Rowerowy uziel75blog rowerowy

avatar uziel75

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(18)

Moje rowery

Marvil 2023 km
Santini 2609 km
Merida 45 km
Kross 48632 km
Kellys 39549 km
Esker 22563 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy uziel75.bikestats.pl

Archiwum

Linki

#132 | Ustawianie roweru

Piątek, 23 sierpnia 2013 | dodano: 23.08.2013 Uczestnicy
Po niedzielnej wycieczce i całym tygodniu odpoczywania od roweru trzeba go było w końcu wyczyścić. Rozebrałem go, zmieniłem łańcuch, zdjąłem i w wodzie umyłem koła z oponami, zdjąłem i wymyłem kasetę, rozebrałem jeden z pedałów, bo za ciężko był skręcony od nowości, zdjąłem koszyk na bidon, zdjąłem koronki z korby, zdjąłem i wyprałem torebki i mocowania gumowo-rzepowe. Miło było zobaczyć jak wygląda rower w takim dziewiczym stanie, bez dodatków. Po wyczyszczeniu, złożeniu i nasmarowaniu postanowiłem przetestować rower przed jutrzejszą wycieczka do Kruszwicy. Nie zakładałem jednak zadnych dodatków poza bidonem. Nawet dętki nie zabierałem. Zaufałem taśmom antyprzebiciowym. Zrobiłem mały objazd, ale przednia tarcza hamulcowa obcierała. Wróciłem, zmieniłem ustawienie zacisku i znów test. Znów obciera. Znów zmiana ustawienia. Potem zgadałem się z bobikiem, że podjadę do niego i wrócimy razem do Wrześni. Po drodze tarcza nadal obcierała, więc gdzieś na polu stanąłem i dokonałem kolejnej korekty. Na nic to się jednak zdało. Dojechałem do bobika, tam zostałem poczęstowany przez jego tatę kiełbaską z grilla, pobawiłem się z Szarkiem, a potem bobiko pokazał mi swoją zniszczoną w niedawnym wypadku przednią obręcz. Chwilę pogadaliśmy i ruszyliśmy do Wrześni, bo zaczynało się ściemniać, a ja nie miałem założonego oświetlenia. Dojechaliśmy, bobiko odprowadził mnie do domu i zaczęliśmy się przygotowywać do jutrzejszej wycieczki. W domu zmontowałem do końca rower i dokonałem kolejnej korekty ustawienia przedniego zacisku, w którym okazało się, że nie tarcza nie obcierała o klocek, tylko o dolną część zacisku, co trzeba było skorygować dolną śrubą zacisku.
Rower:Kross Dane wycieczki: 26.78 km (4.00 km teren), czas: 02:31 h, avg:10.64 km/h, prędkość maks: 31.70 km/h
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 713 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#131 | Piechcin - kopalnia

Niedziela, 18 sierpnia 2013 | dodano: 25.08.2013 Uczestnicy
Obudziłem się rano i zastanawiałem czy jechać na proponowany wczoraj przez chłopaków wypad do Piechcina. Okazało się, że Bobiko nie jedzie, bo chory. Czy chce mi się jechać samemu? Po chwili przemyśleń stwierdziłem, że tak. W końcu zobaczę kolejny ciekawy kawałek kraju, zamiast siedzieć w domu, czy kręcić się po okolicy. Przygotowałem się więc na wyjazd, sprawdziłem odległość od Wrześni do punktu zbiórki w Kruchowie i ustaliłem, że będę potrzebował jakieś 1,5 godziny na dojazd. Spotkanie miało być o 11, więc o 9.30 wyjechałem z domu. Na początku było ciężko. Tyłek bolał po wczorajszej jeździe w nowych spodenkach z cholerną wkładką żelową, która okazała się niewypałem. Brakowało mi też powera w nogach. Cały czas chodził mi głowie plan awaryjny, że zawrócę w Witkowie albo Trzemesznie, ew. dopiero w Kruchwie po spotkaniu z ekipą, jednak do samego Kruchowa jakoś dałem radę się doturlać. Dotarłem tam do rozjazdu dróg. I teraz pytanie: gdzie ma się odbyć to spotkanie? Uruchomiłem mapkę i sprawdziłem, że z Gniezna chłopaki mogą dotrzeć właściwie tylko jedną drogą, więc wybrałem ją i po 100 metrach zrobiłem przystanek pod drzewkiem. Sporządziłem sobie napój energetyczny, przekąsiłem batona i poczekałem na przybycie ekipy. W końcu przyjechali:



Przywitaliśmy się, po czym okazało się, że i oni nie są w pełni sił po wczorajszej jeździe i zadeklarowali, że dzisiejsza wycieczka będzie spokojna. W takim razie nie wracam do Wrześni, tylko wspólnie jedziemy dalej ;) Ruszyliśmy po paru minutach, okrążyliśmy jezioro w Kruchowie i stanęliśmy przy pierwszym napotkanym sklepie, który okazał się nieczynny. No cóż, trzeba poszukać następnego. Kawałek dalej skręciliśmy w prawo, na Ławki. W Ławkach wykręciiśmy kawałek w lewo i przystanęliśmy na chwilę przy domu, w którym urodził się Hipolit Cegielski.



Ruszyliśmy dalej. Temperatura rosła z każdą chwilą, zapowiadał się bardzo gorący dzień. Zaczęły się też ciekawe tereny pagórkowate.



Dojechaliśmy do Palędzia Dolnego, w którym z prawej strony, w oddali, zobaczyliśmy nieczynną kopalnię soli, a kawałek dalej zaliczyliśmy bardzo fajny zjazd.



Skręciliśmy w lewo i tam w wiosce był kolejny zjazd, niestety po bardzo dziurawej nawierzchni i wstrząsów tych nie wytrzymało mocowanie Garmina na marcinowej kierownicy. Garmin spadł i troszkę się poobijał. Konieczne było wzmocnienie jego mocowania przy pomocy gumek recepturek pod pobliskim sklepem, który na szczęście dla nas i dla tambylców, rozkoszujących się piwkiem, okazał się czynny. Chłopacy zakupili jakieś płyny (ja jeszcze miałem w plecacku) i ruszyliśmy dalej. Mijaliśmy w dość spokojnym otoczeniu wieś za wsią i miejscowość za miejscowością i dotarliśmy do jednej takiej, dość malowniczej - do Dąbrowy.



Duża część naszej ekipy to wierni fani marki Crosso ;)


W tych rejonach na horyzoncie zaczęły majaczyć kształty naszego dzisiejszego celu: kopalni.


Niedługo później zjechaliśmy z asfaltowej drogi i między polami dojechaliśmy do lini kolejki linowej, która transportuje urobek z kopalni.




W końcu dotarliśmy do samego Piechcina, w którym najpierw zrobiliśmy postój przy polomarkecie. Uzupełniliśmy w nim płyny i jedzenie, które postanowiliśmy skonsumować na miejscu, w które się udajemy: zalany kamieniołom.



Trzeba przyznać - szczęka mi opadła, gdy to zobaczyłem. Chorwacja w Polsce. Lazurowe Wybrzeże. Wysokie skały, z których ludziki skaczą do wody o pięknym kolorze. Rozpoczęliśmy fotografowanie i nagrywanie.




Po chwili przenieśliśmy się kawałek dalej, gdzie mogliśmy postawić rowery i rozpocząć lunch, przeplatany robieniem zdjęć.






Nawet pieskom podobały się widoki.




Pojedliśmy, popiliśmy, więc trzeba było ruszyć dalej, bo jeszcze dużo zwiedzania przed nami. Wąską ścieżką wokół zbiornika wodnego przejechaliśmy kawałek dalej, gdzie na chwilę zajrzeliśmy do kolejnego punktu skoków do wody.




Przejechaliśmy przez bazę nurkową, kawałek dalej pokonaliśmy dość wysoką barierę - hałdę usypaną po to, aby zastawić wjazd na teren nieczynnego wyrobiska kopalni, po czym zobaczliśmy wielką dziurę w ziemi z równie wielką hałdą obok niej.




Zrobiliśmy sobie też wspólne zdjęcie.





Ciekawe co tam widać na samym dole...



Niebawem opuściliśmy teren, przejechaliśmy znów obok zbiornika wodnego, do Piechcina i za nim odbiliśmy w bok, żeby dojechać do czynnej części kopalni. Znów musieliśmy pokonać zaporę drogową i znaleźliśmy się na terenie kopalni, z jeszcze większym wykopem niż poprzedni.



Parę zdjęć i jedziemy dalej wapiennymi drogami. Nagle patrzymy, a przed nami samochód z włączonym kogutem - ochroniarze kopalni. Minęliśmy się, a panowie ze środka samochodu przez otwarte okno mówią do nas: tu nie wolno...
No ale i my i oni pojechaliśmy w swoje strony. Jednak po chwili się obejrzeliśmy, a samochód ochrony cofa w naszym kierunku. Zatrzymaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Panowie mówili, że tu właściwie nie wolno jechać, że i tak tu nie przejedziemy nigdzie dalej, bo droga kończy się hałdą. Nie byli jednak zbyt stanowczy, było czuć w ich głosie, że mówią to, bo muszą, a w gruncie rzeczy chcą nam pozwolić zwiedzić sobie te tereny, szczególnie, że kubolsky powiedział im, że jesteśmy z Poznania i że jedziemy tak, jak nas prowadzi mapa, że wiemy, że za chwilę koniec drogi, ale że będziemy się trzymać tylko i wyłącznie tej drogi i zaraz wracamy. No i pojechaliśmy dalej. Do hałdy. A żeby znaleźć się na jej szczycie trzeba było pokonać jakieś 200 czy 300 metrów podjazdu pod ostrym kątem, w dodatku po luźnej nawierzchni.



Wjazd na szczyt wyssał z nas sporo energii, więc musieliśmy zrobić tam postój na uzupełnienie braków.



A widoki ze szczytu całkiem zacne.





Przed zjazdem Marcin ostrzegł nas, żeby nie zjeżdżać za szybko, bo ciężko się na dole zatrzymać. Sam jednak pognał do przodu; ja nagrywałem go z tyłu, jednak bardzo szybko zniknął z pola widzenia w kurzu i pyle ;)

Po zjeździe z hałdy znów minęliśmy samochód ochrony, pożegnaliśmy się z nimi gestem ręki i pognaliśmy dalej drogą, którą tu dotarliśmy. Pokonaliśmy barierę na drodze i udaliśmy się w drogę powrotną. W pobliskim Słaboszewie odwiedziliśmy sklepik, w którym kupiliśmy zimną wodę (ach, zimna cytrynowa była zbawieniem w tym upale) i lody. Po odpoczynku i napełnieniu brzuchów ruszyliśmy dalej. Marcin wpadł na pomysł, żeby skrócić trasę i znalazł na GPS-ie dość dogodny do tego odcinek. Znów przejeżdżaliśmy przez polne drogi, by po jakims czasie wjechać w lasy. Tam tempo wzrosło, bo wiele razy było z górki i nie było czuć wiatru w twarz. W pewnym momencie, w okolicach Jeziora Oćwieckiego, trafiliśmy na przytulny i malowniczy zajazd, w którym kubolskiego i pana Jurka zachęciło zimne piwo. Zrobiśmy sobie tam więc dłuższy postój.



W międzyczasie odezwał się Bobiko i zadeklarował, że wyjedzie mi naprzeciw w kierunku Trzemeszna, z którego miałem wracać do domu. Ruszyliśmy dalej i kawałek dalej wjechaliśmy na przepiękny, nowiutki, pachnący, prościutki i gładki jak stół asfalt wśród lasów. Prawie zero ruchu, czasem jakiś ciągnik. I jechaliśmy tak przez 10 km. Z całą pewnością muszę tu wrócić rowerem szosowym i poszaleć. Dojechaliśmy do Jeziora Przedwieśnia, nad którym byliśmy niedawno z bobikiem i Marcinem po wycieczce do Wapna i kawałek dalej na skrzyżowaniu pożegnałem się z ekipą, która odbijała w prawo na Gniezno, a ja jechałem na lewo - w kierunku Kruchowa. Wiatr, który dość mocno przeszkadzał nam po wyjeździe z Piechcina, za Kruchowem wyraźnie osłabł. Przed Trzemesznem napisał do mnie bobiko, że jeszcze jest daleko przed Witkowem, bo jedzie gdzieś okrężnymi drogami i spotkamy się na rondzie w Witkowie. Pognałem więc dalej, przez Trzemeszno do samego Witkowa. Tam umówiłem się z bobikiem, że podjedziemy pod Tesco. Poczekałem przez chwilę na niego, po czym okazało się, że Tesco właśnie zamykają, więc skoczyliśmy kawałek dalej do Biedronki. Tam bobiko zanabył energetyki i zaczęły się opowieści z dzisiejszego dnia. Ruszyliśmy w kierunku Wrześni, a w naszę strone ruszyły cieżkie, burzowe chmury.



W zasadzie chciałem, żeby popadało, bo rower trochę by się umył z tego kurzu, a ja bym się schłodził. Niestety nie padało i do Wrześni dojechaliśmy w stanie suchym.


Rower:Kross Dane wycieczki: 170.25 km (21.00 km teren), czas: 11:12 h, avg:15.20 km/h, prędkość maks: 52.20 km/h
Temperatura:32.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 4536 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

#130 | Rajd Gniezno i Skorzęcin na deser

Sobota, 17 sierpnia 2013 | dodano: 17.08.2013 Uczestnicy
Na sobotę zostałem zaproszony przez kolegów z Gniezna na rajd rowerowy. Nie byłem do końca pewny, czy pojadę, jednak pogoda była idealna, a i chęć pośmigania w towarzystwie pojawiła się w sobotę od rana, więc przygotowałem się na wyjazd, założyłem sakwę na sztycę, załadowałem trochę prowiantu i śmignąłem główną trasą z Wrześni do Gniezna. Jechało się dobrze, bo z wiatrem.
Dojechałem do centrum i do rynku, na którym miało się odbyć spotkanie uczestników. Rozglądam się... i zobaczyłem pana Jurka. Po chwili spojrzałem w prawo, a tam Kubolsky - organizator rajdu - stoi samotnie z rowerem i mnie woła :) Przywitaliśmy się i po chwili dojechał MarcinGT. Kilka minut później grupka zaczęła się powiększać, pojawiło się nawet kilka dziewczyn. Zjawił się też znany mi z internetu kalorr, rysujący swoimi przejazdami ciekawe kształty na mapie. Rozpoczęły się rozmowy rowerowe i rozmowy na temat dzisiejszej trasy. W sumie zjawiło się trochę ponad 20 osób.


fot. Andrzej Myszkiewicz

Chwilę przed 12.00 Kuba przemówił... Opowiedział pokrótce o dzisiejszej trasie i planowanym postoju w Czerniejewie, gdzie miał odbyć się mały "piknik". O 12 ruszyliśmy. Początkowo przez park nad jeziorem, potem wyjechaliśmy na drogę serwisową wzdłuż ulicy Poznańskiej, by wyjechać później na drogi polne w kierunku lasów czerniejewskich.




Po drodze rozmawialiśmy i robiliśmy zdjęcia. W końcu wjechaliśmy do lasu. Gdzieniegdzie było trochę mokro, w jednym miejscu była nawet spora kałuża z błotkiem, przez którą trzeba było albo przejechać, albo przeskoczyć razem z rowerem. Gdy wyjeżdżaliśmy z lasu na asfalt w Brzózkach zadzwonił do mnie bobiko i powiedział, że właśnie zmierza w kierunku Czerniejewa na swoim nowym nabytku - 29er Krossa. A my tymczasem dojechaliśmy do pałacu, kubolsky wyjął prowiant - energetyki, izotoniki i batoniki i każdy mógł się poczęstować. Niecałe pół godziny później dojechał Bobiko i wzbudził swoim rowerem zaciekawienie uczestników rajdu.




Kilkanaście minut później ruszyliśmy w dalszą trasę - przez Kąpiel, Nidom i Gębarzewo do Gniezna.



W Gnieźnie kubolsky podziękował wszystkim za przybycie i zadeklarował, że uszukuje kolejną trasę na kolejny rajd. Ludzie się rozjechali, a ja z bobikiem, kubolskym, panem Jurkiem i marcinemGT zaczęliśmy omawiać jutrzejszy wyjazd do Piechcina. Kubolsky się pożegnał i śmignął do domu, a my w czwórkę postanowiliśmy odwiedzić Skorzęcin. Najpierw bobiko chciał nam pokazać swoje miejsce pracy w Gnieźnie, do którego udaliśmy się zaliczając najpierw aptekę, a potem Marcin-przewodnik wyprowadził nas z Gniezna na boczne drogi przez Lubochnię, a potem leśne trasy...



... do samego centrum ośrodka w Skorzęcinie. Tam w jakiś sposób udało nam się dojechać do molo, bo ludzi było jak mrówek w mrowisku. Marcin i pan Jurek pojechali coś zjeść, więc się pożegnaliśmy i z bobikiem skoczyłem na molo. Tam znaleźliśmy ławkę i zrobiliśmy sobie mały odpoczynek umiliany pięknymi widokami panienek.




W końcu trzeba było ruszyć w drogę powrotną, ale czekało nas jeszcze przeciskanie się między ludźmi na głównej alejce ośrodka. Oj, ciężko było. W końcu jednak udało się wyjechać i razem ze sznurami samochodów dojechaliśmy do Wrześni.
Rower:Kross Dane wycieczki: 126.15 km (28.00 km teren), czas: 08:30 h, avg:14.84 km/h, prędkość maks: 42.50 km/h
Temperatura:29.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 3361 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

#129 | Bez celu, bez sensu

Piątek, 16 sierpnia 2013 | dodano: 16.08.2013
Jakoś nie miałem pomysłu na dzisiejszą jazdę. Nawet ochoty jakiejś szczególnej nie było. No ale nie można było zmarnować dnia, więc w końcu ruszyłem tyłek, wziąłem rower i pokręciłem się trochę po Wrześni, w szczególności po parkach i nad zalewem - z jednej i z drugiej strony. Później naszła mnie ochota na jazdę do Witkowa. Wyjechałem na Witkowską, spojrzałem na zegarek... i stwierdziłem, że gdybym teraz pojechał do Witkowa, to nawet nie zatrzymując się tam i jadąc od razu z powrotem, dotarłbym po zachodzie słońca, a nie miałem ochoty jechać po ciemku. W Gutowie skręciłem więc z głównej drogi i bocznymi drogami udałem się do Birzeglina, gdzie przeciąłem trasę 92 Września-Słupca i pojechałem do Gozdowa przez Sołeczno. Znów stwierdziłem, że mieszkam tu tyle lat i tyle lat jeżdżę rowerem, a pewien fragment dzisiejszej trasy widziałem pierwszy raz. Wróciłem do Wrześni i pojechałem jeszcze raz nad zalew, po czym wróciłem do domu.
Rower:Kross Dane wycieczki: 44.10 km (6.00 km teren), czas: 02:27 h, avg:18.00 km/h, prędkość maks: 39.10 km/h
Temperatura:22.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1175 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#128 | Żerków z szosowcami

Czwartek, 15 sierpnia 2013 | dodano: 15.08.2013 Uczestnicy
Na dziś byliśmy umówieni z Mateuszem - szosowcem, aby obejrzeć sobie jego rower. Spotkanie miało odbyć się o 9.00 w okolicach Żerkowa. Bobiko też się podłączył do wyjazdu, więc umówiliśmy się na 7.15 w Nowej Wsi Królewskiej. Ostatecznie z Nowej Wsi wyjechaliśmy po 7.30. Jechałem szosówką, bo Mateusz też sobie chciał ją obejrzeć. Jechało się całkiem przyjemnie, bo o tej porze było jeszcze mało samochodów na trasie. Było jednak chłodno i byliśmy ubrani w długie rękawy. W okolicach Pyzdr zaczęły sie już pojawiać ciężarówki na drodze. Bobiko na chwile stanął na pyzderskim moście, aby zrobić standardowe zdjęcie, a ja poczekałem na niego za mostem. Kawałek dalej skręciliśmy z głownej drogi w prawo na Rudę Komorską, a potem w lewo na Komorze i tym samym znaleźliśmy się na trasie Mateusza i zaczęliśmy go wypatrywać. Po niedługim czasie zadzwonił do mnie i powiedział, że jest z kolegą na rynku w Żerkowie. Umówiliśmy się więc, że wyjadą w naszą stronę. Po kilku kilometrach się spotkaliśmy i pojechaliśmy do Żerkowa. Tam na rynku zamieniłem się rowerem z Grzegorzem (on miał szosową Meridę) i przejechaliśmy się kawałek. Bobiko z Mateuszem czekali w tym czasie na rynku. Potem przejechałem się Mateuszowym Giantem. Po chwili dołączył do nas kolejny szosowiec - kolega Mateusza i w piątkę ruszyliśmy w kierunku punktu widokowego. Chłopacy nie chcieli się tam zatrzymywać, więc po krótkim pożegnaniu rozstaliśmy się w tym miejscu, a ja z Bobikiem udaliśmy się na punkt widokowy aby coś przekąsić. Stamtąd po kilku kilometrach wjechaliśmy na tę samą trasę, którą przyjechaliśmy i dojechaliśmy nią do Nowej Wsi, gdzie się rozstaliśmy z Bobikiem i pojechaliśmy do siebie.
Rower:Santini Dane wycieczki: 84.76 km (0.00 km teren), czas: 04:59 h, avg:17.01 km/h, prędkość maks: 66.30 km/h
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2258 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#127 | Skorzęcin i trójkąt wieczorowo

Poniedziałek, 12 sierpnia 2013 | dodano: 12.08.2013
Po południu znów naszła mnie ochota na speed. Wiało z płd. zachodu, więc powrót z tamtego kierunku oznaczał jazdę najpierw do Środy Wlkp., co nie bardzo mi się uśmiechało ze względu na tragiczną nawierzchnię. Postanowiłem więc na miejsce jechać z wiatrem, a wracać pod wiatr, czyli... do Skorzęcina. Wziąłem szosówkę i ruszyłem. Jechało się świetnie. Od Wrześni, właściwie od samego domu, do Witkowa przejechałem ze średnią 34 km/h. Do samego Skorzęcina miałem średnią jazdy 33,3 km/h. W Skorzęcinie dużo mniej ludzi niż zwykle, bo chłodniej się zrobiło. O ile jeszcze promenadą ktoś jeszcze się szwendał, a miejscami nawet trzeba się było przeciskać, o tyle na molo prawie pusto. Na jeziorze fale, a w wodzie tylko kilka osób. Plaże prawie puste.




Usiadłem na chwilę na ławce, powdychałem świeżego powietrza znad wody i udałem się w drogę powrotną. Gdy wyjechałem z lasu skorzęcińskiego nad głową przeleciał mi wojskowy transportowiec, który właśnie sobie zawracał i leciał z powrotem nad Powidz. Leciał naprawdę bardzo nisko. Gdzieś między wsią Skorzęcin a wiatrakiem spojrzałem w lewo i zobaczyłem, że transportowiec zawrócił i leci wprost na mnie, nadal na niskim pułapie, a za nim ciągnie się ciężki ogon czarnych spalin.



Zatrzymałem się i zacząłem robić zdjęcia. Przeleciał dokładnie nad moją głową i znów nawrót nad Powidz.




Ruszyłem dalej. Mimo wiatru w paszczę jechało się całkiem znośnie. Przeleciałem szybko przez Witkowo i dość sprawnie pokonałem też dalszą część trasy, szczególnie, że ruch samochodowy był znikomy. We Wrześni pojechałem na chwilę do domu, żeby uzupełnić wodę w bidonie, zjadłem banana, założyłem lampki do rowera i pojechałem na standardowy objazd - trójkąt. Najpierw do Nekli trasą K92, potem serwisówką i dalej do Czerniejewa. Tam już musiałem włączyć oświetlenie, bo w lesie było dość ciemno, a zanim dojechałem do Wrześni słońce zdążyło zajść. Dojechałem do domu około 21.30.
Rower:Santini Dane wycieczki: 98.86 km (0.00 km teren), czas: 04:08 h, avg:23.92 km/h, prędkość maks: 45.80 km/h
Temperatura:24.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2634 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#126 | Promno i okolice

Niedziela, 11 sierpnia 2013 | dodano: 11.08.2013 Uczestnicy
Decyzja o dzisiejszej trasie była szybka - park krajobrazowy Promno. Dawno tam nie byłem, a chciałem zrobić serwis mojego kesza, który jest tam ukryty. Kontakt SMS-owy z Bobiko potwierdza, że jedziemy w dwójkę. Po przygotowaniu udałem się do niego i ruszyliśmy bokami w kierunku Nekli - przez Targową Górkę. Zapowiadano na dziś przelotne opady i z pierwszym spotkaliśmy się już na początku trasy - na szczęście krótkim i całkiem przyjemnym. W Nekli wyjechaliśmy na trasę K92 i dojechaliśmy do Siedla, gdzie na chwilę zatrzymaliśmy się nad stawem rybnym. Od zachodu nadciągnęły granatowe chmury, więc w razie czego mogliśmy ukryć się pod kładką kawałek dalej. Chmury przeszły jednak bokiem i mogliśmy ruszyć dalej. Kolejny przelotny deszczyk spotkał nas przed Kostrzynem. W Kostrzynie zjechaliśmy do miasta, do Biedronki, gdzie zrobiliśmy małe zakupy - wodę, energetyki i jakieś przekąski, po czym przecięliśmy K92 i znaną nam już trasą przez Glinkę Duchowną - częsciowo drogami, częsciowo przez pola - dojechaliśmy do parku. Tam niestety asfalt jest w tak opłakanym stanie, że jeśli w zeszłym roku jeszcze dało się tam fajną prędkością zjechać w dół, tak teraz, jeśli nie ma się roweru w pełni amortyzowanego, trzeba praktycznie jechać na hamulcu, bo można go rozwalić... Dodatkowo było na tym odcinku bardzo mokro, we wszystkich tych wyrwach w asfalcie stała woda. Musiało tu nieźle lać. Zjechaliśmy w najniżej położony punkt odcinka, w którego okolicach mam skrzynkę, zrobiłem jej serwis, pstryknęliśmy kilka zdjęć, zjedliśmy przekąski i ruszyliśmy dalej - pod górę w kierunku Pobiedzisk. Tam tylko przejazd przez miasto i od razu kierunek Wierzyce. Jechało się fajnie, bo większość trasy od Pobiedzisk była z wiatrem. W Wierzycach obowiązkowo zatrzymaliśmy się na czerwonym dywaniku na wiadukcie nad S5, gdzie jakiś pomysłowy Dobromir postanowił odkręcić panel latarni ulicznej i zostawić na wierzchu wszystkie kable. Ależ tam wiało na tym wiadukcie... Zjechaliśmy z niego, odbiliśmy kawałek w prawo, bo chciałem pokazać Kubie gospodarstwo agroturystyczne, które tam niedawno znalazłem i pojechaliśmy do Czerniejewa. Po drodze przypomniało mi się, że miałem tu ostatnio zwiedzić las i punkt czerpania wody, więc postanowiliśmy zrobić to teraz. Ciekawy byłem tylko jak będzie wyglądała leśna droga po opadach. Na szczęście nie było tak źle, przynajmniej na początku, choć musiałem jechać dość wolno, bo mokra ziemia z duktu kleiła się do opon, a te rzucały tym syfem po całej ramie i wyczyszczonym dziś napędzie. Z tyłu na szczęście miałem założony błotnik. Jedziemy w tym lesie i jedziemy, a punktu czerpania wody nie ma. Zaczęliśmy się zastanawiać czy już go nie minęliśmy, aż tu nagle patrzymy - jest! W końcu! Fajny punkt, z drewnianym pomostem, na który weszliśmy i przycupnęliśmy na kilka minut. Potem ruszyliśmy dalej, niestety dużo bardziej mokrym odcinkiem, w jedynym miejscu trzeba było przejechać przez głęboką, błotną kałużę. Na szczęście nie zapadłem się do obręczy tak jak jakiś czas temu w Dusznie. O dziwo, napotkaliśmy kawałek dalej jakiś rezerwat przyrody Bielawy. Dość malowniczy lasek, trzeba przyznać. W końcu wyjechaliśmy z lasu w Goraninie i asfaltową drogą dojechaliśmy do Czerniejewa. Myślałem, żeby do Wrześni skoczyć przez Neklę, ale robiło się późno, a nam chciało się jeść. Tak więc najkrótszą drogą dojechaliśmy do Wrześni, przed którą Bobiko złapał wiatr w żagle i postanowił mi uciec. Przejechaliśmy wzdłuż zalewu, potem przez park, zatrzymaliśmy się na chwilę na rynku i udaliśmy się do domów.
Rower:Kross Dane wycieczki: 86.47 km (12.00 km teren), czas: 05:57 h, avg:14.53 km/h, prędkość maks: 49.20 km/h
Temperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2303 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#125 | Szosowo wieczorowo - znów kokardka

Sobota, 10 sierpnia 2013 | dodano: 10.08.2013
I znów przyszedł czas na szosówkę. Pod wieczór wyjechałem w kierunku Słupcy i przed Wólką skręciłem w prawo na Graboszewo. W tamtych rejonach obszczekał mnie jakiś kundelek. Chciałem sie z nim zaprzyjaźnić, ale nie miał ochoty i nie przyszedł do mnie. Cóż, pojechałem więc dalej. Wróciłem do Wrześni przez Gozdowo, pojechałem na chwilę do domu uzupełnić wodę i wyjechałem na standardowy trójkąt z Neklą jako pierwszą. Gdy wróciłem do domu, to zaczynało się już ściemniać.
Rower:Santini Dane wycieczki: 70.34 km (0.00 km teren), czas: 02:48 h, avg:25.12 km/h, prędkość maks: 40.40 km/h
Temperatura:22.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1874 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#124 | Leśno-asfaltowa przejażdżka wieczorna

Czwartek, 8 sierpnia 2013 | dodano: 08.08.2013 Uczestnicy
Popołudniowa drzemka, potem SMS do Bobiko czy jedzie na jakiś mały objazd. Tak. No to śmigamy. Po niecałej godzinie spotkaliśmy się koło Orlena we Wrześni, pojechaliśmy przez Małpi Gaj w kierunku zalewu, przez tamę na Czerniejewską, a potem w kierunku Czerniejewa. W lesie skręciliśmy w kierunku punktu czerpania wody i zaczęliśmy walczyć z kałużami na leśnym dukcie. Jakoś jednak udało się przejechać "nieubłoconą oponą" do pierwszego skrzyżowania, na którym skręciliśmy w prawo, w kierunku leśniczówki. Dojechaliśmy tam dosyć szybkim tempem i ruszyliśmy w kierunku Nekli. Robiło się już ciemno. Ruch był mały, więc jechało się całkiem przyjemnie. Dojechaliśmy do Nekli, przejazd przez centrum i serwisówką w kierunku Wrześni. Kubie padły akumulatory w przedniej lampce, więc gdy dojechaliśmy do Wrześni, skoczyliśmy do Tesco po baterie. Po zakupach rozstaliśmy się na Kaliskiej.
Rower:Kross Dane wycieczki: 41.00 km (7.00 km teren), czas: 02:27 h, avg:16.73 km/h, prędkość maks: 42.60 km/h
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1092 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#123 | Szosowo przed Skojem

Środa, 7 sierpnia 2013 | dodano: 07.08.2013 Uczestnicy
Po pracy skontaktowałem się z Bobikiem i zapytałem, czy gdzieś śmiga. Okazało się, że zmierza w kierunku Skorzęcina, więc umówiliśmy się, że ja też pojadę w tamtym kierunku i spotkamy się gdzieś między Witkowem a Skojem. Tak też się stało - spotkaliśmy się niedaleko wiatraka. Zawróciłem i dojechaliśmy do Witkowa, gdzie odwiedziliśmy Tesco i wypiliśmy po energetyku. Stamtąd ruszyliśmy na Wólkę. Po ostatnich upałach, kiedy jechałem tamtym odcinkiem, obawiałem się, że dziś znów będzie tam luźna smoła, ale na szczęście nie było tak źle. Dojechaliśmy do Wólki, stamtąd kawałek główną trasą na Wrześnię i odbiliśmy w lewo w kierunku Graboszewa. Po drodze zatrzymaliśmy się, żebym zaprzyjaźnił się z kolejnym małym pieskiem i pojechaliśmy dalej. Z Graboszewa myk do Młodziejewic, dalej Gozdowo i Września.
Rower:Santini Dane wycieczki: 67.23 km (0.00 km teren), czas: 03:00 h, avg:22.41 km/h, prędkość maks: 57.20 km/h
Temperatura:35.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1791 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)