- Kategorie:
- 1-50.992
- 101-150.107
- 151-200.9
- 201-250.5
- 301-350.2
- 351-400.1
- 51-100.604
- deszcz.36
- leżący śnieg.14
- mgła.16
- mokro.31
- mżawka.12
- po zmroku.127
- pochmurno.268
- słonecznie.352
- śnieg.18
- trenażer.5
#69 | Niedzielny Skorzęcin
Bobiko zaproponował dzisiaj wyjazd do Skorzęcina, by potem udać się do Powidza. Pogoda była dzisiaj dziwna - raz były gęste, ciemne, chmury, za chwilę czyste niebo. Prognoza przewidywała poprawę pogody z godziny na godzinę i rozpogodzeniem od 17:00.
Przed wyjazdem musiałem jeszcze wysuszyć ciuchy i buty po wczorajszym rajdzie w deszczu.
Gdzieś w okolicach godziny 17:00 umówiliśmy się z bobikiem na spotkanie. Chwilę przedtem wyjrzałem na dwór, żeby sprawdzić temperaturę. Wyszło słońce i zrobiło się naprawdę ciepło (żałowałem potem, że nie założyłem krótkich spodenek).
Przyjechał bobiko, ale przyciągnął też za sobą kolejne ciemne chmury. No ale nic - skoro zaplanowaliśmy, to jedziemy. Zwątpiliśmy jednak przed Grzybowem, bo jechaliśmy dokładnie na spotkanie deszczowych chmur, które napierały na nas znad Witkowa.

Postanowiliśmy śmignąć za Grzybowo, na otwartą przestrzeń, żeby tam ocenić nasze szanse na suchą jazdę.


Ustaliliśmy razem z naszymi smartfonowymi prognozami, że jedziemy dalej, bo padać nie będzie. Faktycznie - z minuty na minutę niebo robiło się coraz czystsze, chociaż w niektórych miejscach sytuacja wyglądała jeszcze groźnie.

Nie byłem dzisiaj w formie po wczorajszych rajdach i bobiko coraz bardziej się ode mnie oddalał. Jakoś jednak dokulaliśmy się do Skorzęcina, w którym oczywiście znów było sporo ludzi. Rozsiedliśmy się na parę minut na ławce na molo.

Bobiko chciał wyciągnąć mnie do Powidza, ale odmówiłem, bo chciałem być w domu przed 20 i obejrzeć film, poza tym mój brak formy nie pozwolił mi na wydłużenie trasy i wolałem udać w stronę domu najkrótszą możliwą trasą. Odprowadziłem jednak bobika przez ośrodek, a po drodze natknęliśmy się nowy budynek ośrodka wypoczynkowego wśród drzew.

Obok tego budynku się pożegnaliśmy - bobiko pojechał w swoją stronę, a ja pozwiedzałem jeszcze ośrodek i uświadomiłem sobie jego ogrom, po czym wyjechałem na drogę i zacząłem walkę z wiatrem.

Po dużo dłuższym czasie niż zwykle dokulałem się do Wrześni.
Temperatura:18.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1702 (kcal)
Przed wyjazdem musiałem jeszcze wysuszyć ciuchy i buty po wczorajszym rajdzie w deszczu.
Gdzieś w okolicach godziny 17:00 umówiliśmy się z bobikiem na spotkanie. Chwilę przedtem wyjrzałem na dwór, żeby sprawdzić temperaturę. Wyszło słońce i zrobiło się naprawdę ciepło (żałowałem potem, że nie założyłem krótkich spodenek).
Przyjechał bobiko, ale przyciągnął też za sobą kolejne ciemne chmury. No ale nic - skoro zaplanowaliśmy, to jedziemy. Zwątpiliśmy jednak przed Grzybowem, bo jechaliśmy dokładnie na spotkanie deszczowych chmur, które napierały na nas znad Witkowa.

Postanowiliśmy śmignąć za Grzybowo, na otwartą przestrzeń, żeby tam ocenić nasze szanse na suchą jazdę.


Ustaliliśmy razem z naszymi smartfonowymi prognozami, że jedziemy dalej, bo padać nie będzie. Faktycznie - z minuty na minutę niebo robiło się coraz czystsze, chociaż w niektórych miejscach sytuacja wyglądała jeszcze groźnie.

Nie byłem dzisiaj w formie po wczorajszych rajdach i bobiko coraz bardziej się ode mnie oddalał. Jakoś jednak dokulaliśmy się do Skorzęcina, w którym oczywiście znów było sporo ludzi. Rozsiedliśmy się na parę minut na ławce na molo.

Bobiko chciał wyciągnąć mnie do Powidza, ale odmówiłem, bo chciałem być w domu przed 20 i obejrzeć film, poza tym mój brak formy nie pozwolił mi na wydłużenie trasy i wolałem udać w stronę domu najkrótszą możliwą trasą. Odprowadziłem jednak bobika przez ośrodek, a po drodze natknęliśmy się nowy budynek ośrodka wypoczynkowego wśród drzew.

Obok tego budynku się pożegnaliśmy - bobiko pojechał w swoją stronę, a ja pozwiedzałem jeszcze ośrodek i uświadomiłem sobie jego ogrom, po czym wyjechałem na drogę i zacząłem walkę z wiatrem.

Po dużo dłuższym czasie niż zwykle dokulałem się do Wrześni.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
63.90 km (0.00 km teren), czas: 03:38 h, avg:17.59 km/h,
prędkość maks: 35.50 km/hTemperatura:18.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1702 (kcal)
#68 | Witkowo w deszczu
Sobota, 17 maja 2014 | dodano: 17.05.2014Kategoria 1-50
Szlag mnie już trafiał od tego siedzenia w domu i wypatrywania za oknem czy pada czy nie. Postanowiłem więc zlać pogodę, założyłem kurtkę, błotniki i pojechałem w stronę Skorzęcina. Prognoza mówiła o opadach. Niebo było z tą prognozą dość zgodne, bo cały czas nade mną kłębiły się deszczowe chmury. Już parę km za Wrześnią poczułem na sobie pierwsze krople deszczu i tak sobie kropiło aż do Gorzykowa. Tam zaczęło już padać i po chwili droga była mokra i zaczęło się chlapanie spod kół. Nie zamierzałem jednak się poddać i jechałem dalej. Okulary powędrowały do kieszeni, bo niewiele już przez nie widziałem. Przed Witkowem deszcz trochę osłabł, jednak zobaczyłem napierające w moją stronę znad Skorzęcina chmury, więc po osiągnięciu granic Witkowa zawróciłem i już z wiatrem w plecy pognałem w kierunku Wrześni. Niestety chmury z łatwością mnie dogoniły z kilometra na kilometr byłem coraz bardziej mokry. Z kasku woda kapała na oczy, GPS w kieszeni kurtki wyglądał jakbym wyjął go z jeziora. Na szczęście wziąłem ze sobą woreczek foliowy, w którym umieściłem telefon, bo chyba by tego nie przeżył. Przed Wrześnią i w samej Wrześni była już ulewa, więc ulica Witkowska wyglądała jak rzeka i musiałem jechać środkiem, żeby chociaż trochę osłabić fontanny wody, które lądowały na butach i spodniach. Mimo to w butach było już tak mokro, że prawie słyszałem, a na pewno czułem chlupanie.
I co? Gdy dojechałem i wszedłem do domu, to przestało padać i po niedługim czasie wyszło słońce.
Temperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1013 (kcal)
I co? Gdy dojechałem i wszedłem do domu, to przestało padać i po niedługim czasie wyszło słońce.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
38.03 km (0.00 km teren), czas: 01:39 h, avg:23.05 km/h,
prędkość maks: 42.10 km/hTemperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1013 (kcal)
#67 | Skorzęcin treningowo
Środa, 14 maja 2014 | dodano: 16.05.2014Kategoria 51-100
Dzisiejsze popołudnie postanowiłem przeznaczyć na trening szosowy i szybkim tempem udałem się do Skorzęcina.


W drodze powrotnej krótki postój, żeby sfotografować straszydło na polu...

...a potem już szybki rajd w stronę domu.
Temperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1665 (kcal)


W drodze powrotnej krótki postój, żeby sfotografować straszydło na polu...

...a potem już szybki rajd w stronę domu.
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
62.50 km (0.00 km teren), czas: 02:15 h, avg:27.78 km/h,
prędkość maks: 46.50 km/hTemperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1665 (kcal)
#66 | Siedlec
Niedziela, 11 maja 2014 | dodano: 11.05.2014Kategoria 1-50
Ależ dzisiaj wiało... 7 m/s z zachodu. Postanowiłem więc pojechać pod wiatr, czyli w stronę Poznania trasą K92, by potem wrócić sobie z wiatrem w plecy.

Nie omieszkałem zatrzymać się koło komisu autobusowego i pogłaskać piesków.
Na szczęście było dzisiaj słonecznie i dość ciepło, co trochę niwelowało nieprzyjemności związane z wiatrem.

Potem dojechałem do Siedlca, zrobiłem nawrót kładką przy kościele i szybkim tempem wróciłem do Wrześni.
Temperatura:22.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1204 (kcal)
Nie omieszkałem zatrzymać się koło komisu autobusowego i pogłaskać piesków.
Na szczęście było dzisiaj słonecznie i dość ciepło, co trochę niwelowało nieprzyjemności związane z wiatrem.

Potem dojechałem do Siedlca, zrobiłem nawrót kładką przy kościele i szybkim tempem wróciłem do Wrześni.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
45.22 km (0.00 km teren), czas: 02:06 h, avg:21.53 km/h,
prędkość maks: 50.60 km/hTemperatura:22.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1204 (kcal)
#65 | Skorzęcin - drugi dziś wyjazd
Do końca dnia było jeszcze daleko i szkoda było siedzieć w domu. Zaproponowałem więc bobikowi wypad do Skorzęcina, ale przystał tylko na odprowadzenie mnie do Witkowa, bo musiał być wcześniej w domu.
Ruszyliśmy więc w trasę. Bobiko miał chyba dzisiaj nastrój na rozmowy, bo zamiast pedałować ciągle opowiadał i obniżał tempo. Dopiero przed Witkowem, gdy mu to wypomniałem, przyspieszył i zostawił mnie w tyle. W Witkowie zatrzymaliśmy się na chwilę, po czym bobiko zawrócił, a ja śmignąłem dalej w wiadomym kierunku.



Po kilku minutach na ławce ruszyłem w drogę powrotną.

Temperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1659 (kcal)
Ruszyliśmy więc w trasę. Bobiko miał chyba dzisiaj nastrój na rozmowy, bo zamiast pedałować ciągle opowiadał i obniżał tempo. Dopiero przed Witkowem, gdy mu to wypomniałem, przyspieszył i zostawił mnie w tyle. W Witkowie zatrzymaliśmy się na chwilę, po czym bobiko zawrócił, a ja śmignąłem dalej w wiadomym kierunku.



Po kilku minutach na ławce ruszyłem w drogę powrotną.

Rower:Kross
Dane wycieczki:
62.29 km (0.00 km teren), czas: 02:44 h, avg:22.79 km/h,
prędkość maks: 48.30 km/hTemperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1659 (kcal)
#64 | Siedlec. Deszcz
Sobota, 10 maja 2014 | dodano: 10.05.2014Kategoria 1-50
Nie planowałem dzisiaj jazdy rowerem, bo weekend zapowiadał się w całości deszczowy. Jednak od rana nie padało, drogi były suche, a i czasem słońce wychodziło. Czy w takim wypadku można siedzieć w domu? Nie.
Ubrałem się, przygotowałem rower i wyjechałem. I co? Po przejechaniu 100 metrów zaczęło padać. I to konkretnie. Nie miałem jednak wcale ochoty wracać, bo nie po to się szykowałem i naspeedowałem, żeby teraz wrócić do domu. Walić deszcz! Przeleciałem przez park i koło zalewu i przez Przyborki skierowałem się na trasę K92. Gdy do niej dojechałem, to przestało padać. Jechałem pod wiatr, dość mocny. W Zasutowie zjechałem na serwisówkę. Gdy zbliżałem się do Nekli, zauważyłem, że nad nią zbierają się czarne chmury. Wcale się nie zdziwię, gdy tam będzie oberwanie chmury, tak jak ostatnio. Jednak nie padało. Zaczęło troszkę padać między Neklą a Starczanowem, ale po chwili przestało. Zatrzymałem się na chwilę po podjeździe za skrzyżowaniem na Starczanowo.

Między Brzeźnem a Siedlcem minąłem pokaźną grupę szosowców, jadących od strony Poznania. Dojechałem do Siedlca, zjechałem z trasy koło cmentarza i zatrzymałem się na chwilę koło kościoła.



Potem kładką przedostałem się na drugą stronę K92 i ruszyłem nią z wiatrem w stronę Wrześni. Za Brzeźnem znów minąłem wracających szosowców. Jeden z nich zaliczył chyba jakąś awarię roweru, bo zsiadł z niego i niósł, a pozostali czekali na niego. Na następnym skrzyżowaniu, gdzie było czerwone światło, zatrzymał się przede mną TIR, a po zmianie świateł puściłem się za nim, w jego tunelu aerodynamicznym. Dobiłem prawie do 50 km/h. Na więcej nie miałem już sił. Dojechałem do Nekli, przejechałem przez centrum i potem już spokojnie i na sucho dotarłem do Wrześni. Tam postanowiłem przejechać przez centrum, co było błędem, bo dziś sobota i cała Września pojechała samochodami do centrum. Jeden wielki korek...
Temperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1206 (kcal)
Ubrałem się, przygotowałem rower i wyjechałem. I co? Po przejechaniu 100 metrów zaczęło padać. I to konkretnie. Nie miałem jednak wcale ochoty wracać, bo nie po to się szykowałem i naspeedowałem, żeby teraz wrócić do domu. Walić deszcz! Przeleciałem przez park i koło zalewu i przez Przyborki skierowałem się na trasę K92. Gdy do niej dojechałem, to przestało padać. Jechałem pod wiatr, dość mocny. W Zasutowie zjechałem na serwisówkę. Gdy zbliżałem się do Nekli, zauważyłem, że nad nią zbierają się czarne chmury. Wcale się nie zdziwię, gdy tam będzie oberwanie chmury, tak jak ostatnio. Jednak nie padało. Zaczęło troszkę padać między Neklą a Starczanowem, ale po chwili przestało. Zatrzymałem się na chwilę po podjeździe za skrzyżowaniem na Starczanowo.
Między Brzeźnem a Siedlcem minąłem pokaźną grupę szosowców, jadących od strony Poznania. Dojechałem do Siedlca, zjechałem z trasy koło cmentarza i zatrzymałem się na chwilę koło kościoła.



Potem kładką przedostałem się na drugą stronę K92 i ruszyłem nią z wiatrem w stronę Wrześni. Za Brzeźnem znów minąłem wracających szosowców. Jeden z nich zaliczył chyba jakąś awarię roweru, bo zsiadł z niego i niósł, a pozostali czekali na niego. Na następnym skrzyżowaniu, gdzie było czerwone światło, zatrzymał się przede mną TIR, a po zmianie świateł puściłem się za nim, w jego tunelu aerodynamicznym. Dobiłem prawie do 50 km/h. Na więcej nie miałem już sił. Dojechałem do Nekli, przejechałem przez centrum i potem już spokojnie i na sucho dotarłem do Wrześni. Tam postanowiłem przejechać przez centrum, co było błędem, bo dziś sobota i cała Września pojechała samochodami do centrum. Jeden wielki korek...
Rower:Kross
Dane wycieczki:
45.29 km (0.00 km teren), czas: 02:14 h, avg:20.28 km/h,
prędkość maks: 46.50 km/hTemperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1206 (kcal)
#63 | Skorzęcin szosowo
Czwartek, 8 maja 2014 | dodano: 08.05.2014Kategoria 51-100
Pogoda troszkę się poprawiła, chociaż i tak była dość spora szansa na deszcz i to akurat od godziny, w której wyjechałem w trasę. Postanowiłem jednak zaryzykować, z zaznaczeniem, że tym razem, gdy zobaczę zbliżające się chmury, to zawrócę do domu. Chmury jednak na szczęście nie zgęstniały i właściwie podczas całej wycieczki świeciło słońce.
Do Skorzęcina jechałem z wiatrem, dość mocnym, więc prędkość rzadko spadała poniżej 30 km/h. O dziwo największy ruch był jeszcze we Wrześni, a potem na trasie było już w miarę spokojnie. Żadnych kretynów w autach dziś nie spotkałem. Nie spotkałem też ani jednego rowerzysty. Gdzie ja mieszkam?? To jakaś czarna dziura rowerowa...
W ośrodku pięknie - pusto, cicho i spokojnie. Nie to co w czasie długiego weekendu, ze snującymi się turystami i dziesiątkami odpustowych straganów na głównych alejach...




A wiaterek tak mocno hulał, że aż fale zalewały molo...

Po kilku minutach na molo zwinąłem się w drogę powrotną, pod wiatr. Na szczęście jechało się w miarę dobrze. Może wiatr lekko osłabł?
Do domu dotarłem jakieś pół godziny przed zachodem słońca.
Temperatura:18.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1699 (kcal)
Do Skorzęcina jechałem z wiatrem, dość mocnym, więc prędkość rzadko spadała poniżej 30 km/h. O dziwo największy ruch był jeszcze we Wrześni, a potem na trasie było już w miarę spokojnie. Żadnych kretynów w autach dziś nie spotkałem. Nie spotkałem też ani jednego rowerzysty. Gdzie ja mieszkam?? To jakaś czarna dziura rowerowa...
W ośrodku pięknie - pusto, cicho i spokojnie. Nie to co w czasie długiego weekendu, ze snującymi się turystami i dziesiątkami odpustowych straganów na głównych alejach...



A wiaterek tak mocno hulał, że aż fale zalewały molo...

Po kilku minutach na molo zwinąłem się w drogę powrotną, pod wiatr. Na szczęście jechało się w miarę dobrze. Może wiatr lekko osłabł?
Do domu dotarłem jakieś pół godziny przed zachodem słońca.
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
63.78 km (0.00 km teren), czas: 02:22 h, avg:26.95 km/h,
prędkość maks: 46.00 km/hTemperatura:18.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1699 (kcal)
#62 | Żerków, silny wiatr i zimno
Niedziela, 4 maja 2014 | dodano: 04.05.2014Kategoria 51-100
Od samego rana nie mogłem się zdecydować dokąd dzisiaj jechać. Próbowałem zgrać jakoś trasę z wiatrem - albo początek z wiatrem, albo koniec z wiatrem. Wybrałem w końcu pierwszą możliwość - jako że wiało z północnego zachodu, to wybrałem jazdę do Pyzdr, skąd planowałem udać się do Żerkowa. No i wiaterek faktycznie mocno hulał. Średnia prędkość od samego wyjazdu z domu (a więc łącznie z przejazdem przez centrum Wrześni) do mostu w Pyzdrach wyniosła 33,3 km/h. Na samym moście tym razem się nie zatrzymałem, tylko pognałem dalej i kawałek dalej skręciłem w prawo na Zamość.

Tam już wiało z boku i jechało się mało ciekawie. Tym bardziej, że byłem spocony po rajdzie do Pyzdr i trochę zimno mi się zrobiło.
A tutaj Prosna w Rudzie Komorskiej:

Pognałem dalej. Potem ze standardowej mojej trasy Żerków-Pyzdry odbiłem w lewo, na odcinek, którym jechałem kiedyś z bobikiem na żerkowskie spotkanie z Mateuszem.

Potem jednak skręciłem w inną drogę, niż jechaliśmy wtedy i do Żerkowa dotarłem drogą, którą już kiedyś raz jechałem i do miasta wjechałem koło cmentarza. Po drodze minąłem szosowca w pomarańczowych barwach.

Śmignąłem przez centrum i udałem się na punkt widokowy.
Pozdrowienia dla zjebów genetycznych, którzy to zrobili:

I drugie pozdrowienia dla nich:

Na punkcie było chłodno, bo jak zwykle mało tam było słońca koło samej wiaty, a na pole nie chciało mi się iść opalać.

Po kilku minutach ruszyłem z powrotem do Żerkowa, bo planowałem wrócić do domu przez Miłosław. Śmignąłem więc znów przez centrum Żerkowa i udałem się przez Chrzan do Wolicy Koziej. Po drodze wyprzedził mnie wspomniany wcześniej szosowiec i pognał prosto, a ja odbiłem w prawo. Po jakimś czasie dotarłem do Nowego Miasta nad Wartą, gdzie postałem chwilę na moście, bo akurat było czerwone światło dla naszego kierunku (nadal ruch wahadłowy. Ciekawe kiedy skończą remont tego mostu...) Za mostem na trasie katowickiej tak wiało z boku, że ledwo mogłem się utrzymać na drodze, a do tego jeszcze pół metra ode mnie śmigały wyprzedzające mnie samochody. W końcu jednak cała kolejka, która czekała na moście mnie wyprzedziła i miałem luz do samych Krzykos, gdzie skręciłem w prawo w stronę Orzechowa. Tutaj jechało się już lepiej, bo wiało trochę w plecy. Niedługo potem dotarłem do Czeszewa, gdzie po skręcie w lewo znów miałem boczny wiatr. Tutaj zrobiło się już tak zimno, że przed Miłosławiem musiałem założyć rękawiczki z długimi palcami. Niestety na korpus nie miałem już czego założyć i zanim dotarłem do Wrześni, to było mi już naprawdę zimno.
Temperatura:12.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2530 (kcal)

Tam już wiało z boku i jechało się mało ciekawie. Tym bardziej, że byłem spocony po rajdzie do Pyzdr i trochę zimno mi się zrobiło.
A tutaj Prosna w Rudzie Komorskiej:

Pognałem dalej. Potem ze standardowej mojej trasy Żerków-Pyzdry odbiłem w lewo, na odcinek, którym jechałem kiedyś z bobikiem na żerkowskie spotkanie z Mateuszem.

Potem jednak skręciłem w inną drogę, niż jechaliśmy wtedy i do Żerkowa dotarłem drogą, którą już kiedyś raz jechałem i do miasta wjechałem koło cmentarza. Po drodze minąłem szosowca w pomarańczowych barwach.

Śmignąłem przez centrum i udałem się na punkt widokowy.
Pozdrowienia dla zjebów genetycznych, którzy to zrobili:

I drugie pozdrowienia dla nich:

Na punkcie było chłodno, bo jak zwykle mało tam było słońca koło samej wiaty, a na pole nie chciało mi się iść opalać.

Po kilku minutach ruszyłem z powrotem do Żerkowa, bo planowałem wrócić do domu przez Miłosław. Śmignąłem więc znów przez centrum Żerkowa i udałem się przez Chrzan do Wolicy Koziej. Po drodze wyprzedził mnie wspomniany wcześniej szosowiec i pognał prosto, a ja odbiłem w prawo. Po jakimś czasie dotarłem do Nowego Miasta nad Wartą, gdzie postałem chwilę na moście, bo akurat było czerwone światło dla naszego kierunku (nadal ruch wahadłowy. Ciekawe kiedy skończą remont tego mostu...) Za mostem na trasie katowickiej tak wiało z boku, że ledwo mogłem się utrzymać na drodze, a do tego jeszcze pół metra ode mnie śmigały wyprzedzające mnie samochody. W końcu jednak cała kolejka, która czekała na moście mnie wyprzedziła i miałem luz do samych Krzykos, gdzie skręciłem w prawo w stronę Orzechowa. Tutaj jechało się już lepiej, bo wiało trochę w plecy. Niedługo potem dotarłem do Czeszewa, gdzie po skręcie w lewo znów miałem boczny wiatr. Tutaj zrobiło się już tak zimno, że przed Miłosławiem musiałem założyć rękawiczki z długimi palcami. Niestety na korpus nie miałem już czego założyć i zanim dotarłem do Wrześni, to było mi już naprawdę zimno.
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
94.98 km (0.00 km teren), czas: 04:01 h, avg:23.65 km/h,
prędkość maks: 49.00 km/hTemperatura:12.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2530 (kcal)
#61 | Skorzęcin szosowo - drugi wyjazd
Sobota, 3 maja 2014 | dodano: 03.05.2014Kategoria 51-100
Po rajdzie rowerowym byłem w nastroju rowerowym. Pogoda też była ładna, więc postanowiłem wyskoczyć jeszcze do Skorzęcina. Może spotkam rowerzystów po drodze? Niestety - nie spotkałem. Mijały i wyprzedzały mnie za to dziesiątki i setki samochodów. Im bliżej Skorzęcina, tym ich więcej. A w Skorzęcinie tłumy... Na jeziorze w sumie też - kilkanaście rowerów wodnych.

Wjechałem na molo, pstryknąłem kilka zdjęć. Nie chciało mi się nawet siadać na ławce wśród tych ludzi, więc zawinąłem się w drogę powrotną. Przed Królewcem zauważyłem, że na horyzoncie widać "Titanica":

Niedługo po tym dotarłem do domu.
Temperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1700 (kcal)

Wjechałem na molo, pstryknąłem kilka zdjęć. Nie chciało mi się nawet siadać na ławce wśród tych ludzi, więc zawinąłem się w drogę powrotną. Przed Królewcem zauważyłem, że na horyzoncie widać "Titanica":

Niedługo po tym dotarłem do domu.
Rower:Kellys
Dane wycieczki:
63.83 km (0.00 km teren), czas: 02:28 h, avg:25.88 km/h,
prędkość maks: 42.00 km/hTemperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1700 (kcal)
#60 | Wrzesiński rodzinny rajd rowerowy
Sobota, 3 maja 2014 | dodano: 03.05.2014Kategoria 1-50
Pogoda od rana była niepewna, ale wziąłem kurtkę przeciwdeszczową i pojechałem na rajd, który miał zacząć się o 9:00. Zjechały się tysiące rowerzystów. Zarejestrowanych było 4800 osób (być może nie wszyscy dotarli), ale sporo było też takich "na dziko". Ja byłem w tej drugiej grupie. Stałem jakieś 50 metrów przed linią startu, którą po starcie rajdu minąłem dopiero po 20 minutach - taki był tłok. Trasa była bardzo ciekawa i zróżnicowana. Nie to co 2 lata temu. Zrobiło się ciepło, nie padało. Szkoda, że wziąłem kurtkę, bo trochę się zgrzałem, choć były momenty, gdy było naprawdę zimno - wiał zimny wiatr. Jakieś 1,5 godziny później dotarliśmy do mety przed Amfiteatrem. Nie chciało mi się już tam wciskać w ten tłum, więc wykręciłem w bok i pognałem do domu.
Temperatura:10.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 702 (kcal)
Rower:Kross
Dane wycieczki:
26.36 km (0.00 km teren), czas: 02:19 h, avg:11.38 km/h,
prędkość maks: 33.50 km/hTemperatura:10.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 702 (kcal)

