- Kategorie:
- 1-50.992
- 101-150.107
- 151-200.9
- 201-250.5
- 301-350.2
- 351-400.1
- 51-100.604
- deszcz.36
- leżący śnieg.14
- mgła.16
- mokro.31
- mżawka.12
- po zmroku.127
- pochmurno.268
- słonecznie.352
- śnieg.18
- trenażer.5
#79 | Dzień szosowca?
Piątek, 6 czerwca 2014 | dodano: 06.06.2014Kategoria 51-100
Dziś był chyba jakiś dzień szosowca - w życiu nie widziałem tylu szosówek w ciągu dwóch i pół godziny, co dzisiaj. Było ich 5, w tym chyba jedna panienka. No, może oprócz Poznania i Malty, ale w tym momencie mówię o Wrześni i okolicach.
Dzisiejsza jazda była spokojna, lajtowa, żeby za bardzo nie zmęczyć mięśni przed jutrzejszym biciem rekordu ilości kilometrów w ciągu dnia. Dojechałem do Witkowa, przejechałem i na zakręcie w lewo, na Skorzęcin, porządnie się wkurwiłem - debile wysmołowali nierówności i posypali tymi asfaltowymi kamyszkami. Co za debil wymyślił taki sposób łatania dziur? I to jeszcze na początku najgorętszego chyba wiosennego tygodnia, żeby ta smoła nie miała szans zgęstnieć?? No brak słów. A to był dopiero początek. Prawie cała prosta za Witkowem w kierunku Skorzęcina była tak połatana. Jednak tam i tak zwykle jadę środkiem, bo żeby dało się jechać normalnie prawym pasem, to musieliby położyć cały dywanik asfaltowy. Kolejny zonk - zakręt w Chłądowie. Nie dość że na nim i za nim też wysmołowano nierówności, to jeszcze kamyszki porozrzucane są praktycznie po całym zakręcie. Baaaardzo bezpiecznie, nie ma co... Pomijając już zabójstwo dla opon szosówek. I pomijając w ogóle sposób łatania dziur w pieprzonej Polsce - dwucentymetrowej głębokości doliny w asfalcie zamienia się na dwucentymetrowej wysokości góry żużlowo-smołowe. Wrrrr...
Im bliżej Skorzęcina, tym większy ruch - okoliczne wioski i miasta ciągną na dyskotekę do ośrodka.
W ośrodku sporo ludu, wyszykowane panienki w miniówkach i na wysokich obcasach, młodzi i jeszcze młodsi na biwakach. Usiadłem na chwilę na ławce na molo, napiłem się i po 10 minutach ruszyłem w drogę powrotną. Na wjeździ do Witkowa kolejny szok - kolejne skrzyżowanie wysypane drobnym żużlem i znów możliwy poślizg na zakręcie. Co za kretynizm...
Słońce chyliło się ku zachodowi, więc z pól podniosło się robactwo i znów jechało się nieciekawie, bo co chwilę trzeba było coś wypluwać albo wyjmować z oczu mimo okularów.
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1672 (kcal)
Dzisiejsza jazda była spokojna, lajtowa, żeby za bardzo nie zmęczyć mięśni przed jutrzejszym biciem rekordu ilości kilometrów w ciągu dnia. Dojechałem do Witkowa, przejechałem i na zakręcie w lewo, na Skorzęcin, porządnie się wkurwiłem - debile wysmołowali nierówności i posypali tymi asfaltowymi kamyszkami. Co za debil wymyślił taki sposób łatania dziur? I to jeszcze na początku najgorętszego chyba wiosennego tygodnia, żeby ta smoła nie miała szans zgęstnieć?? No brak słów. A to był dopiero początek. Prawie cała prosta za Witkowem w kierunku Skorzęcina była tak połatana. Jednak tam i tak zwykle jadę środkiem, bo żeby dało się jechać normalnie prawym pasem, to musieliby położyć cały dywanik asfaltowy. Kolejny zonk - zakręt w Chłądowie. Nie dość że na nim i za nim też wysmołowano nierówności, to jeszcze kamyszki porozrzucane są praktycznie po całym zakręcie. Baaaardzo bezpiecznie, nie ma co... Pomijając już zabójstwo dla opon szosówek. I pomijając w ogóle sposób łatania dziur w pieprzonej Polsce - dwucentymetrowej głębokości doliny w asfalcie zamienia się na dwucentymetrowej wysokości góry żużlowo-smołowe. Wrrrr...
Im bliżej Skorzęcina, tym większy ruch - okoliczne wioski i miasta ciągną na dyskotekę do ośrodka.
W ośrodku sporo ludu, wyszykowane panienki w miniówkach i na wysokich obcasach, młodzi i jeszcze młodsi na biwakach. Usiadłem na chwilę na ławce na molo, napiłem się i po 10 minutach ruszyłem w drogę powrotną. Na wjeździ do Witkowa kolejny szok - kolejne skrzyżowanie wysypane drobnym żużlem i znów możliwy poślizg na zakręcie. Co za kretynizm...
Słońce chyliło się ku zachodowi, więc z pól podniosło się robactwo i znów jechało się nieciekawie, bo co chwilę trzeba było coś wypluwać albo wyjmować z oczu mimo okularów.
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
62.75 km (0.00 km teren), czas: 02:27 h, avg:25.61 km/h,
prędkość maks: 45.00 km/hTemperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1672 (kcal)
#78 | Witkowo
Czwartek, 5 czerwca 2014 | dodano: 05.06.2014Kategoria 1-50
I znów problem przed wyjazdem: jechać, czy nie jechać? Będzie padać, czy nie będzie? Prognoza mówiła, że 53% szans na deszcz, na niebie coraz ciemniejsze chmury. W końcu decyzja: jadę, najwyżej wrócę, gdy zacznie się robić jeszcze ciemniej na niebie. Na szczęście jednak wiatr chyba się zatrzymał, więc chmury też i nie padało, a ja zdążyłem dojechać do Witkowa, objechałem rondo i wróciłem. Na przedmieściach Witkowa, obok stadionu, kilkanaście panienek tańczyło zumbę. Wcześniej, przed Grzybowem, wyprzedziło mnie dwóch szosowców. Próbowałem puścić się za nimi, ale nie dałem rady. Chyba jacyś profesjonaliści - widać to było po ich łydkach i jakichś numerach startowych, przyczepionych do sztyc podsiodłowych.
Niestety - dzisiejsza jazda to była mordęga. Chyba wolałbym już deszcz niż... miliony much, robaków, owadów i cholera wie czego jeszcze. Ostatni raz przez taką plagę przebijałem się chyba w zeszłym roku, gdy jechałem na spotkanie z chłopakami z Gniezna w Skorzęcinie. Cholerstwo właziło wszędzie - do ust, do krtani, nosa, uszu, oczu mimo okularów. Ręce i nogi oblepione owadami, owady nawet miałem rozsmarowane pod rękawiczkami na chwytach kierownicy. Rozbijały się one też na ciuchach, zostawiając białe plamki jakby z jakiegoś pyłku, podobnie na czarnych rurach kierownicy i sztycy... Masakra...
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1082 (kcal)
Niestety - dzisiejsza jazda to była mordęga. Chyba wolałbym już deszcz niż... miliony much, robaków, owadów i cholera wie czego jeszcze. Ostatni raz przez taką plagę przebijałem się chyba w zeszłym roku, gdy jechałem na spotkanie z chłopakami z Gniezna w Skorzęcinie. Cholerstwo właziło wszędzie - do ust, do krtani, nosa, uszu, oczu mimo okularów. Ręce i nogi oblepione owadami, owady nawet miałem rozsmarowane pod rękawiczkami na chwytach kierownicy. Rozbijały się one też na ciuchach, zostawiając białe plamki jakby z jakiegoś pyłku, podobnie na czarnych rurach kierownicy i sztycy... Masakra...
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
40.61 km (0.00 km teren), czas: 01:24 h, avg:29.01 km/h,
prędkość maks: 42.00 km/hTemperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1082 (kcal)
#77 | Poznań - drugi dziś wyjazd, więc łącznie 204 km
Przed 15:00 pojechałem po bobika. Po wyjeździe stwierdziłem, że może być ciężko z tą drugą dzisiejszą setką km, bo byłem już trochę zmęczony. Ale każdy kolejny kilometr powodował rozruszanie się mięśni i potem było już łatwiej. Pojechaliśmy przez Bardo, a dalej już naszą standardową trasą na Poznań przez Gułtowy i Gowarzewo.

Po drodze bobiko napomknął o Macu, że chętnie wypiłby kawę z McDrive'a. Przystałem na propozycję, tylko że wymyśliłem sobie cheeseburgera i shake'a. Dojechaliśmy do Poznania, skoczyliśmy na Maltę, gdzie wśród setek rowerzystów, rolkarzy i biegaczy dojechaliśmy do Galerii Malta. Ja zostałem z rowerami, a bobiko skoczył do McDonalda. Potem rozłożyliśmy się na na trawie przed galerią, na słoneczku i oddaliśmy się konsumpcji i podziwianiu widoków - ruchomych i nieruchomych.

Siedzę sobie:


Ruszyliśmy w drogę powrotną.

Ups, chodnik się zepsuł...

Niestety, bobiko wymyślił sobie, że do domu pojedziemy drogami terenowymi, doliną Cybiny. Cwaniakował przy tym, bo miał w nogach dopiero nieco ponad 60 km, a ja o 100 więcej. Dodatkowo dobijała mnie kiepskiej jakości wkładka w moich spodenkach. Po kilometrach dziur i piachów w końcu wyjechaliśmy na asfalt w Biskupicach i można było przyspieszyć.
Dalej było Promno...

...i Pobiedziska, skąd już spokojnie, z jedną przerwą na ostatnią przekąskę, dotarliśmy do Wrześni przez Wierzyce i Czerniejewo.
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2976 (kcal)

Po drodze bobiko napomknął o Macu, że chętnie wypiłby kawę z McDrive'a. Przystałem na propozycję, tylko że wymyśliłem sobie cheeseburgera i shake'a. Dojechaliśmy do Poznania, skoczyliśmy na Maltę, gdzie wśród setek rowerzystów, rolkarzy i biegaczy dojechaliśmy do Galerii Malta. Ja zostałem z rowerami, a bobiko skoczył do McDonalda. Potem rozłożyliśmy się na na trawie przed galerią, na słoneczku i oddaliśmy się konsumpcji i podziwianiu widoków - ruchomych i nieruchomych.

Siedzę sobie:


Ruszyliśmy w drogę powrotną.

Ups, chodnik się zepsuł...

Niestety, bobiko wymyślił sobie, że do domu pojedziemy drogami terenowymi, doliną Cybiny. Cwaniakował przy tym, bo miał w nogach dopiero nieco ponad 60 km, a ja o 100 więcej. Dodatkowo dobijała mnie kiepskiej jakości wkładka w moich spodenkach. Po kilometrach dziur i piachów w końcu wyjechaliśmy na asfalt w Biskupicach i można było przyspieszyć.
Dalej było Promno...

...i Pobiedziska, skąd już spokojnie, z jedną przerwą na ostatnią przekąskę, dotarliśmy do Wrześni przez Wierzyce i Czerniejewo.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
111.70 km (12.00 km teren), czas: 07:04 h, avg:15.81 km/h,
prędkość maks: 41.00 km/hTemperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2976 (kcal)
#76 | Żerków
Sobota, 31 maja 2014 | dodano: 31.05.2014Kategoria 51-100
Na dziś planowałem pobicie rekordu ilości kilometrów w ciągu dnia. Żeby to zrobić, musiałbym wstać dość wcześnie, żeby potem niepotrzebnie się nie spieszyć przed zmrokiem. Obudziłem się o 4 i pomyślałem - chce mi się wstawać? Odpowiedź brzmiała "nie", więc wróciłem do spania. Obudziłem się przed 8, wstałem, poszedłem na zakupy, przygotowałem prowiant i ok. 9 wyjechałem w stronę Pyzdr z zamysłem dotarcia do Żerkowa. Droga do Pyzdr była w miarę spokojna, to znaczy mój pas był w miarę spokojny, bo z naprzeciwka, od Pyzdr, jechało znacznie więcej samochodów. Jechałem z wiatrem, było przyjemnie chłodno, więc jazda była przednia. Gdyby tylko dziur w nawierzchni było mniej...
Po okolicznych łąkach widać, że mamy sezon deszczowo-powodziowy.

W Pyzdrach chciałem śmignąć na pełnej prędkości przez most, ale przypomniałem sobie, że nawet we Wrześni podniósł się poziom naszej rzeczki Wrześnicy, więc pewnie i Warta nabrała rozmiarów, więc wjechałem na chodnik na moście, żeby pstryknąć parę zdjęć rzeki. Faktycznie - poziom znacząco się podniósł i Warta rozlała się po łąkach. Wodowskaz ledwo wystaje nad poziom wody.




Za Pyzdrami skręciłem na Zamość. Tamte rejony to prawie zerowy ruch samochodów, szczególnie o tak wczesnej porze. Prosna w Rudzie Komorskiej o dziwo mieści się w korycie. A za Rudą droga pusta aż po horyzont...

Dalej były piękne, puste i ciche rejony - Komorze Przybysławskie, Chwałów, Kretków.
I rzeka Lutynia.


Po drodze wysłałem SMS-a do bobika, czy po południu jest chętny na wypad do Poznania.
Dojechałem do Żerkowa. Tam przystanąłem sobie na chwilę w cieniu żeby skonsumować galaretkę i wypić dawkę SuperDrive, po czym ruszyłem w stronę Nowego Miasta. Już niestety pod wiatr. Po kilku km minąłem mikadarka, śmigającego w stronę Żerkowa. Parę km dalej skręciłem na Wolicę, po czym kiepską drogą dojechałem do Nowego Miasta, mijając stawy chronione laserami ;)

Przedmieścia Nowego Miasta to asfalt po którym jedzie się gorzej niż po kocich łbach. A potem dosłownie kocie łby na rynku w Nowym Mieście i po chwili można wyjechać na trasę katowicką. Tą właśnie trasą śmigały w stronę Jarocina policyjne furgonetki na sygnale - 5 sztuk. A po wyjeździe na trasę zaraz kilkuminutowy postój przed mostem, który w dalszym ciągu nie jest skończony, przy czym za każdym razem gdy tam przejeżdżam, wygląda on tak samo...

Ustawiłem się ładnie za TIR-ami, więc gdy kolumna samochodów ruszyła, puściłem się za jednym z nich i jechałem sobie jakiś czas w jego tunelu aerodynamicznym, dobijając prawie do 55 km/h. Pewnie szłoby jeszcze szybciej, ale wiatr wiał z przodu i lekko z lewej i po chwili zacząłem odczuwać niebezpieczne podmuchy i ciężko mi było utrzymać prosty tor jazdy. Zwolniłem więc i zjechałem na prawą stronę. Wyprzedziło mnie jeszcze kilka samochodów i zrobiło się za mną pusto, bo kolejne czerwone światło na moście zatrzymało resztę. Mogłem więc spokojnie dojechać do Krzykos, po czym skręciłem na Orzechowo. Stamtąd dość szybkim tempem dotarłem do Czeszewa. W Czeszewie łąki też zalane.

W Sarnicach przed zakrętem jakiś debil postanowił zamontować progi zwalniające, bo ślepe barany nie widzą zakrętu i wypadają z drogi. A nie ma to jak wpaść szosówką na oponach nadyganych do 6 barów na kilka półcentymetrowej wysokości plastikowych belek...
Do Miłosławia i z Miłosławia do Wrześni walczyłem z wiejącym w twarz wiatrem.
Dojechałem do domu i umówiłem się z bobikiem na wyjazd do Poznania o 15:00 (patrz kolejny wpis).
Temperatura:21.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2472 (kcal)
Po okolicznych łąkach widać, że mamy sezon deszczowo-powodziowy.

W Pyzdrach chciałem śmignąć na pełnej prędkości przez most, ale przypomniałem sobie, że nawet we Wrześni podniósł się poziom naszej rzeczki Wrześnicy, więc pewnie i Warta nabrała rozmiarów, więc wjechałem na chodnik na moście, żeby pstryknąć parę zdjęć rzeki. Faktycznie - poziom znacząco się podniósł i Warta rozlała się po łąkach. Wodowskaz ledwo wystaje nad poziom wody.




Za Pyzdrami skręciłem na Zamość. Tamte rejony to prawie zerowy ruch samochodów, szczególnie o tak wczesnej porze. Prosna w Rudzie Komorskiej o dziwo mieści się w korycie. A za Rudą droga pusta aż po horyzont...

Dalej były piękne, puste i ciche rejony - Komorze Przybysławskie, Chwałów, Kretków.
I rzeka Lutynia.


Po drodze wysłałem SMS-a do bobika, czy po południu jest chętny na wypad do Poznania.
Dojechałem do Żerkowa. Tam przystanąłem sobie na chwilę w cieniu żeby skonsumować galaretkę i wypić dawkę SuperDrive, po czym ruszyłem w stronę Nowego Miasta. Już niestety pod wiatr. Po kilku km minąłem mikadarka, śmigającego w stronę Żerkowa. Parę km dalej skręciłem na Wolicę, po czym kiepską drogą dojechałem do Nowego Miasta, mijając stawy chronione laserami ;)

Przedmieścia Nowego Miasta to asfalt po którym jedzie się gorzej niż po kocich łbach. A potem dosłownie kocie łby na rynku w Nowym Mieście i po chwili można wyjechać na trasę katowicką. Tą właśnie trasą śmigały w stronę Jarocina policyjne furgonetki na sygnale - 5 sztuk. A po wyjeździe na trasę zaraz kilkuminutowy postój przed mostem, który w dalszym ciągu nie jest skończony, przy czym za każdym razem gdy tam przejeżdżam, wygląda on tak samo...

Ustawiłem się ładnie za TIR-ami, więc gdy kolumna samochodów ruszyła, puściłem się za jednym z nich i jechałem sobie jakiś czas w jego tunelu aerodynamicznym, dobijając prawie do 55 km/h. Pewnie szłoby jeszcze szybciej, ale wiatr wiał z przodu i lekko z lewej i po chwili zacząłem odczuwać niebezpieczne podmuchy i ciężko mi było utrzymać prosty tor jazdy. Zwolniłem więc i zjechałem na prawą stronę. Wyprzedziło mnie jeszcze kilka samochodów i zrobiło się za mną pusto, bo kolejne czerwone światło na moście zatrzymało resztę. Mogłem więc spokojnie dojechać do Krzykos, po czym skręciłem na Orzechowo. Stamtąd dość szybkim tempem dotarłem do Czeszewa. W Czeszewie łąki też zalane.

W Sarnicach przed zakrętem jakiś debil postanowił zamontować progi zwalniające, bo ślepe barany nie widzą zakrętu i wypadają z drogi. A nie ma to jak wpaść szosówką na oponach nadyganych do 6 barów na kilka półcentymetrowej wysokości plastikowych belek...
Do Miłosławia i z Miłosławia do Wrześni walczyłem z wiejącym w twarz wiatrem.
Dojechałem do domu i umówiłem się z bobikiem na wyjazd do Poznania o 15:00 (patrz kolejny wpis).
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
92.79 km (0.00 km teren), czas: 03:36 h, avg:25.78 km/h,
prędkość maks: 54.60 km/hTemperatura:21.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2472 (kcal)
#75 | Skorzęcin
Piątek, 30 maja 2014 | dodano: 30.05.2014Kategoria 51-100
Wczoraj dotarł do mnie klucz do rozkręcenia supportu. Zabrałem się więc za kolejny serwis. Wykręciłem łożyska i zauważyłem, że na gwintach było sporo opiłków, ale też trochę pyłu. Wyczyściłem wszystko bardzo dokładnie, zarówno miski jak i gwinty w ramie. Sprawdziłem same łożyska - lewe obraca się idealnie, w prawym czuć minimalne przeskoki, ale to raczej nie jest przyczyna strzelania i skrzypienia. Przy wyjętym supporcie sprawdziłem też samą ramę - czy siły skręcające, takie jak powstają podczas naciskania na pedały, nie powodują jej skrzypienia. Na szczęście okazało się, że nie. Rama reaguje prawidłowo, bez żadnych niepokojących dźwięków. Przed skręceniem supportu przesmarowałem gwinty i ramę pastą zapobiegającą skrzypieniu. Założyłem korby i przeprowadziłem pierwsze testy - nacisk nogą na pedał nie powodował już irytujących dźwięków. Wyczyściłem łańcuch, zębatki, zmontowałem wszystko. Dodatkowo wyjąłem też sztycę podsiodłową, wyczyściłem z pyłu i również przesmarowałem ww. pastą. Wczoraj jednak pogoda nie pozwalała na jazdę.
A dziś przyszedł czas na testy w terenie. Standardowo wybrałem Skorzęcin. I nareszcie nastał spokój w napędzie. Nic już nie strzela... Uff!! Jaka ulga, że można cisnąć w pedały i cieszyć się jazdą, a nie zastanawiać się czy może rama gdzieś nie pękła i że potrzebna będzie jej wymiana.
W Skorzęcinie słonecznie i bardzo miło.


Na dzikiej plaży przy pomoście z rowerami wodnymi kąpała się biwakująca młodzież.

Po kilkunastu minutach odpoczynku i wygrzewania się na słoneczku ruszyłem w drogę powrotną, bo zaczęły się zbierać niebezpiecznie ciężkie chmury. Gdy wyjechałem na otwartą przestrzeń za Skorzęcinem, zauważyłem, że chyba nie uda mi się dojechać na sucho do domu, bo w chmury idą w moją stronę. Przyspieszyłem więc jak mogłem i cała droga do domu była ucieczką przed deszczem i burzą. Chmury były coraz bliżej, na szczęście nie szły na mnie znad samej Wrześni, tylko lekko z boku, co dało mi trochę czasu. A padać zaczęło gdy byłem jakieś 100-200 metrów od domu. Uff, udało mi się. Przestało jednak padać, gdy wszedłem do domu...
Temperatura:18.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1670 (kcal)
A dziś przyszedł czas na testy w terenie. Standardowo wybrałem Skorzęcin. I nareszcie nastał spokój w napędzie. Nic już nie strzela... Uff!! Jaka ulga, że można cisnąć w pedały i cieszyć się jazdą, a nie zastanawiać się czy może rama gdzieś nie pękła i że potrzebna będzie jej wymiana.
W Skorzęcinie słonecznie i bardzo miło.


Na dzikiej plaży przy pomoście z rowerami wodnymi kąpała się biwakująca młodzież.

Po kilkunastu minutach odpoczynku i wygrzewania się na słoneczku ruszyłem w drogę powrotną, bo zaczęły się zbierać niebezpiecznie ciężkie chmury. Gdy wyjechałem na otwartą przestrzeń za Skorzęcinem, zauważyłem, że chyba nie uda mi się dojechać na sucho do domu, bo w chmury idą w moją stronę. Przyspieszyłem więc jak mogłem i cała droga do domu była ucieczką przed deszczem i burzą. Chmury były coraz bliżej, na szczęście nie szły na mnie znad samej Wrześni, tylko lekko z boku, co dało mi trochę czasu. A padać zaczęło gdy byłem jakieś 100-200 metrów od domu. Uff, udało mi się. Przestało jednak padać, gdy wszedłem do domu...
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
62.71 km (0.00 km teren), czas: 02:27 h, avg:25.60 km/h,
prędkość maks: 41.70 km/hTemperatura:18.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1670 (kcal)
#74 | Testowo po okolicy
Sobota, 24 maja 2014 | dodano: 24.05.2014Kategoria 1-50
Przed dzisiejszym wyjazdem znów rozebrałem korbę, przeczyściłem. Założyłem z powrotem szosowe pedały SPD. Rozebrałem też stery, mostek, wszystko przesmarowałem, złożyłem. Niestety - próbna jazda potwierdziła, że problem leży raczej w supporcie lub, co gorsza, w samej ramie. Czekam aż przyjedzie klucz do odkręcenia supportu i wtedy się okaże co i jak.
Tymczasem z drogi na Witkowo skręciłem w prawo, na Sędziwojewo i tam jakimiś wioskami dotarłem do drogi 92 Września-Konin, którą wróciłem do Wrześni. Po drodze, gdzieś w okolicach Gutowa Wielkiego, przejechałem przez jakieś wysmołowane i wysypane pieprzonymi kamyczkami skrzyżowanie, za którym musiałem się zatrzymać i kawałkiem kija zedrzeć poprzyklejane do opon te pieprzone kamyczki, bo jechałem jak na kolcach. Nie wspomnę już o smole na ramie (!).
Temperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 580 (kcal)
Tymczasem z drogi na Witkowo skręciłem w prawo, na Sędziwojewo i tam jakimiś wioskami dotarłem do drogi 92 Września-Konin, którą wróciłem do Wrześni. Po drodze, gdzieś w okolicach Gutowa Wielkiego, przejechałem przez jakieś wysmołowane i wysypane pieprzonymi kamyczkami skrzyżowanie, za którym musiałem się zatrzymać i kawałkiem kija zedrzeć poprzyklejane do opon te pieprzone kamyczki, bo jechałem jak na kolcach. Nie wspomnę już o smole na ramie (!).
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
21.77 km (0.00 km teren), czas: 00:54 h, avg:24.19 km/h,
prędkość maks: 37.00 km/hTemperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 580 (kcal)
#73 | Skorzęcin
Piątek, 23 maja 2014 | dodano: 23.05.2014Kategoria 51-100
I kolejny z wielu, treningowy popołudniowy wypad szosówką do Skorzęcina. Na miejscu chwila odpoczynku na molo i powrót o zachodzie słońca.
Temperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1672 (kcal)
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
62.76 km (0.00 km teren), czas: 02:25 h, avg:25.97 km/h,
prędkość maks: 42.50 km/hTemperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1672 (kcal)
#72 | Skorzęcin
Czwartek, 22 maja 2014 | dodano: 22.05.2014Kategoria 51-100
Po południu znów skoczyłem do Skorzęcina. Standardowa jazda, bez przygód, lecz strzelanie w korbach i ramie znów dało znać o osobie.
W Skorzęcinie sporo młodzieży - zaczął się okres biwaków.

Powrót do domu wśród malowniczych widoków na niebie.
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1670 (kcal)
W Skorzęcinie sporo młodzieży - zaczął się okres biwaków.

Powrót do domu wśród malowniczych widoków na niebie.
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
62.69 km (0.00 km teren), czas: 02:23 h, avg:26.30 km/h,
prędkość maks: 43.70 km/hTemperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1670 (kcal)
#71 | Wyjazd, awaria, powrót, naprawa, wyjazd - Witkowo
Wyjechałem dzisiaj po południu szosówką i od samego wyjazdu coś strzelało w pedałach. Nie mogłem zlokalizować przyczyny - czy to oba pedały, czy korby. Udałem się w kierunku Witkowa, ale strzelanie i skrzeczenie dochodzące z napędu i roznoszące się po ramie było coraz wyraźniejsze i aż wstyd było jechać, bo czułem się, jakbym jechał jakąś "ukrainą".

Zawróciłem więc przed Stanisławowem i wróciłem do domu. Tam zdjąłem korbę (udało się to bez specjalistycznego klucza) i zauważyłem, że miedzy korbą a miskami supportu było trochę piachu (zapewne po niedawnym powrocie w deszczu). Wyczyściłem, zmontowałem, założyłem drugi komplet pedałów SPD i ruszyłem w tę samą trasę. Po drodze minąłem stojącego na poboczu rowerzystę. Po chwili telefon. Zatrzymuję się, odbieram, a to bobiko. Okazało się, że ten stojący na poboczu to był właśnie on, tylko że był inaczej ubrany niż zwykle, a ja jechałem zbyt szybko i na drodze było zbyt dużo dziur, żebym skupił się na jego rozpoznaniu. Ruszyliśmy więc dalej razem. Po paru km zadzwonił mój telefon. Zatrzymałem się, żeby odebrać, bobiko krzyknął, że on jedzie dalej i go dogonię. Tyle że rozmowa tel. się przedłużyła do 5 czy 6 minut i do samego Witkowa już bobika nie dogoniłem. Zatrzymał się w centrum, tam chwilę pogadaliśmy i ruszyłem w drogę powrotną, bo nie zabrałem dziś oświetlenia, a słońce wisiało już nad horyzontem. Bobiko planował skoczyć jeszcze do Skorzęcina.
Do domu wróciłem równo z zachodem.
Temperatura:24.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1628 (kcal)

Zawróciłem więc przed Stanisławowem i wróciłem do domu. Tam zdjąłem korbę (udało się to bez specjalistycznego klucza) i zauważyłem, że miedzy korbą a miskami supportu było trochę piachu (zapewne po niedawnym powrocie w deszczu). Wyczyściłem, zmontowałem, założyłem drugi komplet pedałów SPD i ruszyłem w tę samą trasę. Po drodze minąłem stojącego na poboczu rowerzystę. Po chwili telefon. Zatrzymuję się, odbieram, a to bobiko. Okazało się, że ten stojący na poboczu to był właśnie on, tylko że był inaczej ubrany niż zwykle, a ja jechałem zbyt szybko i na drodze było zbyt dużo dziur, żebym skupił się na jego rozpoznaniu. Ruszyliśmy więc dalej razem. Po paru km zadzwonił mój telefon. Zatrzymałem się, żeby odebrać, bobiko krzyknął, że on jedzie dalej i go dogonię. Tyle że rozmowa tel. się przedłużyła do 5 czy 6 minut i do samego Witkowa już bobika nie dogoniłem. Zatrzymał się w centrum, tam chwilę pogadaliśmy i ruszyłem w drogę powrotną, bo nie zabrałem dziś oświetlenia, a słońce wisiało już nad horyzontem. Bobiko planował skoczyć jeszcze do Skorzęcina.
Do domu wróciłem równo z zachodem.
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
61.11 km (0.00 km teren), czas: 03:16 h, avg:18.71 km/h,
prędkość maks: 43.30 km/hTemperatura:24.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1628 (kcal)
#70 | Gniezno i okolice
Poniedziałek, 19 maja 2014 | dodano: 19.05.2014Kategoria 51-100
I znów był maly dylemat po południu - gdzie dziś jechać? Rzut oka na prognozę zawierającą kierunek wiatru. Wieje z południa, ale z czasem wiatr ma osłabnąć. Bez sensu więc jechać na początku pod wiatr, zmęczyć się, żeby potem w drodze powrotnej nie być pchanym przez wiatr. Wybrałem więc drugą opcję - śmiganie pół trasy z wiatrem w plecy, a potem spokojny powrót. Padło na Gniezno. Chciałem jechać niekoniecznie do samego Gniezna, może gdzieś pod Gniezno, a potem wrócić gdzieś przez Szczytniki Czerniejewskie może.
Jechało się jednak tak dobrze, że śmignąłem do samego Gniezna. Przez pierwszy odcinek, do Gulczewa, był taki mały ruch, że wyprzedziły mnie chyba tylko 4 samochody. Potem było gorzej, bo pojawiły się tiry. Na szczęście nie było wśród nich ani wśród kierowców osobówek żadnych świrów i wszyscy wyprzedzali w sensownej odległości i z normalnymi prędkościami.
W Gnieźnie przed pierwszym skrzyżowaniem zatrzymałem się, żeby napisać sms-a do MarcinaGT z pytaniem, czy może gdzieś się nie kręci w pobliżu. I co? Gdy stałem na krawędzi jezdni, to akurat w tym momencie nadjechała kolumna dwóch wielkich ciężarówek wojskowych, eskortowana z przodu i z tyłu przez busy ŻW, które nie mieściły się na drodze i musiałem się usunąć na trawnik, żeby skubańce mogły przejechać. Założę się, że gdybym zaparkował na trawniku albo postanowił wjechać w pole, żeby np. zrobić zdjęcie, to akurat w tym miejscu chciałby wylądować śmigłowiec...
Ruszyłem dalej i po paru minutach Marcin odpisał, że za pół godziny będzie na rynku. Hmm, pół godziny to sporo czekania, a dojazd na rynek na 6-barowych cienkich oponach po bruku średnio mi się uśmiechało. Do Wrześni postanowiłem wrócić przez Niechanowo. Ulicą Witkowską wyjechałem więc z Gniezna, zlewając po drodze ciąg pieszo-rowerowy z kostki brukowej. Zresztą i tak poruszałem się z taką prędkością jak samochody. Potem wykręciłem w lewo w Leśną. Po jakimś czasie, między Szczytnikami Duchownymi a Kędzierzynem, na trafiłem na fajny odcinek nowego chyba asfaltu. Piszę 'chyba', bo zdaje się, że w zeszłym roku wyglądało tu inaczej.

Za Kędzierzynem było już jak po bombardowaniu, ale za to poza drogą dość malowniczo.

Kiepskiej jakości drogą, w dodatku gdzieniegdzie usraną nawozem i błotem z pól dotarłem do Niechanowa. Za Niechanowem droga była o niebo lepsza i można było przycisnąć. Za to robactwa było tyle, że co chwilę coś wypluwałem, co chwilę wyjmowałem coś spod okularów i strzepywałem z siebie dziesiątki owadów. A gdy zatrzymywałem się na fotkę, to komary chciały mnie pożreć. Grrr, jak ja nie lubię pierwszych cieplejszych dni, gdy to cholerstwo się budzi do życia...


W miarę zbliżania się do Grzybowa droga była coraz gorsza, z kulminacją między Mierzewem a Grzybowem, gdzie trzeba jechać 8 km/h żeby nie pokrzywić obręczy i nie połamać szprych...
W Grzybowie jedna fotka i potem już sprint do domu, do którego dotarłem krótko przed zachodem słońca.

Dzisiejszą wycieczką przekroczyłem 4000 km w tym roku.
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1492 (kcal)
Jechało się jednak tak dobrze, że śmignąłem do samego Gniezna. Przez pierwszy odcinek, do Gulczewa, był taki mały ruch, że wyprzedziły mnie chyba tylko 4 samochody. Potem było gorzej, bo pojawiły się tiry. Na szczęście nie było wśród nich ani wśród kierowców osobówek żadnych świrów i wszyscy wyprzedzali w sensownej odległości i z normalnymi prędkościami.
W Gnieźnie przed pierwszym skrzyżowaniem zatrzymałem się, żeby napisać sms-a do MarcinaGT z pytaniem, czy może gdzieś się nie kręci w pobliżu. I co? Gdy stałem na krawędzi jezdni, to akurat w tym momencie nadjechała kolumna dwóch wielkich ciężarówek wojskowych, eskortowana z przodu i z tyłu przez busy ŻW, które nie mieściły się na drodze i musiałem się usunąć na trawnik, żeby skubańce mogły przejechać. Założę się, że gdybym zaparkował na trawniku albo postanowił wjechać w pole, żeby np. zrobić zdjęcie, to akurat w tym miejscu chciałby wylądować śmigłowiec...
Ruszyłem dalej i po paru minutach Marcin odpisał, że za pół godziny będzie na rynku. Hmm, pół godziny to sporo czekania, a dojazd na rynek na 6-barowych cienkich oponach po bruku średnio mi się uśmiechało. Do Wrześni postanowiłem wrócić przez Niechanowo. Ulicą Witkowską wyjechałem więc z Gniezna, zlewając po drodze ciąg pieszo-rowerowy z kostki brukowej. Zresztą i tak poruszałem się z taką prędkością jak samochody. Potem wykręciłem w lewo w Leśną. Po jakimś czasie, między Szczytnikami Duchownymi a Kędzierzynem, na trafiłem na fajny odcinek nowego chyba asfaltu. Piszę 'chyba', bo zdaje się, że w zeszłym roku wyglądało tu inaczej.

Za Kędzierzynem było już jak po bombardowaniu, ale za to poza drogą dość malowniczo.

Kiepskiej jakości drogą, w dodatku gdzieniegdzie usraną nawozem i błotem z pól dotarłem do Niechanowa. Za Niechanowem droga była o niebo lepsza i można było przycisnąć. Za to robactwa było tyle, że co chwilę coś wypluwałem, co chwilę wyjmowałem coś spod okularów i strzepywałem z siebie dziesiątki owadów. A gdy zatrzymywałem się na fotkę, to komary chciały mnie pożreć. Grrr, jak ja nie lubię pierwszych cieplejszych dni, gdy to cholerstwo się budzi do życia...


W miarę zbliżania się do Grzybowa droga była coraz gorsza, z kulminacją między Mierzewem a Grzybowem, gdzie trzeba jechać 8 km/h żeby nie pokrzywić obręczy i nie połamać szprych...
W Grzybowie jedna fotka i potem już sprint do domu, do którego dotarłem krótko przed zachodem słońca.

Dzisiejszą wycieczką przekroczyłem 4000 km w tym roku.
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
56.00 km (0.00 km teren), czas: 02:14 h, avg:25.07 km/h,
prędkość maks: 43.70 km/hTemperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1492 (kcal)

