- Kategorie:
- 1-50.971
- 101-150.101
- 151-200.9
- 201-250.5
- 301-350.2
- 351-400.1
- 51-100.592
- deszcz.34
- leżący śnieg.11
- mgła.15
- mokro.29
- mżawka.11
- po zmroku.120
- pochmurno.248
- słonecznie.329
- śnieg.16
- trenażer.5
#1 | Rozpoczęcie sezonu 2014 - Skorzęcin
Nie mogłem odmówić sobie przyjemności rozpoczęcia sezonu rowerowego 2014 już 1 stycznia, więc po południu zaproponowałem wyjazd bobikowi. Początkowo miał opory, bo obawiał się swojej słabej kondycji i promili w organizmie po imprezie sylwestrowej, ale pod wieczór podjął pierwszą męską decyzję w tym roku i przyjechał do Wrześni, skąd ruszyliśmy po 18:00 w stronę Skorzęcina. Jechaliśmy z lekkim wiatrem w plecy. Bobiko, mimo że narzekał dziś na swoją kondycję, gdy tylko znalazł się przede mną, to wyrywał do przodu na 100-200 metrów, nie bacząc na mnie ani na to, że będzie musiał dziś jeszcze wrócić do domu pod wiatr. Za Witkowem stanęliśmy na chwilę, aby skonsumować EnergyShota Olimpa, który zaczyna działać po jakichś 30 minutach, a więc zacznie wtedy, gdy będziemy się zbierali na powrót. W lesie na dojeździe do ośrodka było jak zwykle ciemno jak w piekle i o dziwo minęliśmy tam jeden samochód. Wjechaliśmy do ośrodka, potem na molo i szukaliśmy śladów wczorajszej imprezy sylwestrowej. Nic. Ani pozostałości fajerwerków, ani rozbitego szkła. Tak spokojnie i kulturalnie tu było? A może nikogo tu nie było? Jednak na końcu mola ze śmietnika wystawało kilka zużytych fajerwerków, więc jednak ktoś tu był, ale posprzątał po sobie. Miło.
Zabraną w termosach kawę i herbatę postanowiliśmy wypić gdzieś na lądzie, w osłoniętym miejscu, żeby się za bardzo nie wychłodzić na wietrze wiejącym od jeziora. Zjechaliśmy więc z mola i zatrzymaliśmy się koło budki telefonicznej przy "Piekle". Wypiliśmy kawę i herbatę, ja skonsumowałem prawie zamarzniętego batonika i po jakichś 30 minutach ruszyliśmy w drogę powrotną. Na termometrze było -2, w lesie za ośrodkiem mgła. Za ośrodkiem droga była już biała, pokryta szronem, temp. -1 st. C. Kawałek za wsią Skorzęcin zatrzymaliśmy się, aby przez chwilę spojrzeć w niebo i na horyzont, skąd odpalano jeszcze sztuczne ognie. Ruszyliśmy dalej. Jechało się przyjemnie, bo wiatr chyba całkiem ustał. Ruch był znikomy. Po porannych informacjach dotyczących wypadków na drogach po imprezie sylwestrowej trochę się obawiałem o bezpieczeństwo, ale kierowcy jeździli tak ostrożnie, że nie mogłem w to uwierzyć. Niektórzy gdy nas wyprzedzali czy mijali, jechali jakieś 30-40 km/h. Lekkie zagrożenie bezpieczeństwa pojawiło się z innej strony - od zaszronionego asfaltu, po którym toczyły się moje slicki. Za Witkowem zaliczyłem pierwszy uślizg tylnego koła na gładkiej łacie asfaltowej w momencie naciśnięcia nogą na pedał. Upss, trzeba uważać. Potem w Gorzykowie, gdzie droga była lekko po skosie na zakręcie, znów tylne koło zaczęło mi uciekać. Potem w Gutowie na zakręcie - to samo. Chyba najwyższy czas założyć opony z bieżnikiem, bo jazda zimą na slickach to proszenie się o kłopoty. Spokojnym tempem dojechaliśmy do Wrześni. Bobiko odprowadził mnie pod dom i pojechał do siebie. Było po 21:00.
Temperatura:-1.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1654 (kcal)
Zabraną w termosach kawę i herbatę postanowiliśmy wypić gdzieś na lądzie, w osłoniętym miejscu, żeby się za bardzo nie wychłodzić na wietrze wiejącym od jeziora. Zjechaliśmy więc z mola i zatrzymaliśmy się koło budki telefonicznej przy "Piekle". Wypiliśmy kawę i herbatę, ja skonsumowałem prawie zamarzniętego batonika i po jakichś 30 minutach ruszyliśmy w drogę powrotną. Na termometrze było -2, w lesie za ośrodkiem mgła. Za ośrodkiem droga była już biała, pokryta szronem, temp. -1 st. C. Kawałek za wsią Skorzęcin zatrzymaliśmy się, aby przez chwilę spojrzeć w niebo i na horyzont, skąd odpalano jeszcze sztuczne ognie. Ruszyliśmy dalej. Jechało się przyjemnie, bo wiatr chyba całkiem ustał. Ruch był znikomy. Po porannych informacjach dotyczących wypadków na drogach po imprezie sylwestrowej trochę się obawiałem o bezpieczeństwo, ale kierowcy jeździli tak ostrożnie, że nie mogłem w to uwierzyć. Niektórzy gdy nas wyprzedzali czy mijali, jechali jakieś 30-40 km/h. Lekkie zagrożenie bezpieczeństwa pojawiło się z innej strony - od zaszronionego asfaltu, po którym toczyły się moje slicki. Za Witkowem zaliczyłem pierwszy uślizg tylnego koła na gładkiej łacie asfaltowej w momencie naciśnięcia nogą na pedał. Upss, trzeba uważać. Potem w Gorzykowie, gdzie droga była lekko po skosie na zakręcie, znów tylne koło zaczęło mi uciekać. Potem w Gutowie na zakręcie - to samo. Chyba najwyższy czas założyć opony z bieżnikiem, bo jazda zimą na slickach to proszenie się o kłopoty. Spokojnym tempem dojechaliśmy do Wrześni. Bobiko odprowadził mnie pod dom i pojechał do siebie. Było po 21:00.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
62.08 km (0.00 km teren), czas: 03:31 h, avg:17.65 km/h,
prędkość maks: 28.10 km/hTemperatura:-1.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1654 (kcal)
K o m e n t a r z e
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj