pozostaje rower. Zgodził się, więc pojechałem w jego kierunku. Spotkaliśmy się i ruszyliśmy bocznymi drogami na Biechowo, żeby potem wyjechać na główną Miłosław-Września i wrócić z wiatrem do Wrześni. W Biechowie jednak postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda polna droga dojazdowa do jednego z keszy Bobika. Na początku było znośnie, po czym dojechaliśmy do czegoś takiego:
Tak więc koniec rumakowania. Wróciliśmy, zrobiliśmy parę zdjęć kościoła i parku obok niego...
...i wybraliśmy jednak drogę powrotną wiodącą do Wrześni od strony Pyzdr, bo wiatr wiał bardziej z płd.-wsch niż z południa. Skręciliśmy w prawo i jedziemy sobie lajtowo obok siebie, bo prawie zero ruchu samochodowego. Nagle Bobiko zwolnił. Spojrzałem za siebie i kątem oka zobaczyłem, że jest za mną, ale bardzo blisko i zjeżdża na prawo. Po chwili usłyszałem otarcie jego przedniej opony o moją tylną. Już widziałem w wyobraźni, jak wykłada się na asfalcie. Ale na szczęście na asfalcie utrzymał równowagę, jednak zniosło go w prawo i wylądował w rowie. Trawiastym. Tam się wyłożył, ale tak konkretnie - na plecy. Leży i jęczy. Zawracam, patrzę i już myślałem, że złamał sobie rękę, bo trzymał się z nią. Okazało się, że miał skurcz w ręce i nie mógł zahamować ani skręcić. No, szczęście, że tylko tak to się skończyło. Otrzepał się i pojechaliśmy dalej. Dojechaliśmy do trasy Pyzdry-Września i skręciliśmy na Wrześnię. Jechałem jako pierwszy. W Bierzglinku widzę na moim pasie kilka szkieł, omijam je i na skrzyżowaniu skręcam w prawo. Po chwili woła mnie Bobiko. Zawracam, dojeżdżam, patrzę, a on ma przebitą tylną oponę. Chyba na tych szkłach, które ominąłem. No nic - serwis. Zdjął oponę, założył nową dętkę, pompuje, ale powietrza nie przybywa. Czyżby powtórka mojej niedawnej sytuacji, kiedy mój zapas był przecięty? Wyjął dętkę, pompuje ją - no niby twarda. Wyjmuje pompkę - i już brak powietrza. No co jest? Czyżby pompka? Próbujemy moją pompkę - działa, pompuje. Bobiko założył dętkę na koło ponownie i napompował moją pompką. Udało się. Jedziemy do Tesco. Tam drobne zakupy Kuby, a ja czekam na parkingu i widzę, jak jeden kołek parkuje sobie swój biały samochód w świetnym miejscu i idzie sobie na zakupy. Zablokował cały jeden pas ruchu.
Z Tesco pojechaliśmy na Gnieźnieńską po dętkę i pompkę. Stamtąd skoczyliśmy do pomnika w Sokołowie, na który Kuba postanowił sobie wejść.
Ok. 14.00 zaczęło się chmurzyć, więc udaliśmy się do domów.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
37.32 km (1.00 km teren), czas: 03:29 h, avg:10.71 km/h,
prędkość maks: 37.50 km/hTemperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 994 (kcal)
#55 | Drugi wyjazd - Miłosław, Czerniejewo, Nekla
Pod wieczór pogoda robiła się coraz lepsza, nie można było więc siedzieć w domu. Napisałem do Bobiko czy jedzie, ale nie odpisywał, więc ubrałem się i pojechałem. Początkowo chciałem pojechać do Środy Wlkp. i stamtąd do Miłosławia i powrót do Wrześni. Przekalkulowałem jednak, że to jednak jest spory kawałek jak na wieczór, wybrałem więc tylko Miłosław i powrót.
Jechało się świetnie. Ruch samochodowy był niewielki, słoneczko świeciło, 26 stopni w słońcu, niewielki wiatr. Jedynie dziurawa nawierzchnia psuła samopoczucie.
3 km przed Miłosławiem zatrzymałem się, żeby skonsumować żel energetyczny. Kilometr przed Miłosławie dzwoni Bobiko i pyta gdzie jestem. Mówię, że wjeżdżam do Miłosławia, robię zdjęcie i wracam, więc może jechać w moją stronę.
Przejechałem przez Miłosław do Franulki i zawróciłem. Kilka km przed Wrześnią spotkałem Bobika, ale postanowiłem się nie zatrzymywać, tylko pokazałam mu, żeby jechał za mną. Ostatnie wykresy prędkości trochę mnie zmartwiły, bo więcej stoimy podczas tych wyjazdów niż jedziemy, więc trzeba trochę pokręcić bez przystanków. Dojechaliśmy do Wrześni, pogoda nadal była wyśmienita, a że jutro ma padać, to trzeba było wykorzystać dzień do końca. Zaproponowałem więc kółeczko Września-Czerniejewo-Nekla-Września. No i pojechaliśmy. Za Wrześnią spotkaliśmy jakąś młodą dziewczynę na szosówce. Dziś w ogóle rowerzystów było sporo na trasie.
W lesie za Wrześnią straszne dziury - nie ma szans jechać po prawej stronie. Trzeba środkiem. Dojechaliśmy do Czerniejewa i skierowaliśmy się na Neklę. Po drodze mieliśmy nadzieję spotkać dziewczynę na rolkach. I nie zawiedliśmy się - oczywiście była tam i śmigała. Po ostatniej zaczepce dziś chcieliśmy ją zagadać, ale moja próba przywitania się i pomachania jej skończyła się jej kwaśną miną i odjazdem w siną dal... Hmmm...
Dojechaliśmy do Nekli i stamtąd od razu lecimy na Wrześnię. Prędkość na trasie w okolicach Podstolic znacząco wzrosła. We Wrześni przejechaliśmy obok zalewu i pojechaliśmy na rynek, gdzie się rozstaliśmy.
Temperatura:22.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1801 (kcal)
Jechało się świetnie. Ruch samochodowy był niewielki, słoneczko świeciło, 26 stopni w słońcu, niewielki wiatr. Jedynie dziurawa nawierzchnia psuła samopoczucie.
3 km przed Miłosławiem zatrzymałem się, żeby skonsumować żel energetyczny. Kilometr przed Miłosławie dzwoni Bobiko i pyta gdzie jestem. Mówię, że wjeżdżam do Miłosławia, robię zdjęcie i wracam, więc może jechać w moją stronę.
Przejechałem przez Miłosław do Franulki i zawróciłem. Kilka km przed Wrześnią spotkałem Bobika, ale postanowiłem się nie zatrzymywać, tylko pokazałam mu, żeby jechał za mną. Ostatnie wykresy prędkości trochę mnie zmartwiły, bo więcej stoimy podczas tych wyjazdów niż jedziemy, więc trzeba trochę pokręcić bez przystanków. Dojechaliśmy do Wrześni, pogoda nadal była wyśmienita, a że jutro ma padać, to trzeba było wykorzystać dzień do końca. Zaproponowałem więc kółeczko Września-Czerniejewo-Nekla-Września. No i pojechaliśmy. Za Wrześnią spotkaliśmy jakąś młodą dziewczynę na szosówce. Dziś w ogóle rowerzystów było sporo na trasie.
W lesie za Wrześnią straszne dziury - nie ma szans jechać po prawej stronie. Trzeba środkiem. Dojechaliśmy do Czerniejewa i skierowaliśmy się na Neklę. Po drodze mieliśmy nadzieję spotkać dziewczynę na rolkach. I nie zawiedliśmy się - oczywiście była tam i śmigała. Po ostatniej zaczepce dziś chcieliśmy ją zagadać, ale moja próba przywitania się i pomachania jej skończyła się jej kwaśną miną i odjazdem w siną dal... Hmmm...
Dojechaliśmy do Nekli i stamtąd od razu lecimy na Wrześnię. Prędkość na trasie w okolicach Podstolic znacząco wzrosła. We Wrześni przejechaliśmy obok zalewu i pojechaliśmy na rynek, gdzie się rozstaliśmy.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
67.63 km (0.00 km teren), czas: 02:53 h, avg:23.46 km/h,
prędkość maks: 41.00 km/hTemperatura:22.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1801 (kcal)
#53 | Skorzęcin - wyjazd 5 rano
Wczoraj Bobiko ni stąd ni zowąd rzucił hasło, że dziś o 3 lub 4 rano wyjeżdżamy rowerami, bo trzeba zdążyć wrócić przed procesjami, a także przed deszczem zapowiadanym na południe. Był wieczór, według prognozy miało nie padać ani wieczorem, ani w nocy. Niestety, padało aż do 23:00, więc dzisiejszy wyjazd stał pod znakiem zapytania, bo nie było możliwości, aby tyle wody wyschło przez noc.
Poszedłem spać o 1:30, a o 3:30 zadzwonił pierwszy budzik. Wstałem o 4, ubrałem się, najadłem i ok. 5 przyjechał Bobiko. Ruszyliśmy w stronę Skorzęcina, pod lekki wiatr, przy 12 stopniach C. Na drodze, szczególnie na ul. Witkowskiej we Wrześni, było sporo kałuż i cała droga mokra. Wstawało słońce, a my jechaliśmy na wschód, więc dawało prosto w oczy. Ale było bardzo mało samochodów. Nic dziwnego - święto i 5 rano. Tylko nieliczni kretyni wstają tak wcześnie i wyjeżdżają w trasę ;) ;)
Tak wczesna pora i tak krótki sen odbiły się jednak na pracy mięśni - nogi jakoś nie chciały pedałować. Bobiko postanowił zrobić małą rozgrzewkę:

Potem było już coraz lepiej. Słońce było coraz wyżej, zrobiło się troszkę cieplej, woda zaczęła parować i tworzyła lekką mgiełkę, co tworzyło fajne widoki między drzewami.
Wjeżdżamy do Witkowa - z górki...

...i pod górkę.

Wiatrak między Witkowem a Skorzęcinem był fajnie oświetlony przez niskie jeszcze słońce, więc również musieliśmy pstryknąć mu zdjęcie.

Do ośrodka już blisko, czasem tylko wyprzedza nas jakiś samochód. Hmmm, jadą do Skorzęcina na procesję?


W ośrodku było kilka osób, w tym ekipa sprzątająca.


Były też kaczki na spacerze.

Przygotowania do zrobienia zdjęcia.

Wodę trudno nazwać czystą...



Za to łabędź był czyściutki.

Posiedzieliśmy na molo pół godziny, potem pojechaliśmy na przystań, na której można pojeździć na nartach wodnych i sfotografowaliśmy cennik tych przyjemności:

Przed 8 ruszyliśmy w stronę Wrześni i o 9 byliśmy w domu.
Temperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1635 (kcal)
Poszedłem spać o 1:30, a o 3:30 zadzwonił pierwszy budzik. Wstałem o 4, ubrałem się, najadłem i ok. 5 przyjechał Bobiko. Ruszyliśmy w stronę Skorzęcina, pod lekki wiatr, przy 12 stopniach C. Na drodze, szczególnie na ul. Witkowskiej we Wrześni, było sporo kałuż i cała droga mokra. Wstawało słońce, a my jechaliśmy na wschód, więc dawało prosto w oczy. Ale było bardzo mało samochodów. Nic dziwnego - święto i 5 rano. Tylko nieliczni kretyni wstają tak wcześnie i wyjeżdżają w trasę ;) ;)
Tak wczesna pora i tak krótki sen odbiły się jednak na pracy mięśni - nogi jakoś nie chciały pedałować. Bobiko postanowił zrobić małą rozgrzewkę:
Potem było już coraz lepiej. Słońce było coraz wyżej, zrobiło się troszkę cieplej, woda zaczęła parować i tworzyła lekką mgiełkę, co tworzyło fajne widoki między drzewami.
Wjeżdżamy do Witkowa - z górki...
...i pod górkę.
Wiatrak między Witkowem a Skorzęcinem był fajnie oświetlony przez niskie jeszcze słońce, więc również musieliśmy pstryknąć mu zdjęcie.
Do ośrodka już blisko, czasem tylko wyprzedza nas jakiś samochód. Hmmm, jadą do Skorzęcina na procesję?
W ośrodku było kilka osób, w tym ekipa sprzątająca.
Były też kaczki na spacerze.
Przygotowania do zrobienia zdjęcia.
Wodę trudno nazwać czystą...
Za to łabędź był czyściutki.
Posiedzieliśmy na molo pół godziny, potem pojechaliśmy na przystań, na której można pojeździć na nartach wodnych i sfotografowaliśmy cennik tych przyjemności:
Przed 8 ruszyliśmy w stronę Wrześni i o 9 byliśmy w domu.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
61.39 km (0.00 km teren), czas: 03:40 h, avg:16.74 km/h,
prędkość maks: 44.50 km/hTemperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1635 (kcal)

