Rowerowy uziel75blog rowerowy

avatar uziel75

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(18)

Moje rowery

Marvil 2023 km
Santini 2609 km
Merida 45 km
Kross 48632 km
Kellys 39549 km
Esker 22563 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy uziel75.bikestats.pl

Archiwum

Linki

#92 | Pierwszy wyjazd - trójkąt z odnogą

Wtorek, 16 lipca 2013 | dodano: 16.07.2013
Na dzisiejszy wypad chciałem namówić Bobiko, ale miał gości i musiał odpuścić rowerowanie. Wyjechałem więc w trasę sam i udałem się trasą K92 w kierunku Siedlca. Po drodze na trasie w Starczanowie widziałem panienkę na szosówce - jechała w stronę Wrześni. Dojechałem do Siedlca, stanąłem na chwilę niedaleko kościoła, uzupełniłem braki w żołądku za pomocą batonika i ruszyłem z powrotem. W Nekli skręciłem na Czerniejewo i z Czerniejewa wróciłem do Wrześni. Będąc już w domu skontaktowałem się z Bobiko, czy już jest wolny i czy jedzie na wieczorno-nocny wypad, ale też odmówił. Wsiadłem więc na rower i pojechałem na drugą dziś trasę (patrz kolejny wpis).
Rower:Kross Dane wycieczki: 53.60 km (0.00 km teren), czas: 02:25 h, avg:22.18 km/h, prędkość maks: 49.10 km/h
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1428 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#91 | 10-15 minut wcześniej i byłoby po mnie

Poniedziałek, 15 lipca 2013 | dodano: 15.07.2013
Kolejny brak pomysłu i kolejny wyjazd na trójkąt, tym razem z przygodami. Pojechałem najpierw do Nekli, skąd miałem się udać do Czerniejewa. Jechałem sobie drogą serwisową wzdłuż K92. Przed Neklą, w oddali na tej właśnie serwisówce, widzę zgromadzenie ludzi. Najpierw myślałem, że jakieś wesele czy coś. Gdy dojechałem, zobaczyłem rozbitego citroena xsara i kilkanaście osób wokół niego. Xsara wyraźnie była po dachowaniu, bo miała zgnieciony dach. Ludziki przesunęły ją na bok drogi, inny koleś zbierał wysypane z samochodu części. Zapytałem dwóch chłopaków, którzy obserwowali, co się stało. Odpowiedzieli, że facetowi, jadącemu trasą K92, urwało się koło i stoczył się z lekkiego wzniesienia, na jakim jest trasa względem serwisówki i na dole zaliczył dachowanie. A drogą tą chodzą ludzie, jeżdżą rowerzyści, rolkarze...
Chwilę tam postałem i pojechałem dalej na Czerniejewo, a z Czerniejewa do Wrześni.
Rower:Kross Dane wycieczki: 36.49 km (0.00 km teren), czas: 01:36 h, avg:22.81 km/h, prędkość maks: 41.30 km/h
Temperatura:21.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 972 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#90 | Wietrzne jeżdżenie

Niedziela, 14 lipca 2013 | dodano: 14.07.2013
Dziś wyjechałem dopiero o 14. Początkowo chciałem zrobić tylko standardowy trójkąt, bo pogoda niepewna, a w dodatku silny wiatr - 7 m/s - ale Bobiko, będacy w dalekiej trasie gdzieś na płn.-zachodzie zarzucił temat, że będzie wracał przez Pobiedziska i może tam się spotkamy. Trudno byłoby tak dopasować mój wyjazd, żebym trafił w punkt dokładnie wtedy, kiedy on, szczególnie, że jazda do Pobiedzisk to zmaganie się z wiatrem, ale sam pomysł trasy wydał mi się niegłupi, więc postanowiłem ją wykręcić. Skierowałem się więc trasą K92 do Kostrzyna. Ciężko było, ale gdy już go osiągnąłem, to potem było łatwiej, bo od Kostrzyna do Pobiedzisk miałem wiatr boczny, chociaż z wieloma podjazdami. Od Pobiedzisk już z wiaterkiem, chociaż wydawało mi się, że pojedzie się lepiej, a jednak było wiele takich odcinków, gdzie wiatru w plecy nie czułem w ogóle, albo wiał jakoś dziwnie z boku. Dojechałem do Czerniejewa z obowiązkowym postojem na czerwonym "dywanie" wiaduktu w Wierzycach i pomyślałem sobie, że skoro wiatr zmienił sie chyba z płn.-zachodniego na bardziej zachodni, to wykorzystam go lepiej, gdy skoczę z Czerniejewa do Nekli, a potem już z Nekli do Wrześni pojadę gładkim asfaltem z wiatrem w plecy. Tak też zrobiłem i był to strzał w dziesiątkę, bo faktycznie jazda serwisówką wzdłuż K92 w tych warunkach była piękna.
Przed dzisiejszym wyjazdem zmieniłem łańcuch.
Rower:Kross Dane wycieczki: 76.67 km (0.00 km teren), czas: 03:24 h, avg:22.55 km/h, prędkość maks: 46.00 km/h
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2042 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#89 | Wyjazd i ulewa

Sobota, 13 lipca 2013 | dodano: 13.07.2013
Dzisiejszy dzień był właściwie spisany na straty, bo prognoza przewidywała opady. Jednak około południa zrobiło się jaśniej, od paru godzin nie padało, ulice już wyschły. No to szybka decyzja, kurtka na kark i wyjazd. Wyjechałem z domu, przejechałem... 20 metrów (słownie: dwadzieścia metrów) i zaczęło padać. No do jasnej cholery! Takie szczęście to tylko ja mam. No ale nic, nie zawróciłem od razu. Przejechałem przez centrum, wśród wielu samochodów, pojechałem obok zalewu do Przyborek i stamtąd, standardowo, chciałem wyjechać na K92 i udać się na trójkąt. Jednak gdy dojechałem do K92 to byłem tak mokry, że nie było sensu jechać dalej, więc przez wiadukt na trasie wróciłem do Wrześni. W centrum dawno nie widziałem tylu samochodów. Na szczęście udało mi się wyprzedzić około 20 sztuk prawą stroną, bo wszystkie poruszały się w korku z prędkością żółwia. Gdy dojechałem do domu, to woda kapała mi już z włosów spod kasku i z pasków tegoż kasku... Shit...
Rower:Kross Dane wycieczki: 11.35 km (0.00 km teren), czas: 00:31 h, avg:21.97 km/h, prędkość maks: 40.50 km/h
Temperatura:19.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 302 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#88 | Dwa trójkąty na wieczór

Wtorek, 9 lipca 2013 | dodano: 09.07.2013
Pod wieczór pojechałem na standardowy trójkąt Nekla-Czerniejewo-Września. Gdy byłem już przy jego końcu stwierdziłem, że jest jeszcze wcześnie, jedzie się bardzo przyjemnie, więc szkoda by było wracać, więc przejechałem przez Wrześnię i powtórzyłem tę samą trasę.
Rower:Kross Dane wycieczki: 74.22 km (0.00 km teren), czas: 03:09 h, avg:23.56 km/h, prędkość maks: 40.20 km/h
Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1977 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#86 | Pierwszy dziś wyjazd - Żerków

Niedziela, 7 lipca 2013 | dodano: 07.07.2013
Wczoraj Bobiko wspominał coś o tym, że dziś w Żerkowie odbywają się zawody MTB i on jedzie tam od rana, a ja - jeśli chcę - mogę dołączyć później. Przygotowałem się więc, nieszczególnie się spiesząc i spokojnie wyruszyłem w kierunku Żerkowa. Jechałem z wiatrem, ale niezbyt chciałem szaleć, bo miałem przed oczami powrót już pod wiatr, więc trzeba było trochę sił zachować. Minąłem Miłosław i wjechałem do Czeszewa, rozglądając się za moim znajomym pieskiem. Niestety nie było go. Pojechałem na przystań sprawdzić poziom wody.




Prom był zamknięty, ale gdy robiłem zdjęcia przyjechał samochodem przewoźnik i pyta mnie, czy płyniemy. Odpowiedziałem, że nie, że chciałem tylko zrobić zdjęcie, a trasę mam wyznaczoną gdzie indziej. Wróciłem na główną drogę i pojechałem do Orzechowa, następnie dalej na trasę katowicką. Spory ruch. Dojechałem do mostu w Nowym Mieście, na którym nadal ruch odbywa się wahadłowo. Z trasy skręciłem do miasta i standardową już trasą przez Wolicę Kozią udałem się do Żerkowa. Im bliżej Żerkowa, tym więcej rowerzystów mijałem, niektórych jeszcze z numerami startowymi z zawodów. W Żerkowie zacząłem się rozglądać gdzie też odbywają sie te zawody i nagle zobaczyłem podnóże góry, na której stoi wieża tv - całe pokryte banerami reklamowymi i usiane ludźmi, a poniżej morze samochodów.



Dojechałem tam więc, próbując zlokalizować Bobiko. Ten jednak zamelinował się na samym szczycie góry i nie było sposobu żeby tam się dostać w trakcie trwania przejazdów zawodników. Po kontakcie telefonicznym stwierdziłem, że nie będę na niego czekał aż się zawody skończą.



Postałem jeszcze chwilę, popatrzyłem na zawodników i ruszyłem w kierunku punktu widokowego. Tam skonsumowałem parę przekąsek, zrobiłem zdjęcia i po niezbyt szybkim zjeździe (57 km/h) udałem się w kierunku Pyzdr. Tam stanąłem na moście, żeby zrobić zdjęcia opadającej już, ale wciąż wysokiej wody i ruszyłem na Wrześnię.







W drodze powrotnej miałem kryzys, tyle że nie siłowy. Niemiłosiernie bolał mnie tyłek, a to z powodu mocno zużytej poduszki w spodenkach kolarskich i uszkodzonych szwów na jej obrzeżach. Nie mogłem się ułożyć na tym siodełku. Jakoś jednak dotarłem do domu, zjadłem obiad i pojechałem na drugi dziś wyjazd, żeby dobić do liczby 5000 km zrobionych od początku roku (patrz - kolejny wpis).
Rower:Kross Dane wycieczki: 91.11 km (0.00 km teren), czas: 05:24 h, avg:16.87 km/h, prędkość maks: 57.30 km/h
Temperatura:27.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2427 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#87 | Drugi dziś wyjazd - Trójkąt

Niedziela, 7 lipca 2013 | dodano: 07.07.2013
Po obiedzie udałem się na drugi dziś wyjazd - standardowy trójkąt, tyle że w drugą stronę. Najpierw do Nekli, a stamtąd do Czerniejewa i Wrześni.
Przekroczyłem tym samym 5000 km od początku roku.
Rower:Kross Dane wycieczki: 36.51 km (0.00 km teren), czas: 01:33 h, avg:23.55 km/h, prędkość maks: 39.80 km/h
Temperatura:22.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 972 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#85 | Rowerowe zwiedzanie Europy, czyli Mielno, Rzym, Paryż...

Sobota, 6 lipca 2013 | dodano: 06.07.2013 Uczestnicy
Decyzja o wyjeździe na północ była szybka. Wprawdzie mówiliśmy o niej już jakiś czas temu, ale dziś spojrzałem na prognozę - wiatr z północy. Tak więc szybki SMS do Bobiko, ten potwierdza i zaczynamy przygotowania do wyjazdu do Wapna - miejsca, w którym byłem 18 lat temu, pokonując wtedy moją najdłuższą trasę w ciągu jednego dnia - 256 km. Szybko wyrysowałem trasę. Myk myk i Bobiko jedzie w moją stronę. Wyjechaliśmy ok. 10.30, zahaczając po drodze o Biedronkę. Potem szybki przejazd do Gniezna, na którym chciał nas staranować volvo na zagranicznych numerach, wyprzedzający na trzeciego. W Gnieźnie spotkaliśmy się z Marcinem, który był niedawno w tamtych rejonach. Bocznymi drogami wyprowadził nas na wylot z Gniezna - ulicę Powstańców Wielkopolskich, na której końcu roztaczają się takie widoki:



I zaczęły się moje wspomnienia - wszystkie te widoki, które mocno utkwiły w mojej pamięci, odświeżały się. Niewiele też się zmieniło. Większość trasy wyglądała niemal identycznie jak wtedy.
W końcu trzeba było stanąć, aby coś zjeść...



Potem znaleźliśmy fajną remizę strażacką.



W Janowcu Wielkopolskim trafiliśmy na rozkopaną ulicę i kierowano nas objazdem. Postanowiliśmy jednak sprawdzić, czy nie da się jechać normalnie, bez objazdu, i udało się, więc po chwilowym postoju na rynku...



...wyjechaliśmy z miasta, kierując się na Damasławek.



Potem już tylko kilka km fajną, prostą drogą...




...i byliśmy w Wapnie.

Przejechaliśmy je całe wzdłuż, na chwilę po drodze zatrzymując się przy nieczynnej kopalni soli, którą w 1977 nawiedziła katastrofa, rujnująca sporą część miasta.




18 lat temu, gdy tam byłem, na niektórych budynkach można było jeszcze zobaczyć klamry spinające popękane ściany. Dziś nie znalazłem ani jednej takiej. Na obrzeżach Wapna zawróciliśmy...





...i dojechaliśmy znów do kopalni, ale tym razem wjechaliśmy na jej teren i zrobiliśmy dość sporą sesję foto.










Bobiko wspiął się na okno jednego z budynków, który okazał się budynkiem z urządzeniem wyciągowym - z wielki kołem windy.




Potem dołączył do niego Marcin.



...i ja.







Gdy mieliśmy odjeżdżać, z drugiej strony tegoż budynku zobaczyliśmy schody i otwarte drzwi, więc już wszyscy spokojnie, bez wspinania się po ścianach, weszliśmy do środka.




Zajrzeliśmy jeszcze przez szpary do innego budynku...



...i ruszyliśmy w drogę powrotną.



W drodze powrotnej mieliśmy plan zaliczyć dwa "europejskie" miasta - Paryż i Rzym. Na szczęście z pomocą przyszedł Marcin, bo okazało się, że trasa, którą wyznaczyłem, wiodła drogami terenowymi, a ja miałem slicki. Marcin natomiast szybko i sprawnie doprowadził nas najpierw do Paryża...



...potem do Rzymu.



Po drodze zatrzymaliśmy się przy jednym sklepie, aby uzupełnić zapasy wody, ale sklep był zamknięty. Po kilku km znaleźliśmy kolejny i z pełnymi butlami wody mogliśmy ruszyć dalej. Po drodze zaliczyliśmy plażę nad pewnym jeziorem, w którym Bobiko postanowił wymoczyć nogi.



Minęliśmy też park z dinozaurami w Rogowie.






Potem odwiedziliśmy wybrzeże ;) - miejscowość Mielno.



Tamte rejony obfitowały w drogi z nowiutkimi nawierzchniami asfaltowymi, a do tego praktycznie bez ruchu samochodowego. Nie przypominam sobie, żebym w ostatnim czasie jeździł w takich warunkach, że można sobie było w trójkę jechać obok siebie całą szerokością jezdni, bo napotkanie tam samochodu graniczyło z cudem.





Następnie Marcin wprowadził nas w las, gdzie pokazał nam kolejne jeziorko z piaszczystą plażą, gdzie było dość dużo kąpiących się ludzi.





Potem skierowaliśmy się już na Trzemeszno, w którym trzeba było coś zjeść. Zatrzymaliśmy się więc przy budce z jedzeniem koło marketu i skonsumowaliśmy hot-dogi, a Bobiko chyba jakąś pitę. Na wylocie z Trzemeszna stanąliśmy chwilę na zdjęcia zachodu słońca.



Między Trzemesznem a Witkowem odłączył się od nas Marcin, który skierował się na Gniezno, a ja z Bobikiem na Wrześnię. Minęliśmy Witkowo. Robiło się już ciemno. 2 km za Witkowem natknęliśmy się na jakąś plagę egipską - deszcz, a właściwie ściana robactwa. Nie wiem czy kiedykolwiek przejeżdżałem rowerem przez coś takiego. Wyglądało to jak szarańcza w USA, z tym że z mniejszymi owadami. Na szczęście nie trwało to długo. Gorsza rzecz spotkała nas jednak w Gorzykowie. Jedziemy sobie spokojnie, nagle widzę, że z pola z lewej strony biegną w naszą stronę i ujadają 3 psy, z czego jeden to jakiś mieszaniec bernardyna. Zatrzymaliśmy się, żeby nie drażnić kundli obracającymi się na pedałach nogami i nie dać im szansy na ugryzienie. Pozostałe dwa były niegroźne, tylko sobie szczekały, natomiast ten duży był wyjątkowo wściekły. Ślepia miał jak jakiś cholerny bazyliszek, kły na wierzchu. Gdy tylko chcieliśmy ruszyć, to zaczynał się zbliżać. Spróbowałem więc innej metody - przykucnąłem i zacząłem go wołać. Zwątpił i zaczął się cofać. Ale gdy tylko wstałem i zacząłem iść, trzymając rower między mną a nim, to on znów zaczynał się zbliżać. Mieliśmy włączone lampy przednie w rowerach i co jakiś czas kierowałem mu w ślepia snop światła. To też go powstrzymywało. Natomiast mój 120-decybelowy klakson nie robił na nim większego wrażenia. Gdy ja się nim zajmowałem, Bobiko doszedł do pobliskiego domu i zaczął wołać ludzi tam mieszkających, bo wyglądało na to, że psy mogą pochodzić z tego gospodarstwa - wszak wyleciały z pola obok. Nikogo w domu nie było. Przeszlśmy sobie tak kilkadziesiąt metrów trzymając kundle z drugiej strony rowera i w końcu im się znudziło. Wróciły na pole, a my pojechaliśmy dalej.
We Wrześni okazało się, że brakuje mi kilkuset metrów do 190 km. Na początku myślałem, żeby dokulać do 200, ale nie miałem za bardzo pomysłu gdzie jechać. Odprowadziłem więc Bobiko na rynek i wróciłem do domu ok. 22:40.
Rower:Kross Dane wycieczki: 190.97 km (2.00 km teren), czas: 11:56 h, avg:16.00 km/h, prędkość maks: 39.40 km/h
Temperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 5088 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(3)

#84 | Trójkącik wieczorny

Piątek, 5 lipca 2013 | dodano: 05.07.2013
Standardowo, podobnie jak poprzednie kilka dni, prognoza przewidywała wypogodzenie się pod wieczór, a było dokładnie odwrotnie. Jednak dziś już nie wytrzymałem w domu i musiałem wyjechać. Na szczęście pojawiły się fragmenty czystego nieba, więc była szansa, że chmury jednak się rozpłyną.
Ubrałem się więc i przed 21 wyjechałem na standardowy trójkąt Czerniejewo-Nekla-Września. Trasa odbyła się bez jakichś szczególnych wydarzeń, więc nie ma czego opisywać... Wróciłem o 22:20.
Rower:Kross Dane wycieczki: 36.55 km (0.00 km teren), czas: 01:26 h, avg:25.50 km/h, prędkość maks: 40.20 km/h
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 973 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

#83 | To se, k##wa, pojeździłem, no...

Czwartek, 4 lipca 2013 | dodano: 04.07.2013
Żenada - takim słowem mogę określić dzisiejszy wyjazd... Czekałem do 18 aż trochę się ochłodzi i ustabilizuje sytuacja z pogodą, bo do 17 zapowiadane były burze, a potem już spokojnie. No to wyjechałem ok. 18.30 z celem w postaci trasy K92, ale za pierwszym zakrętem spojrzałem na zachód, skąd wiał wiatr i się przeraziłem - cały horyzont granatowy... No pięknie... To se pojeździłem... No nic, może zdążę dojechać chociaż do Podstolic, a potem ucieczka przed burzą? Spróbuję. No ale gdy byłem 300 metrów od trasy K92, w Przyborkach, spojrzałem na niebo i stwierdziłem, że nawet do Podstolic nie zdążę dojechać. Zatem na Daszyńskiego nawrót i kierunek dom.




Piękna wycieczka, nie ma co...
Rower:Kross Dane wycieczki: 10.51 km (0.00 km teren), czas: 00:33 h, avg:19.11 km/h, prędkość maks: 38.00 km/h
Temperatura:31.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 280 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)