Rowerowy uziel75blog rowerowy

avatar uziel75

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(18)

Moje rowery

Marvil 2023 km
Santini 2609 km
Merida 45 km
Kross 48632 km
Kellys 39549 km
Esker 22563 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy uziel75.bikestats.pl

Archiwum

Linki

#142 | Bez pomysłu czyli gdzie? Tak, Skorzęcin.

Czwartek, 5 września 2013 | dodano: 05.09.2013
Dziś był brak pomysłu na jazdę. Chodziło mi kilka różnych rzeczy po głowie, ale żadna opcja nie chciała wygrać. W końcu zobaczyłem w tv fragment Vuelty, więc nabrałem ochoty na szosówkę i na w miarę spokojną trasę, więc padło na Skorzęcin.
Wyruszyłem po obiedzie, troszkę pod wiatr. Dojechałem w miarę sprawnie. W Skorzęcinie nareszcie spokój i cisza... Niestety jest też minus - nie ma dziewczyn :( Posiadziałem chwilę na molo, upajając się ciszą i pięknym wyglądem tafli jeziora, po czym ruszyłem na Wrześnię.



Słońce zachodziło, a ja jechałem dokładnie pod to słońce, więc niewiele przed sobą widziałem. Na szczęście był to niezbyt długi odcinek. Dojechałem do domu bez przygód.
Rower:Santini Dane wycieczki: 62.38 km (0.00 km teren), czas: 02:24 h, avg:25.99 km/h, prędkość maks: 39.60 km/h
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1662 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(3)

#141 | Z Gnieźnianami

Wtorek, 3 września 2013 | dodano: 03.09.2013 Uczestnicy
Miałem dzisiaj nie jeździć, tylko walnąć drzemkę i wieczorem pójść do kina, ale odezwał się Kubolsky z pytaniem, czy spotkamy się na rynku we Wrześni, bo on, marcin i micor zmierzają w tę stronę. Zgodziłem się, przygotowałem rower i wyjechałem. Spotkaliśmy się, zabrałem chłopaków najpierw na objazd zalewu wrzesińskiego, a potem na tor MTB do Małpiego Gaju. Tam skontaktowałem się z bobkiem i ustaliliśmy, że zaraz do nas dołączy od strony Białężyc. Wyjechaliśmy w jego stronę i zaczekaliśmy w Białężycach. Bobiko dojechał, ja pożegnałem się z ekipą i wróciłem do domu, żeby zdążyć do kina, a bobiko przejął Gnieźnian i wyprowadził na trasę do Czerniejewa.
Rower:Kross Dane wycieczki: 13.80 km (2.50 km teren), czas: 01:22 h, avg:10.10 km/h, prędkość maks: 37.80 km/h
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 367 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#140 | Zmaganie z wiatrem

Niedziela, 1 września 2013 | dodano: 01.09.2013
Strasznie dzisiaj wiało, ale było też i trochę słońca, więc nie można było siedzieć w domu. Pojechałem najpierw na rynek, na którym był pokaz orkiestr dętych, a potem na objazd zalewu. Zastanawiałem się czy jechać gdzieś dalej, bo groźnie wyglądających chmur było coraz więcej. Zaryzykowałem i pojechałem pod wiatr trasą K92 w kierunku Poznania. Dojechałem serwisówką do Nekli i postanowiłem kontynuować jazdę, choć na niebie robiło się coraz ciemniej.







Zaliczyłem Siedlec i okolice kościoła i zawróciłem do Wrześni. Nie muszę chyba mówić, że z powrotem jechało się miodnie - wiaterek pracował dla mnie.
Na parkingu przy motelu w Podstolicach stały 4 ciężarówki transportujące jakieś wielkie elementy, wyglądające na most.



Dojechałem do Wrześni, przejechałem jeszcze wzdłuż zalewu i wróciłem do domu.
Przekroczyłem dziś 8000 km.
Rower:Kross Dane wycieczki: 52.36 km (2.50 km teren), czas: 03:01 h, avg:17.36 km/h, prędkość maks: 48.20 km/h
Temperatura:19.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1395 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

#139 | Kręcenie się po okolicy

Sobota, 31 sierpnia 2013 | dodano: 31.08.2013
Wyjechałem po południu na objazd Wrześni - przede wszystkim parków i zalewu - i okolic. Dziś był dzień zagadywania dziewczyn. Niestety - 5 prób zakończyło się fiaskiem.
Rower:Kross Dane wycieczki: 23.69 km (4.00 km teren), czas: 02:21 h, avg:10.08 km/h, prędkość maks: 38.40 km/h
Temperatura:21.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 631 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#138 | Poranne grzyby

Sobota, 31 sierpnia 2013 | dodano: 31.08.2013
Podobno w lasach są już grzyby. Wstałem więc rano, wskoczyłem w rowerowe ciuchy, nasmarowałem się specyfikiem przeciwko komarom i kleszczom i udałem się do lasu. Łaziłem, łaziłem i nie widziałem żadnych grzybów. Strasznie sucho w tym lesie. Nagle patrzę - sromotnik. A więc jednak coś tu rośnie. Potem jeszcze jeden trujący. Pół godziny później mi się znudziło i postanowiłem wrócić do domu. Wychodzę z lasu, a tu na brzegu rosną sobie 3 sowy. W domu niestety okazało się, że były robaczywe.
Rower:Kross Dane wycieczki: 17.20 km (1.50 km teren), czas: 01:25 h, avg:12.14 km/h, prędkość maks: 35.00 km/h
Temperatura:19.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 458 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#137 | Leśnie i parkowo

Środa, 28 sierpnia 2013 | dodano: 28.08.2013 Uczestnicy
Wyjechałem sobie dziś po południu głównie po to, żeby obejrzeć sobie mostek nad Wrześnicą, o którym mówił mi kolega z pracy. Pojechałem więc w okolice Marzelewa, w lesie przypadkowo przestraszyłem parkę, która nie słyszała, że się do nich zbliżam.
Mostek całkiem fajny i... niebezpieczny. Nie wiem czy odważyłbym się po nim przejść.



Wróciłem do Wrześni, do której miał dojechać bobiko, ale znów jakieś sprawy go zatrzymały. Pojechałem więc na objazd Słomowa i Sokołowa, klnąc po drodze na jakość dróg. Wróciłem znów na tamę, gdzie miałem się spotkać z bobiko.



W końcu dojechał i pojechaliśmy do lasu, bo chciałem mu pokazać ten mostek. Zrobiło się już ciemno, więc las musieliśmy pokonać na światłach, a mostek bobiko fotografował już przy świetle mojej latarki. Wróciliśmy do Wrześni i pojechaliśmy do Tesco, gdzie bobiko chciał kupić żarówkę do samochodu. Po zakupach wróciliśmy do domów.
Rower:Kross Dane wycieczki: 39.06 km (12.00 km teren), czas: 03:16 h, avg:11.96 km/h, prędkość maks: 39.80 km/h
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1040 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

136 | Szosowa eLka

Wtorek, 27 sierpnia 2013 | dodano: 27.08.2013
Trzeba było przetestować dzisiaj nowe rękawki rowerowe. Pogoda do tego była idealna, bo w okolicach 20 stopni, wieczór, więc temp. niebawem zacznie spadać. Wziąłem więc szosówkę i pognałem w stronę Nekli - najpierw trasą K92, a potem serwisówką. Jechałem niby z wiatrem, ale nie czułem, żeby coś mnie pchało. Czyżby już się wyłączył? Potem wykręciłem na Czerniejewo i w lesie też jakoś dziwnie się jechało - niby osłonięte drzewami, a czułem jakiś dziwny opór na sobie. Dojechałem do Czerniejewa i... stwierdziłem, że nie chce mi się jechać dziurawą drogą Czerniejewo-Września, w dodatku przez te pola z fruwającym robactwem, więc przejechałem sobie przez całe Czerniejewo i wróciłem na trasę w kierunku Nekli. Tam znów na serwisówkę i wróciłem do Wrześni.
Rower:Santini Dane wycieczki: 47.01 km (0.00 km teren), czas: 01:50 h, avg:25.64 km/h, prędkość maks: 45.10 km/h
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1252 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#135 | Mroczny trójkąt

Poniedziałek, 26 sierpnia 2013 | dodano: 26.08.2013 Uczestnicy
Po poobiedniej drzemce trzeba było się gdzieś ruszyć. Skontaktowałem się z bobikiem i zaproponowałem wieczorny trójkąt, z możliwym przejazdem przez Marzelewo. Spotkaliśmy się na skrzyżowaniu Wrocławskiej i Fromborskiej dość późno, bo o 19.30, pół godziny przed zachodem słońca, ale postanowiliśmy zgodnie ze wcześniejszym planem śmignąć przez las. Najpierw park, potem wzdłuż zalewu i do lasu przy Country Clubie. W lesie był już półmrok i trzeba było uważać na początkowym odcinku, żeby nie wpaść niespodziewanie w jakiś luźny piach, który ciężko było dostrzec. Za osadą w Marzelewie drzewa się zagęściły i przez to było jeszcze ciemniej, więc trzeba było uruchomić przednie działa fotonowe. Jechało się bardzo fajnie, bo nie było już żadnego robactwa w powietrzu, powietrze było rześkie, z temp. poniżej 20 stopni. Zatrzymaliśmy się po drodze przed przechodzącymi przez drogę dzikami, potem na małe zdjęcie na polanie. Przejechaliśmy koło leśniczówki, wyjechaliśmy na asfalt, którym śmignęliśmy do Nekli, a stamtąd serwisówką do Wrześni. Rozstaliśmy się standardowo na skrzyżowaniu na Daszyńskiego.
Rower:Kross Dane wycieczki: 36.38 km (10.00 km teren), czas: 02:10 h, avg:16.79 km/h, prędkość maks: 39.10 km/h
Temperatura:18.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 969 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#134 | Spotkanie w Skorzęcinie

Niedziela, 25 sierpnia 2013 | dodano: 25.08.2013 Uczestnicy
Poranne posiedzenie na fejsie zaowocowało uzgodnienem z kubolskim, że spotkamy się dziś w Skorzęcinie, bo z Gniezna jedzie on, Marcin, pan Jurek, a nawet Nataliza. Zapowiedzieli, że startują o 11.00 i 12.30-13.00 powinni być na miejscu. Ja w tym czasie skontaktowałem się z bobikiem, który zapowiedział, że za 20 minut będzie we Wrześni z kolegą i ruszamy na Skorzęcin. Oczywiście przyjechał później niż zapowiadał, z jakimś nowym kolegą na jego starym rowerze. Po drodze zgarnęliśmy jeszcze Jasia. Ruszyliśmy pod wiatr i to konkretny. Tempo było żółwie, czas uciekał, a do godziny spotkania było coraz bliżej. Za Grzybowem postanowiłem zostawić towarzystwo i samemu pognać na spotkanie Gnieźnian. 2 km przed Witkowem zadzwonił kubolsky z pytanie gdzie jesteśmy, bo oni już dojechali. Odpowiedziałem, że za pół godziny dojadę i śmignąłem dalej, walcząc z wmordewindem. Dojechałem po 33 minutach, przecisnąłem się jakoś przez niedzielnych spacerowiczów na głównej alejce i spotkałem ekipę koło fontanny przed plażą. Zaczęły się rozmowy. Bobiko z kolegami dotarł po jakimś czasie i zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.



Z powrotem dołączyłem się do ekipy gnieźnieńskiej, która zapowiedziała jazdę do Witkowa, bo chciałem trochę poszaleć z wiatrem w plecy, natomiast bobiko, Artur i Jasiu zostali jeszcze w ośrodku. Spodziewałem się, że sprawni Gnieźnianie będą chcieli również trochę poszaleć, ale okazało się, że były wśród nich słabsze osobniki i tempo było mizerne.


Honoru bronił kubolsky, który przez jakiś czas dotrzymywał mi kroku na czele grupy. Nawet Marcin stwierdził, że brak mu dziś krzepy. W Witkowie pożegnaliśmy się koło kościoła i Gnieźnianie pojechali w swoją stronę, a ja w ciągu 32 minut dojechałem od ronda w Witkowie do przejazdu kolejowego we Wrześni. Nieźle.
Rower:Kross Dane wycieczki: 62.32 km (0.00 km teren), czas: 04:02 h, avg:15.45 km/h, prędkość maks: 47.80 km/h
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1660 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#133 | Kruszwica

Sobota, 24 sierpnia 2013 | dodano: 24.08.2013 Uczestnicy
Dzisiejsza wycieczka miała się rozpocząć spotkaniem w (na?) Krzyżówce o 8.30. Zapowiadano na dziś słońce i 21 stopni. Obudziłem się o 6, bo o 7 miał być wyjazd z Wrześni z Bobikiem, spojrzałem przez okno, a tam niebo całkowicie zachmurzone. Hmmm, dziwne. Spojrzałem na telefon i zobaczyłem SMS-a od bobiko sprzed 10 minut - znaczy obudził się. Zjadłem śniadanie, uszykowałem się, spojrzałem przez okno, a tam... mgła! Skąd ona się wzięła? Hmmm, może być ciekawie. O 7 wyszedłem z domu. Okazało się, że bobiko miał spóźnienie 15 minut, więc trzeba było trochę podkręcić tempo, żeby nie spóźnić się na spotkanie.



Całą drogę do Witkowa, czyli na północny wschód mieliśmy pod wiatr. Mgła jakoś nie chciała ustąpić, miejscami wydawało się, że robi się bardziej gęsta. Na chwilę na niebie zamajaczyła zza mgły tarcza słońca, ale po chwili już jej nie było. Na horyzoncie zrobiło się ciemno, jakby miało zaraz zacząć padać, a z drzew zaczęła kapać na drogę woda i tworzyć małe kałuże. Mgła zaczęła się nawet skraplać na kasku i kapać na twarz i okulary, które niebawem trzeba było zdjąć, bo na nich też osadziła się woda. Mięśnie jeszcze spały i nie chciały kręcić tymi pedałami, ale jakiś dokulaliśmy się do Witkowa, przejechaliśmy przez nie i udaliśmy się trasą na Trzemeszno. Po drodze ledwo było widać wiatrak.



Gdzieś przy horyzoncie chmury były rzadsze (a może mgła była rzadsza).


Dotarliśmy na Krzyżówkę 2 minuty po czasie. Czekały tam już 3 osoby. Przywitaliśmy się i po chwili zobaczyliśmy wyłaniających się z lasu Gnieźnian, uwalanych błotem z mokrego leśnego duktu. Spieszyli się, bo też mieli lekkie opóźnienie.



Ruszyliśmy pełną 10-osobową grupą w kierunku Gaju. Najpierw asfalt, niedługo potem piaszczysty dukt leśny.



Prowadzący narzucili dość spore tempo, a teren stawał się coraz trudniejszy i zaczął obfitować w podjazdy i zjazdy.



Prawie jak ruiny w Trzęsaczu: ;)


Gdy opadła mgła i słońce na dobre zagościło na niebie, zrobiło się na tyle ciepło, że trzeba było zrobić postój i zmienić garderobę. Była też okazja na rozmowy o kamerce GoPro Błażeja, którą miał zamiar udokumentować dzisiejszy przejazd.



A tu bobiko wraca z ubikacji ;)


Ruszyliśmy dalej i po jakimś czasie minęliśmy wieś Kamionek, za którą było ostry zjazd. Na jego końcu mieliśmy przejechać pod wiaduktem kolejowym, ale w tym miejscu Sebek - nasz dzisiejszy pilot - zakomunikował, że tu skręcamy w lewo i musimy dostać się na tory kolejowe. Trzeba było więc wspiąć się ze sprzętem na dość wysoki i stromy nasyp kolejowy.


fot. by MarcinGT

Na torach okazało się, że od czasu ostatniej wizyty Sebka w tym miejscu wyrosło na nich sporo chwastów.



No ale cóż, skoro trasa była tak zaplanowana, to jakoś trzeba jednak sobie poradzić. Ruszyliśmy więc środkiem torowiska, po podkładach, które na początku mocno trzęsły, dalej na szczęście były zasypane tłuczniem, za to im dalej, tym bardziej gęsta stawała się roślinność. W niektórych miejscach sięgała nam prawie do ramion, a były przy tym bardzo gęsta. Wszyscy zastanawiali się jak przeżyją to rowery.



Gdy roślinność się przerzedziła, można było wyjąć z napędu zielonych nieproszonych gości.


fot. by Bobiko

No i dotarliśmy do naszego pierwszego celu - nieczynnego mostu kolejowego nad Małą Notecią w miejscowości Marcinkowo.



Okazało się, że ukryty jest w tym miejscu kesz, do którego kubolsky wpisał wszystkich keszowiczów z naszej dzisiejszej grupy.



Jako pierwszy przez most przeszedł Sebek, który był tu już wielokrotnie, po nim Marcin postanowił sprawdzić wrażenia jakie towarzyszą przejściu przez most. Na razie bez rowerów.



A most i to, co pod nim, naprawdę robi wrażenie.



W końcu trzeba było się przeprawić na drugą stroną. Zgłosiłem się jako pierwszy.


fot. by SebekFireman

Na środku trzeba było się zatrzymać na małą sesję zdjęciową :)





Do końca mostu jeszcze tyle:


Po przejściu przez most zaczaiłem się z aparatem z drugiej strony i fotografowałem i filmowałem resztę ekipy.



Sebek zszedł na dół i zrobił nam zdjęcie.


fot. by SebekFireman

Gdy już wszyscy byli po drugiej stronie, zrobiliśmy przerwę na lunch. Niektórzy (w tym i ja) postanowili sobie pochodzić jeszcze po moście i pofotografaować.





Fajnie tam było, ale trzeba było w końcu ruszyć w dalszą drogę. Jeszcze kilkadziesiąt metrów torami, a potem zejście na czyjeś pole i dojazd do utwardzonej drogi.


fot. by SebekFireman

Humory dopisywały. Na zdjęciu kubolsky.


Dojechaliśmy do Strzelna, w którym przystanęliśmy na rynku.

fot. by Kubolsky

Później przejechaliśmy obok kościoła, który był kolejnym punktem wycieczki.


Dalej już asfaltowytmi drogami dojechaliśmy do głównego celu - Kruszwicy. Chwilę później byliśmy już na parkingu przy Mysiej Wieży...



...i przy Jeziorze Gopło.



Wjechaliśmy na wzniesienie, na którym stoi wieża, część ekipy poszła kupić bilety na wieżę i udała się na jej szczyt, część została na dole i konsumowała drugie lub trzecie już dziś śniadanie.







Koledzy na szczycie wieży.




Przyszedł czas na instagramy i fejsbuki.




A takie widoki roztaczają się ze szczytu wieży:

fot. by Bobiko

Prawie cała ekipa pod wieżą:


Chwilę później spotkaliśmy sporą grupę rowerową z Konina, z którą po krótkiej rozmowie sfotografowaliśmy się u podnóża wieży.

fot. by rowerzysta z Konina/aparat SebkaFiremana

Pożegnaliśmy się z nimi, by po chwili znów się spotkać pod pobliskim marketem.



Spędziliśmy tutaj dłuższą chwilę - na zakupach i na konsumowaniu lodów z budki. Ruszyliśmy dalej i kawałek za Kruszwicą przejechaliśmy przez następny most.


fot. by Bobiko

Po chwili byliśmy w miejscowości Kobylniki, gdzie można zatankować na takiej stacji benzynowej.


Wjechaliśmy do pobliskiego parku, w którym znajduje się taki oto zameczek.


I kolejny miły odcinek asfaltowy.


Po przejechaniu kolejnych kilku miejscowości, w Rzadkwinie trafiliśmy na następny ostry zjazd nad Jezioro Pakoskie.


Przejechaliśmy przez Krzyżannę...


...i dojechaliśmy do kolejnego jeziora - Bronisławskiego, gdzie znów wjechaliśmy na piaszczyste drogi. Kilka km dalej Sebek wprowadził nas znów w jakąś boczną, bardzo wąską ścieżkę wśród drzew i nad dość stromym urwiskiem, która doprowadziła nas do następnego celu podróży: nieczynnego mostu nad tym samym Jeziorem Bronisławskim.







Wspomniane wyżej jezioro:


...i jeszcze raz most w całej okazałości.


Ruszyliśmy dalej - trzeba było pokonać znów tę samą wąską ścieżkę, żeby dostać się do drogi. Na tejże drodze spojrzałem na swoją korbę z góry, w czasie jazdy i zobaczyłem, że jakoś dziwnie zachowuje się największa tarcza - jakby się skrzywiła. Może przez jazdę po tym zielsku? Może coś się gdzieś dostało do napędu, może w coś uderzyłem tarczą? Patrzę na tarczę pośrednią - obraca się prosto. No cóż, trzeba będzie zdjąć w domu i spróbować wyprostować.
Jedziemy dalej i mijamy kolejne miejscowości: Goryszewo, Bystrzyca i dojeżdżamy nad Jezioro Mogileńskie, gdzie Sebek znów sprowadza nas z głównej drogi na jakieś pole. Po chwili okazuje się, że za gęstymi drzewami znajduje się kolejny most nad jeziorem.



Na szczyt tego mostu postanawia wejść Marcin...


...a po chwili również Błażej.




Sebkowi na początku nie udało się wejść, podobnie jak panu Jurkowi:


Pod mostem przepływała sobie jakaś parka.



Do dwójki śmiałków dołączył po chwili trzeci - Sebek - który wszedł na most z drugiej strony i zrobił im zdjęcie.

fot. by SebekFireman

Zrobił też zdjęcie mnie i bobikowi ze szczytu mostu.


Najlepsze jednak ujęcia zrobił Błażej swoim GoPro:


fot. by Jubilat2


fot. by Jubilat2


fot. by Jubilat2


fot. by Jubilat2

Wróciliśmy na trasę, dojechaliśmy do Żabna i po chwili do Wylatowa, gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę przy sklepie w celu uzupełnienia zapasów. Pojechaliśmy dalej i znaleźliśmy się w okolicach Jeziora Popielewskiego. Na chwilę stanął pan Jurek, bo myślał, że ma jakąś awarię roweru, ale na szczęście nic się nie stało. Jednak mój napęd z kolei zaczął się dziwnie zachowywać. Tarcza wyglądała na bardziej zgiętą. WTF? Przełączyłem na środkową, a ta także rzuca się na boki. Myślę co jest grane. I po niedługim czasie zaświtało mi, co się może dziać z korbą - przecież wczoraj ją rozbierałem. Czyżbym za słabo przykręcił śruby mocujące zębatki? Zatrzymałem się, sprawdziłem i faktycznie - wszystkie cztery (!!!!) się odkręciły. Cud, że nie do końca i że nie pogubiłem nakrętek. Wiele razy w wielu rowerach rozkręcałem korby i nigdy nie zdarzyło mi się, żeby mi się samoistnie rozkręciły. No ale dzisiejsza trasa była bardzo wymagająca, było sporo mocnych wstrząsów przy dużych prędkościach, więc faktycznie mogło takie coś się stać. W międzyczasie wróciła do mnie cała ekipa, żeby sprawdzić co się stało, a ja skręciłem korbę i mogliśmy jechać dalej.


fot. by Jubilat2

Dojechaliśmy do lasów z których rozpoczęliśmy dzisiejszą wycieczkę i tam musiałem jeszcze raz dokręcić śruby, tym razem jednak mocno się do tego przyłożyłem i do końca jazdy już się nic z nimi nie stało. W Krzyżówce pożegnaliśmy się ze sobą, porozmawialiśmy o najbliższych planach i pojechaliśmy w swoje strony.



Ze mną i bobikiem w stronę Witkowa wybrał się Błażej, z którym zatrzymaliśmy się niedaleko od miejsca "porzucenia" ekipy - na parkingu leśnym. Tam odwiedziliśmy "ubikacje" i zjedliśmy ostatni posiłek w trasie. Chwilę porozmawialiśmy też o rowerach. W Witkowie rozstaliśmy się z nim i udaliśmy się z bobikiem w kierunku Wrześni. Po drodze odezwały się bobikowe flaki, a ja poratowałem go papierem, który miałem przy sobie i bobiko poszedł zanieczyścić czyjąś kukurydzę ;)



Ruszyliśmy dalej, zaliczyliśmy zachód słońca i dojechaliśmy do Wrześni, gdzie bobiko udał się jeszcze do marketu po piwo na wieczór.



A na koniec kilka filmów z różnych fragmentów trasy:







Rower:Kross Dane wycieczki: 172.48 km (28.00 km teren), czas: 12:39 h, avg:13.63 km/h, prędkość maks: 49.10 km/h
Temperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 4595 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)